W końcu mam!
Dzięki bratu mam foty i sie pochwalę moim zwykłym, najzwyklejszym sweterkiem:)))
Powstał z potrzeby miecia czegoś zwykłego na zimę, pod kurtkę.
Forma najprostsza, bezszwowy reglan od góry, ale uparłam się, że ma mieć profilowany dekolt skróconymi rzędami.
Nieocenione byłyście, dzięki Waszym poradom i Ani - udało się:)
Skrócone rzędy robiłam "na oko" metodą "z owijką", bo oczka nabierałam prowizorycznie na szydełkowy łańcuszek i nie było tam oczka - matki, żeby zastosować Shadow wraps.
Bardzo pomocne były też linki: Dziuni i Antoniny.
Włóczki wystarczyło w sam raz, to rozmiar xxl, z 6 motków został mały kłębuszek. Robiłam bezszwowo od góry.
I bardzo fajnie się go nosi:)
Tak, zdjęcia powstały błyskawicznie, bo było zimno i padał deszcz, ale atmosfera - jak widać:))).
Sweterek jest naprawdę lubiany. W końcu mi się udało zrobić nie za wąskie rękawy - są nawet luźne:)
Jest więc ciepło, wygodnie i funkcjonalnie - nie potrzebuję szalika a w pracy mogę zawinąć golf w niewysoką stójkę:) Ma tylko jedną wadę - gryzie w szyję.
Nie wiem jak to możliwe.
Wełna to 100% merino ze 100purewool. Mam chustę z nitki lace i nic nie gryzie. Całe ciało też ok przyjmuje kontakt z wełną, oprócz szyi. Po noszeniu pół dnia, przez drugą połowę się drapię:((( Może to wina farby - nie mam pojęcia.
A jeszcze ciekawostka - kolor wełny na zdjęciach w sklepie wyglądał na mroczny, ciemny fiolet. Nie mogłam uwierzyć, że to ten, gdy odpakowałam paczkę. Doro też kupiła ten kolor i była nie mniej rozczarowana, ale odsyłać do Urugwaju nam się nie chciało. Wełna przeleżała swoje i wyciągnęłam ją, bo chciałam już jej nie mieć w zapasach, no i nie byłoby mi żal, gdyby sweter się nie udał. W trakcie roboty okazało się, że jeden motek był inaczej pofarbowany - stąd pas na brzuchu i na rękawach. Teraz jednak uważam, że kolor wcale nie jest taki od czapy:)
Dane techniczne:
wełna: 100% merino ze 100purewool
Druty: 5mm.
Zużycie: 6 motków
Rozmiar: xxl
Wzór: z głowy, najprostszy reglan
Tę wełnę mam jeszcze w kolorze białym i granatową. I takich zwykłych sweterków sobie jeszcze zrobię kilka:) Spodobał mi się:)
Aaaa, no i mówiłam, że jak coś obiecam i napiszę, to będzie inaczej?
Myślałam, że pożegnałam sezon narciarski na dobre.
A jednak nie:) Bo przecież obie z Doro jesteśmy narciarskie wariatki:)
Pakuję więc manatki za tydzień i ruszamy na podbój Czech i tamtejszych stoków:)))
czwartek, 28 lutego 2013
czwartek, 21 lutego 2013
Wyróżnienie :)
Wiedziałam, że jak obiecam kolejny post o udziergu, to na bank taki nie będzie:)
Przyczyną jest pogoda - wracam do domu późno, jest ciemno a osobisty mąż wraca jeszcze później i nie ma jak sfocić jego uba w czapce.
Bo pokażę czapkę, którą nosi już ze 2 miesiące, a potem mój zwyczajny sweter, który też już jest noszony.
A dzis dostałam informację o wyróżnieniu, takim o:
Od Karolinykropkakom:) I cokolwiek ono znaczy - bardzo dziękuję:)
Karolina wzięła mnie na przesłuchanie, więc bez namysłu i uczciwie odpowiadam:
1. Jedno słowo, które najlepiej określa twój charakter?
Nieszablonowy:)
2. Co sprawia Ci największą przyjemność w tym co robisz?
To, że mogę to robić - mam sprawne ręce, nogi, gdzie mieszkać, wokół siebie ludzi, których kocham i mam środki, dzięki którym mogę to robić. Największą przyjemnością jest smakowanie każdej chwili:)
3. Kawa/herbata w naparstku czy raczej kubek wielkogabarytowy?
Kawa i herbata tylko w wiaderku, z którego popijam małymi łykami przez cały dzień:)
4. Niedzielne popołudnie na kanapie czy spacer/rower?
To zależy jak intensywny był weekend i sobota:) Bo czasem po aktywnym tygodniu chcemy zwyczajnie odpocząć na kanapie z drutami w ręku i przy ulubionych serialach a czasem idziemy na basen, łyżwy, kije..
Bo na rowerze mogę tylko stacjonarnie a spacer dla mnie zbyt mało intensywny jest:) Jak już coś robić - to na maxa:)
5. Co byś robiła gdybyś nie musiała nic robić?
A da się tak? Zazwyczaj i tak robię dwie rzeczy na raz (druty + telewizja, makijaż + śniadanie, porządki + odrabianie lekcji z dzieciem, itp), bo czas nie powinien się marnować. Ale gdybym miała go nadmiar - zaplanowałabym do zrobienia rzeczy, które odkładam w nieskończoność a finalnie i tak pewnie skończyłoby się na drutowaniu:)
6. Jakiej pracy domowej najbardziej nie lubisz?
Żadnej, jeśli muszę ją zrobić, ale jak już zacznę, to lubię, bo widzę jej efekty:)
7. Gotowanie to dla Ciebie przyjemność czy zwykły obowiązek?
Na co dzień , gdy nie ma czasu, to obowiązek, ale gdy czas jest, to wielka przyjemność:)
8. Życie bez hobby to....?
...życie człowieka nieszczęśliwego. Trzeba mieć jakąś pasję, nawet jeśli to będzie obserwacja chmur za oknem:) Bez niej człowiek jest jakby...niekompletny.
9. Dom bez zwierząt czy raczej małe zoo?
Przy naszym trybie życia niestety dom bez zwierząt, ale marzy nam się kiedyś, gdy będziemy starutcy i nie będziemy się ruszać z naszego domku z ogródkiem (jak już go postawimy), to będziemy mieć psy - goldenretrivera i owczarka niemieckiego:) Ze względu na moją silną alergię nie możemy mieć innych zwierząt.
10. Twoje hobby/pasja to czas wyrwany pomiędzy obowiązkami czy stały element dnia?
Zależy która pasja. Fotografuję okazyjnie, czytam od czasu do czasu, śpiewam kiedy tylko mogę, jeżdżę na łyżwach i nartach gdy mam możliwość a drutuję codziennie. Choć kilka rządków. Ostatnio miałam jeden dzień bez drutów - padałam na pysk bez zmęczenia i nie widziałam na oczy. I dziwnie się czułam bez robótki w ręku... to już chyba nałóg, co?
Blog to też chyba nałóg... pierwszy założyłam w 2006 roku, od tego czasu powstało ich kilka... chyba nie umiem żyć bez pisania - to porządkuje myśli i zmusza do samodyscypliny. Robótkowego bloga założyłam, bo chciałam się uczyć i mieć kontakt z innymi dziewiarkami. To też dokumentacja dokonań i notatnik - często wracam do swoich wpisów i sprawdzam co jak robiłam:)
I mam teraz wytypować kolejnych 11 blogów? Z tych kilkuset, które czytam? (Zakładek z braku czasu nie aktualizuję, ale w czytniku blogów caaaała masa).
Pewnie z połowa osób mnie oleje, ale chciałabym na spytki wziąć:
1. Tuptupa (może zmotywuję do pisania?) :)
2. Dotoheę (ofkors) :*
3. Kankankę:)
4. Sylwkę:)
5. Atę:)
6. Ovillo:)
7. Dodgers:) (była już nominowana, ale moje pytania są inne:)
8. Effcię:)
9. Myszopticę :)
10. AnnęSza :)
11. Lacrimę :)
I jeszcze pytania:
1. Który okres w swoim życiu uważasz za lepszy - obecny, czy czasy młodości.
2. Jedna miłośc na całe zycie, czy też "każda miłośc jest pierwsza"?
3. Morze, czy góry - gdzie lubisz wyjeżdżać na wypoczynek?
4. Domatorka czy globtroterka - czyli relaks we własnym ogrodzie czy podróże sprawiają Ci więcej radości.
5. Nowinki techniczne czy przywiązanie do tradycji - gonisz za gadżetami, masz najnowszego notebooka, jesteś przyssana do FB, czy też wystarcza Ci stary model komórki, sprawdzony wysłużony aparat fotograficzny i nie lubisz uczyć się obsługi coraz to nowszych programów komputerowych?
6. Kawa na mieście z przyjaciółką czy spotkanie w domu przy ciachu i w fotelu?
7. Politykę omijasz z daleka, czy też lubisz wiedzieć, co w trawie piszczy?
8. Powieść czy poezja - co lubisz bardziej czytać?
9. Rock czy poezja śpiewana - czyli jaka jest Twoja ulubiona muzyka?
10. Grzeczna i poukładana, czy szalona i nieprzewidywalna? Jaka jesteś?
11. Praca na etacie, czy sama wolisz być sobie szefem?
Zapraszam do zabawy:)
sobota, 16 lutego 2013
Bo nie ma to
jak ulubione zajęcie w doborowy towarzystwie:)
Nieważne, że zimno, mglisto i górka sztuczna, ważne, że fajnie razem się jeździło:)
Pożegnanie sezonu narciarskiego (chyba) na górze Kamieńsk z Justyną:)
Nieważne, że zimno, mglisto i górka sztuczna, ważne, że fajnie razem się jeździło:)
Pożegnanie sezonu narciarskiego (chyba) na górze Kamieńsk z Justyną:)
A następnym razem (chyba) już będzie drutowo:)
piątek, 15 lutego 2013
Ach, co to był za wyjazd:)
Wróciłam, ale jeszcze duchem jestem tam... na zaśnieżonych stokach.
Sweterka nie skończyłam na wyjeździe, oczka zakończyłam dopiero wczoraj w domu.
Nie nagadałam się Dorotą do imentu, nawet trochę się nie nagadałam.
Trochę się pośmiałyśmy, poodkrywałyśmy siebie na nowo...
Ale czasu było mało, bo "białe" wzywało...
Świeżo wyratrakowane... a ja w kolejce do pierwszego krzesełka na górę...:)
A potem za którymś zjazdem wzięłam ze sobą aparat na górę...widok ośnieżonych drzewek ma w sobie jakąś magię...
Jest naprawdę wysoko, ludzie tacy malutcy (nie, wcale a wcale nie mam lęku wysokości:(), a pod nami jeszcze jeden wyciąg.
I widok po zejściu z kanapy.
I patrząc w drugą stronę...
No to zjeżdżamy... malowniczą trasą przez lasek...
A dalej już szerokim zboczem na dół po świeżo ubitym, niezjeżdżonym jeszcze śniegu:)
Fotek nie mam dużo, robienie zdjęć nie było priorytetem. Spędzaliśmy czas na stoku albo w basenach okolicznych sanatoriów. Zakochałam się w łaźni parowej:) Potem wieczorem zasypiałam w locie a rano wstawaliśmy o 7, by od 9.00 znów być na stoku:)
Kręgosłup wytrzymał, kolana po "syndromie czwartego dnia" też odpuściły:)
No i mało... mało mi czasu, mało śniegu, mało nart, mało Doro...
Ale zaraziła się:) Za rok szusujemy razem:))))
Sweterka nie skończyłam na wyjeździe, oczka zakończyłam dopiero wczoraj w domu.
Nie nagadałam się Dorotą do imentu, nawet trochę się nie nagadałam.
Trochę się pośmiałyśmy, poodkrywałyśmy siebie na nowo...
Ale czasu było mało, bo "białe" wzywało...
Świeżo wyratrakowane... a ja w kolejce do pierwszego krzesełka na górę...:)
A potem za którymś zjazdem wzięłam ze sobą aparat na górę...widok ośnieżonych drzewek ma w sobie jakąś magię...
Jest naprawdę wysoko, ludzie tacy malutcy (nie, wcale a wcale nie mam lęku wysokości:(), a pod nami jeszcze jeden wyciąg.
I widok po zejściu z kanapy.
I patrząc w drugą stronę...
No to zjeżdżamy... malowniczą trasą przez lasek...
A dalej już szerokim zboczem na dół po świeżo ubitym, niezjeżdżonym jeszcze śniegu:)
Fotek nie mam dużo, robienie zdjęć nie było priorytetem. Spędzaliśmy czas na stoku albo w basenach okolicznych sanatoriów. Zakochałam się w łaźni parowej:) Potem wieczorem zasypiałam w locie a rano wstawaliśmy o 7, by od 9.00 znów być na stoku:)
Kręgosłup wytrzymał, kolana po "syndromie czwartego dnia" też odpuściły:)
No i mało... mało mi czasu, mało śniegu, mało nart, mało Doro...
Ale zaraziła się:) Za rok szusujemy razem:))))
środa, 30 stycznia 2013
Affection po raz drugi
Miało być za chwileczkę, ale nie było.
A teraz pochłonął mnie wir pakowania, porządkowania i szykowania do wyjazdu.
Na narty.
Albowiem.
Kocham w życiu kilka rzeczy miłością wieczną.
Jedną z nich (obok włóczek i drutowania ofkors) są narty.
Kręgosłup przetestowałam, daje radę. Trochę się martwię o kolana, ale może też dadzą radę.
Plany wyjazdowe trochę chciał zepsuć Młody, bo się pochorował, ale już jest trochę lepiej i do piątku mam plan postawić go na nogi i nie dać się zarazić.
Zarażenie jednakże nie przeszkodzi mi w piątek zjeżdżać ze stoku. Musiałoby mi połamać nogi, żeby mnie stamtąd przegonić.
A poza tym, w końcu dojdzie do skutku spotkanie wielokrotnie przekładane przez zrządzenia losu, z moją ukochaną Doro. Coś czuję, ze po tym urlopie będzie konieczny kolejny - na odespanie przegadanych nocy:)))
Sweterek zwyczajny się robi, pewnie skończę go już na miejscu.
Wełna 100purewool świetnie się filcuje, co wykorzystuję do łączenia nitek. Będzie bez supełków.:)))
Dzięki Waszym podpowiedziom zrobiłam te pierońskie skrócone rzędy, tylko z jednym pruciem:)
No ale wracając do tematu...
Chustę moją, najmojszą zażyczyła sobie mama moja. Chciała identyczną, ale akurat takie farbowanie purpuras się nie trafiało, więc oddałam jej swoją a sobie zrobiłam drugą. Tym razem zmiksowałam kolory malabrigo arroyo plomo i borrayas.
No to bez zbędnego gadulstwa - tadam:
Kolor jest raczej taki, jak na rozjaśnianych zdjęciach. Tym razem brzeg zrobiłam borrayasowy a nie szary.
Czy muszę mówić, jak bardzo chusta jest miękka i przytulaśna?
Każdy, kto macał tę włóczkę, wie:)
Zużyłam niecały motek plomo i jeden z kawałkiem (malutkim) borrayas.
Wzór - TEN
Druty 4mm. I dość mocne naciągnięcie.
A teraz wracam do swetra, prasowania i pakowania:)))
Dozobaczeniapopowrocie :***
piątek, 18 stycznia 2013
Juz za chwileczkę
Już za momencik pokażę nowy udzierg.
Może dziś.
No chyba, że pójdę na basen. Albo na łyżwy.
Sama jeszcze nie wiem, bo kręgosłup boli i nie wiem czy ruchem mu nie zaszkodzę, czy się coś w moich kręgach ruchomych nie poprzestawia i nie uciśnie tam, gdzie nie powinno.
Ruch by mi się przydał, bo w tym roku wyjątkowo przygotowania do sezonu narciarskiego nie zrobiłam żadnego.
Najpierw był niedoczas a potem dłuuugie chorowanie.
W niedzielę idę na Górkę Szczęśliwicką przyzwyczajać się do białego.
Już wiem, że sprawność mam mocno obniżoną po wyczynach mojego kręgosłupa rok temu. Że ból jest ze mną stale, że problem będzie na wyciągach talerzykowych i orczykach, że po zjeździe muszę zdjąć buty i dać odpocząć kręgosłupowi. I zrezygnuję ze startowania na zawodach amatorskich.
Ciesze się, że w ogóle mogę jeszcze jeździć. Oby jak najdłużej. :)
No i właśnie sobie zdałam sprawę, że mam mocno niekompletny strój na narty. Bielizna termoaktywna jest, ale co na nią? Bo to wystarcza, jeśli jest ciepło, do -5 stopni, ale jeśli będzie -10 i -15?
Czasu mam mało, niecałe 2 tygodnie... ale to wystarczy na zrobienie swetra:)))
Musi być 100% wełna, żeby oddychało i było ciepłe, no i nie za grube.
Zaczęłam co prawda inny sweterek (powtórka kffiatkowego), ale potrzeba jest silna, więc tamten musi poczekać.
Sweterek musi być też prosty, bez udziwnień, taki zwyklak, z golfem.
I.... chyba nawet mam pasującą do tego wszystkiego włoczkę.
Wełna urugwajska, 100% merino w niezbyt udanym kolorze (ale pod kurtką nie widać), Dorocie nawet udało się ją sfilcować... Druty 4 lub nawet 4,5 (Doruś, na jakich robiłaś te nieszczęsną chustę? Jakie radzisz?).
No i wzór - najprostszy z możliwych, czyli reglan od góry w całości robiony. Hm..
Tylko chciałabym, żeby tył był wyższy niż przód, wiem, że dziewczyny robią taki metoda skróconych rzędów... tylko ja sierota nie umiem znaleźć nigdzie, jak to się robi:(
Czy od razu tył a przód potem dorabiany, czy może najpierw całość swetra a potem sam tył?
Za nic nie umiem sobie tego wyobrazić:(((
Pomożecie?
Może dziś.
No chyba, że pójdę na basen. Albo na łyżwy.
Sama jeszcze nie wiem, bo kręgosłup boli i nie wiem czy ruchem mu nie zaszkodzę, czy się coś w moich kręgach ruchomych nie poprzestawia i nie uciśnie tam, gdzie nie powinno.
Ruch by mi się przydał, bo w tym roku wyjątkowo przygotowania do sezonu narciarskiego nie zrobiłam żadnego.
Najpierw był niedoczas a potem dłuuugie chorowanie.
W niedzielę idę na Górkę Szczęśliwicką przyzwyczajać się do białego.
Już wiem, że sprawność mam mocno obniżoną po wyczynach mojego kręgosłupa rok temu. Że ból jest ze mną stale, że problem będzie na wyciągach talerzykowych i orczykach, że po zjeździe muszę zdjąć buty i dać odpocząć kręgosłupowi. I zrezygnuję ze startowania na zawodach amatorskich.
Ciesze się, że w ogóle mogę jeszcze jeździć. Oby jak najdłużej. :)
No i właśnie sobie zdałam sprawę, że mam mocno niekompletny strój na narty. Bielizna termoaktywna jest, ale co na nią? Bo to wystarcza, jeśli jest ciepło, do -5 stopni, ale jeśli będzie -10 i -15?
Czasu mam mało, niecałe 2 tygodnie... ale to wystarczy na zrobienie swetra:)))
Musi być 100% wełna, żeby oddychało i było ciepłe, no i nie za grube.
Zaczęłam co prawda inny sweterek (powtórka kffiatkowego), ale potrzeba jest silna, więc tamten musi poczekać.
Sweterek musi być też prosty, bez udziwnień, taki zwyklak, z golfem.
I.... chyba nawet mam pasującą do tego wszystkiego włoczkę.
Wełna urugwajska, 100% merino w niezbyt udanym kolorze (ale pod kurtką nie widać), Dorocie nawet udało się ją sfilcować... Druty 4 lub nawet 4,5 (Doruś, na jakich robiłaś te nieszczęsną chustę? Jakie radzisz?).
No i wzór - najprostszy z możliwych, czyli reglan od góry w całości robiony. Hm..
Tylko chciałabym, żeby tył był wyższy niż przód, wiem, że dziewczyny robią taki metoda skróconych rzędów... tylko ja sierota nie umiem znaleźć nigdzie, jak to się robi:(
Czy od razu tył a przód potem dorabiany, czy może najpierw całość swetra a potem sam tył?
Za nic nie umiem sobie tego wyobrazić:(((
Pomożecie?
wtorek, 8 stycznia 2013
Malinka
Mówiłam, że malinka się robi:)
Zanudzę Was, bo to powtórka i we wzorze iw kolorze i we włóczce.
Normalnie xero, tylko, że w powiększeniu, bo tym razem zrobiłam trzecią od końca największą wielkość.
Zrobiłam i... miałam ogromne problemy z rozstaniem się z nią. Poważnie rozważałam zatrzymanie jej dla siebie. W końcu zapakowałam i wysłałam, ale na pewno pojawi się jeszcze wersja dla mnie.
Czas na fotki:)
Malinka jest malinowa, w moim ulubionym odcieniu czerwieni.
Włóczka, to TA, z Zagrody:)
Druty - 3,00 mm
Zużyłam całe dwa motki, została dosłownie resztka.
A wzór TEN.
Poza tym choruję. Przedświąteczna grypa płynnie przeszła w zapalenie oskrzeli, ograbiając mnie z wielu przyjemności. :(( Na piersiach leży kamień, co utrudnia oddychanie a oddychanie wywołuje kaszel:(((
Siedzę w domku, jem antybiotyki i dziergam czapkę mężu memu. Stara się szybko zniszczyła (choć i tak 2 lata wytrzymała) - z malabrigo lace była. Mężu nie chce się z nią rozstać, konieczny będzie przymus.
Druga będzie podobna, ale z malabrigo arroyo, którego skręt sprawia, że nie filcuje się i nie niszczy tak szybko.
Mimo choroby byłam jednak - pierwszy raz od bardzo dawna - na dziewiarskim spotkaniu szarotkowym. Kocham tę atmosferę i te dziewczyny. Zawsze można się czegoś nowego nauczyć, podziwiać prace dziewczyn, pomacać włóczki (Tup, nadal Cie nienawidzę:*), pogadać o życiu - po prostu oderwać się od codzienności.
Gackowa - dzięki za skarpetkowy kurs i wszelkie porady, Elu - obiecuję bywać częściej, a poza ty dziękuję wszystkim za wspaniałe towarzystwo!
Zanudzę Was, bo to powtórka i we wzorze iw kolorze i we włóczce.
Normalnie xero, tylko, że w powiększeniu, bo tym razem zrobiłam trzecią od końca największą wielkość.
Zrobiłam i... miałam ogromne problemy z rozstaniem się z nią. Poważnie rozważałam zatrzymanie jej dla siebie. W końcu zapakowałam i wysłałam, ale na pewno pojawi się jeszcze wersja dla mnie.
Czas na fotki:)
Malinka jest malinowa, w moim ulubionym odcieniu czerwieni.
Włóczka, to TA, z Zagrody:)
Druty - 3,00 mm
Zużyłam całe dwa motki, została dosłownie resztka.
A wzór TEN.
Poza tym choruję. Przedświąteczna grypa płynnie przeszła w zapalenie oskrzeli, ograbiając mnie z wielu przyjemności. :(( Na piersiach leży kamień, co utrudnia oddychanie a oddychanie wywołuje kaszel:(((
Siedzę w domku, jem antybiotyki i dziergam czapkę mężu memu. Stara się szybko zniszczyła (choć i tak 2 lata wytrzymała) - z malabrigo lace była. Mężu nie chce się z nią rozstać, konieczny będzie przymus.
Druga będzie podobna, ale z malabrigo arroyo, którego skręt sprawia, że nie filcuje się i nie niszczy tak szybko.
Mimo choroby byłam jednak - pierwszy raz od bardzo dawna - na dziewiarskim spotkaniu szarotkowym. Kocham tę atmosferę i te dziewczyny. Zawsze można się czegoś nowego nauczyć, podziwiać prace dziewczyn, pomacać włóczki (Tup, nadal Cie nienawidzę:*), pogadać o życiu - po prostu oderwać się od codzienności.
Gackowa - dzięki za skarpetkowy kurs i wszelkie porady, Elu - obiecuję bywać częściej, a poza ty dziękuję wszystkim za wspaniałe towarzystwo!
czwartek, 27 grudnia 2012
Ognisty, czerwony...
No i już po Świętach...
Trudne były dla mnie, głównie ze względu na silną grypę, która odebrała i siły i złożyła w łóżku.
Na szczęście udało mi się spotkać z bliskimi, pośmiać, spróbować pyszności (makowiec mojej mamy to mistrzostwo świata) i nawet babcia był z nami duchem, bo śniła mi się pierwszego dnia Świąt:)
Dziś chciałam Wam pokazać chustę, którą uwielbiam robić, kocham ten wzór, ma niepowtarzalny urok i ostrzegam - niejedną taką chusta będę Was jeszcze zanudzać:)
Aeolian dla wielkiej miłośniczki czerwieni:)
Chusta wyszła duża, wersja bez koralików (wizja ich wrabiania działa na mnie zniechęcająco), a kolor jest prawdziwie ognisty - z takiego odcienia czerwieni jeszcze nie robiłam:)
Druty: 5,5mm
Włóczka: Soffio Plus Adriafilu
Zużycie: prawie calutkie 4 motki
A teraz na drutach mam ostatni rząd kolejnej powtórkowej chusty - znów czerwonej, ale w odcieniu malinowym:) No i cienizna - mój konik:) Pokażę już pewnie w Nowym Roku:)
sobota, 22 grudnia 2012
środa, 12 grudnia 2012
No nie!
Nie chcę życzeń urodzinowych pod postem o kordonku!
Więc ok.
Doro, wypaplała, więc się przyznam publicznie:)
12.12.12 - tylko wiek nie pasuje, ale za to prawie okrągłe - sam środek najpiękniejszego wieku kobiety:)
Mam nadzieję, że to będzie najpiękniejsze i najsensowniejsze 5 lat mojego życia. Bez burz, zawirowań, stresów, chorób.
Ze stabilizacją, spokojem i miłością.
Że będę miała powody do beztroskiej radości, że będę często wyjeżdżać na narty i nad morze, częściej spotykać się z Doro (bo mamy do siebie bardzo daleko), żyć w przyjaźni z rodzicami.
I będę bawiła się na zajebistym weselu mojego brata.
Nie wyprawiam hucznej imprezy. Nie wyprawiam imprezy wcale.
Postanowiłam, że spędzę ten dzień po mojemu.
Wrócę z pracy, zjem obiad i... pojedziemy z rodzinką na łyżwy:)
A potem wieczorem przy świecach zjemy kawałek ciasta (moje ulubione opium z cukierni Sowa), napijemy się po lampce ulubionego wina:)
I to będą bardzo fajne urodziny:)
I jeszcze mam plisa.
Zrobicie mi prezent urodzinowy?
Zajrzyjcie TU.
A potem TU.
Wspomóżcie. Tam z boku można wpisać dowolną kwotę.
To ważne, żeby ten film powstał. Dla mnie - bardzo ważne.
A dla Was
:******
Więc ok.
Doro, wypaplała, więc się przyznam publicznie:)
12.12.12 - tylko wiek nie pasuje, ale za to prawie okrągłe - sam środek najpiękniejszego wieku kobiety:)
Mam nadzieję, że to będzie najpiękniejsze i najsensowniejsze 5 lat mojego życia. Bez burz, zawirowań, stresów, chorób.
Ze stabilizacją, spokojem i miłością.
Że będę miała powody do beztroskiej radości, że będę często wyjeżdżać na narty i nad morze, częściej spotykać się z Doro (bo mamy do siebie bardzo daleko), żyć w przyjaźni z rodzicami.
I będę bawiła się na zajebistym weselu mojego brata.
Nie wyprawiam hucznej imprezy. Nie wyprawiam imprezy wcale.
Postanowiłam, że spędzę ten dzień po mojemu.
Wrócę z pracy, zjem obiad i... pojedziemy z rodzinką na łyżwy:)
A potem wieczorem przy świecach zjemy kawałek ciasta (moje ulubione opium z cukierni Sowa), napijemy się po lampce ulubionego wina:)
I to będą bardzo fajne urodziny:)
I jeszcze mam plisa.
Zrobicie mi prezent urodzinowy?
Zajrzyjcie TU.
A potem TU.
Wspomóżcie. Tam z boku można wpisać dowolną kwotę.
To ważne, żeby ten film powstał. Dla mnie - bardzo ważne.
A dla Was
:******
Subskrybuj:
Posty (Atom)

.jpg)