Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oceny włóczek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oceny włóczek. Pokaż wszystkie posty

środa, 16 października 2013

Fioletowy

No bo jakiż inny mógł być mój ulubiony sweter?
Postanowiłam sięgnąć do zapasów włóczek, tych najstarszych, kupionych jeszcze w 2009 roku, kiedy dopiero zaczęłam się uczyć robić na drutach.
Shetland Yarn Art urzekł mnie kolorem. Fiolet nie jest jednowymiarowy, ma jakieś zielonkawe i niebieskawe kłaczki wplecione w całość. Do tego włóczka ma piękny połysk, domyślam się, że to za sprawą akrylu...Aż żal, że to nie 100% wełna, że grzeje tak słabo, że w dotyku nie fajniejsza...
Ale i tak jak na mieszanki z akrylem to zupełnie przyzwoita.

Dość o włóczce, teraz o sweterku.
Powstał z palącej potrzeby posiadania czegoś do pracy. Ile można w marynarkach, zwłaszcza że nie mam ich powalającej ilości. Ciężko mi w sklepie wybrać odpowiednią dla siebie, zawsze myślę też - przecież zrobię sobie cardiganik w tym kolorze... I na tym się kończy.
Potrzeba była silna, włóczka dość gruba, druty też, więc pomyślałam, że będzie szybko.

Metoda - bezszwowa od dołu, wzór - z głowy, najzwyklejszy gładki cardigan. Gdy chyba piąty raz nabrałam oczka i zrobiłam kawałek ściągacza, i za każdym razem okazywało się, że oczek za dużo lub za mało, postanowiłam zmodyfikować formę. Cardigan miał być z szeroką kołnierzową plisą z przodu. Jej szerokość zależeć miała od tego, ile oczek za mało nabiorę na obwód sweterka.

Oczka nabrałam z szydełkowego łańcuszka - na wszelki wypadek. Postanowiłam robić do dołu i dodawać oczka po bokach, bo ich mi się nabrało cokolwiek mało. Potem stwierdziłam, że źle rozdzieliłam oczka na przód i tył, więc postanowiłam robić do góry... zrobiłam kawałek i coś mi się rozjeżdżało u dołu, więc sprułam i zrobiłam jeszcze raz. W tej części od pasa w górę znów coś nie pasowało, więc znów prułam...
I tak chyba z 6 razy, aż byłam zadowolona.
Przy okazji kupiłam sobie wzorek na ten cardigan: RIVEL
Troszkę się nim posiłkowałam, oczywiście nie robiąc warkoczy, nie przeliczając wielkości... Z tego wzoru wykorzystałam  w zasadzie tylko podkrój pachy (ale też zmodyfikowany) i formowanie spadku ramienia skróconymi rzędami. Oczywicie zrobiłam to za wcześnie, nie na szczycie ramion, ale pruć mi się już nie chciało. Dalej dorobiłam gładko i też wyszło:) Troszkę to widać na zdjęciu tyłu swetra.
Przy robieniu rękawa wykorzystałam również metodę skróconych rzędów świetnie opisaną TU. Jest absolutnie genialna!
Prułam już tylko raz, bo ślepa byłam i nabrałam za dużo oczek. A potem już tylko przednia plisa:)
Zszywanie tylko raz było konieczne - na szczycie ramion, ale niewidocznym ściegiem, który coraz lepiej mi wychodzi:)

Sweterek uprany i rozłożony bez blokowania. I to był chyba błąd, bo z przodu nie wygładził się zupełnie, tylko troszkę ta listwa z przodu go ściąga. A może to wina włóczki i zbyt dużej ilości akrylu...
W każdym razie sweter jest moim ulubieńcem. Noszę go ciągle, co zresztą widać po zagnieceniach w zgięciach łokci. Zamierzam zrobić drugą wersję, może po Nowym Roku, tym razem z warkoczami... o ile dostanę gdzieś jeden moteczek antracytowego Shetlandu, bo chyba tych niecałe 6 motków mi nie wystarczy. Warkocze są przecież włóczkożerne....









Dane techniczne:
Włoczka: Shetland Yarn Art
Druty: 4,5mm
Zużycie: 5 motków i kilkanaście metrów szóstego.
Rozmiar: XXL


A o włosach - nastepną razą:) Mam ochotę napisać Wam o różnych olejach i sposobach olejowania włosów:)

wtorek, 11 grudnia 2012

Kordonek Aria i inne takie

Właśnie się zorientowałam, ile to włoczek mam do opisania! prawie rok chyba nie pisałam nic a z nowych niteczek przecież sporo robiłam.

No to krótko - Kordonek Aria, z którego robiłam serwetki.


Kordonek jest dość twardy, jak na bawełnę przystało, nitka jest raczej gruba, z połyskiem. Pięknie trzyma kształt, nie rozkręca się w trakcie roboty, nie rozdwaja. W szpulce jest aż 425 metrów - jest wydajny i cena jest też ok. A kolor biały to najbielsza biel, jaką znalazłam wśród wielu kordonków.
Polecam zwłaszcza na grube (jak na serwetki) druty, tak od 3,5 mm.

A inne takie z tytułu, to nie inne takie włóczki, ale inne takie pola moich zainteresowań.
Zaczęło się od włosów, moje były zniszczone i zastanawiałam się, jak by tu polepszyć ich stan.
Trafiłam na bloga Anwen i wpadłam. Teraz w lodówce stoją sobie różne olejki, keratyna hydrolizowana i jedwab hydrolizowany, w łazience mleczko pszczele, gliceryna, stężony aloes, d-panthenol i maaasa odżywek i maseczek.  Staram się często olejować włosy a jeśli nie mam na to czasu, to dodaję solidną porcję oleju (wczoraj arganowy) do maski. Poprawa stanu włosów jest widoczna, błyszczą się, są miękkie i szybciej rosną. Prawdziwą kopalnią wiedzy o pielęgnacji włosów i kosmetykach jest forum Wizazu.

Po włosomaniactwie przyszła kolej na inne aspekty pielęgnacji. Miałam dość mojej problematycznej cery i postanowiłam poszukać sposobów na jej ratowanie bez wydawania fortuny u kosmetyczki. Do tego kocham kosmetyki kolorowe i makijaż jest dla mnie czymś niezbędnym.
Po sznurkach trafiłam na blogi osób, które mają ogromną wiedzę na temat pielęgnacji cery problemowej. Szybko też dotarłam do bloga Arsenic, i wpadłam (po raz kolejny). Ta dziewczyna ma ogromną wiedzę i chętnie sie nią dzieli. Bloga przeczytałam od początku i często do niego wracam.
Dzięki Arsenic w łazience na półkach stoją kremy, ktore sama sobie zrobiłam (więc wiem co w nich jest i jak działa), odstawiłam toniki na rzecz hydrolatów, a cienie do powiek już mnie nie uczulają, bo przestawiłam się na pigmenty mineralne. Moja cera nigdy jeszcze nie wyglądała tak dobrze. Zmarszczki są mniejsze, blizny i przebarwienia też i mniej przykrych niespodzianek się pojawia:) Dużo mniej:)
Wczoraj pierwszy raz zrobiłam sobie maseczkę enzymatyczną i już wiem, że więcej nie będe skóry twarzy katować peelengami mechanicznymi. Na noc dołożyłam do tego samorobione dwufazowe serum nawilżające, dziś rano miałam efekt WOW.  I po prostu musiałam się tym z Wami podzielić.

Zwracamy uwagę na to, co jemy, czytamy składy na opakowaniach żywności a cera?
Dziewczyny - czytajcie składy kosmetyków, w necie jest masę miejsc, w których wyjaśnione są zawiłe nazwy składników - nie dajcie sobie szkodzić i oszukiwać się przez wielkie koncerny drogeryjne.
Najlepsze dla nas jest to, co proste, naturalne i bez szkodliwej chemii.

Nie będę zakładać nowego bloga kosmetycznego, i tak zarosly kurzem moje pozostałe.
Jeśli będziecie zainteresowane, czasem tu coś skrobnę w temacie pielęgnacji.

A za oknem - śnieży:)


Dziś idę na łyżwy (jeśli serwis wyrobi się z ostrzeniem) a w weekend pierwszy rozruch narciarski na Górce Szczęśliwickiej:)
Miłego dnia!


poniedziałek, 28 maja 2012

Alafoss loopi czyli wełna islandzka

Zanim pokażę dziergadło, to sobie uporządkuję temat oceny włoczek, bo tylko jedna została na tapecie, a mianowicie wełna islandzka, z której mężowi zrobiłam swetrzysko.


Fotka ze strony www.nordicstore.net

Wełna islandzka jest bardzo lekka, szorstka, sucha, skręcona z pojedynczej nici. Charakteryzuje się dość sztywnym włoskiem, podczas pracy ten włosek trochę się sypie. Robi się z tej wełny dość przyjemnie i szybko, choć daleko jej do pieszczoty palców alpaki czy merino. Dzianina ma niepowtarzalny charakter, szybko schnie i ładnie się układa, po praniu mięknie jednak nic nie tracąc ze swej rustykalności.
Polecam na ubrania wierzchnie.
Do tego jest naprawdę wydajna, w motku 100g jest jej co prawda tylko 100 m, ale przeznaczona jest na grubsze druty, producent zaleca 6mm. W moim odczuciu jest wydajna. dodatkowo wybór kolorów jest bardzo duży, ponad 40 odcieni do wyboru.
Cenowo tez nie jest źle, niecałe 4 dolary za motek, a czasem trafiają się też spore obniżki. Przesyłka z nordicstore szła szybko, więc mogę sklep z czystym sumieniem polecić.

No i to chyba tyle...
Obecnie na druty wróciły cienizny, potem zajmę się niedokończonymi projektami:)
A z frontów pozawłóczkowych - Młody kuśtyka już bez kuli, ale jeszcze skarży się na ból, w tym tygodniu dwie wizyty u ortopedy mamy. Do tego oprócz nogi zafundował nam atrakcje w postaci zapalenia gardła.
Ale żadne trudy nam niestraszne, bo za pasem wydarzenie roku, spotkanie z dawno niewidzianą ukochaną DORO:DDDD

poniedziałek, 21 maja 2012

Babyalpaca BC Garn

Kocham alpakę.
Od kiedy dotknęłam pierwszego motka, zakochałam się na zabój. Mam więc tych motków w domu całe mnóstwo, najróżniejszych producentów, ręcznie przędzione też, a jedną mieszankę z alpaka nawet sama farbowałam:) Będę je sukcesywnie opisywać przy okazji wykonywanych robótek.

Na razie na tapecie - BCgarn.


I co tu dużo mówić, założę się, że każda z Was, która zetknęła się z tą wełenką, też się nią zachwyciła.
Dzianina z niej jest lekka, mięciutka, miła w dotyku, niegryząca.
Wełna jest bardzo wydajna, w 100 g jest 500m, co wystarcza na zrobienie całkiem sporej chusty, która mimo lekkości jest cieplutka. Alpakowy włosek jest delikatny i niegryzący. Dodatkowo paleta kolorów jest bardzo bogata, można przebierać w barwach i odcieniach.
Ja na pewno się na nią jeszcze skuszę:)

A z wieści pozawłóczkowych - Młody w ortezie i o jednej kuli poszedł już do szkoły. Przed nim jednak jeszcze 10 zabiegów rehabilitacyjnych i zakaz brykania. Mamy jednak nadzieję, ze do wakacji wszystko już będzie ok:)

wtorek, 13 marca 2012

Angel Debbie Bliss

Cierpię na jakiś komputerowstręt czy coś. Z tego powodu jest mnie jakby mniej.
Zajmuję się w w życiu:
- pracowaniem w nowych warunkach reorganizacyjnych,
- ogarnianiem Smyka w tematach szkolno-wychowawczych,
- robótkowaniem w wolnych i niewolnych chwilach,
- podczas robótkowania zajmuję się oglądaniem ulubionych seriali (skończone 15 sezonów E.R., buuu, chcę więcej)
- prozą życia - pranie, sprzątanie, gotowanie (ostatnio upiekłam super pyszne ciacho), góra prasowania czeka na zmiłowanie,
- organizacją imprezy urodzinowej dziecka (mój długi chudy i kochany badyl skończył 10 lat)...
- I jeszcze setka innych rzeczy, jak to każda kobieta.

No to tylko na szybko i bez fotki, napisze, co myślę o Angel Debbie Bliss.
Angel to cienizna, regularnie skręcona i jednakowo gruba na całej długości. Nitka zasadnicza błyska delikatnie jedwabiem, całość jest miekka, puszysta i delikatna. Jednak nie tak delikatna jak Kid Mohair Adriafilu - ten nadal zostaje no.1.
W moim rankingu ta włóczka plasuje się za KidSilkiem Dropsa. Bardzo podobna do niego, gorsza jest tylko ze względu na wytrzymałość. Mam w zwyczaju mocno naciągać do blokowania chusty i szale. Angel jako jedyny nie wytrzymał tego i nitka pękła. Nigdy wcześniej mi się to nie zdarzyło.
Więc sami zdecydujcie, co wolicie. Ja tam kocham Adriafilowe i Dropsowe moherki:)

poniedziałek, 27 lutego 2012

Kid Silk Drops

Zanim o włóczce, to pochwalę się, że zrobiłam inwentaryzację wszystkich moich zasobów włóczkowych. Ilość na kolana nie powala, choć żeby to przerobić, musiałabym mieć z 5 lat urlopu. Najwięcej mam włóczek typu lace, mogę szaleć z chustami i leciutkimi chustami.
Jeśli bardzo chcecie, to mogę się publicznie wyspowiadać z ilości, będzie mnie to ograniczało podczas szaleństw zakupowych:)
I polecam metodę - w końcu wiem co mam a czego nie i co mogę z tego zrobić:)

A teraz o Kidsilku:) (fotka ze strony www.magicloop.com.pl)

Dane techniczne:
motki po 25 g/200m
skład: 75% Mohair super kid, 25% jedwab
zalecane druty: 3,5mm

Włóczka bardzo luksusowa, grubsza trochę od Kidmohairu Adriafilu, z pięknym połyskiem jedwabiu w nici wiodącej. Nie gryzie, jest milutka, miękka i puszysta.
Warta polecenia. Wytrzymuje ekstremalne naciąganie - nic nie pęka, pięknie zachowuje kształt.
jak dla mnie - druga po Adriafilowym puchu. Druga dlatego, że Kidmohair jest bardziej zwiewny od Kid Silka, nić jest tam cieńsza. No ale nie zawiera jedwabiu.
W każdym razie mam kolejne 4 motki w swoich zasobach i zamierzam je wykorzystać:)

poniedziałek, 20 lutego 2012

Magic Yarn Art

No to, żeby nie uciekło.
Chusta na Candy zrobiona była z popularnego Magica. Popełniłam z tej włóczki jeszcze dwie czapki i komin.
No cóż mogę powiedzieć, czego jeszcze nie wiecie. Chyba nic, więc zbiorę razem:
- cena - przystępna (od 17.50 zł za motek),
- kolory - bajeczne, ładnie przenikają jeden w drugi, robótka z racji samego cieniowania wychodzi bardzo ciekawa i niebanalna,
- skład - jedyny słuszny, czyli 100% włókno naturalne - wełna,
- wydajność - jest całkiem nieźle, w 100 g - 200m.
- zalecane druty - przez producenta - 4,5 - 5,5 i z tym się zgadzam. Na sweterki 4,5 mm, na chusty - grubsze.
- skręt pojedynczy - 1 ply - powoduje, że wełna łatwiej się mechaci, ale robi się z niej całkiem przyjemnie, rozdwaja się mniej niż np. Padisah.
- mnie nie gryzie

Wrócę do niej na pewno, bo w tej grubości i na tej półce cenowej nie ma odpowiednika. A w wersji cieńszej i tez niegryzącej jest Drops Delight.

wtorek, 14 lutego 2012

Soffio Plus Adriafilu

Dziś przy okazji składania zamówienia włóczkowego zorientowałam się, że w cyklu oceny włoczek zapomniałam tej fantastycznej nitce.
Wiedziałam, że tak będzie, jeśli nie będę robić notatek.
Już nadrabiam zaległości.


Fotkę pożyczyłam ze sklepu www.zamotane.pl

Z tej pięknej czerwieni zrobiłam chustę, o której piszę TU.

Przy pracy nie mogłam się oderwać od drutów, włóczka jest miękka, puszysta, wciąż chce się ją miziać. Przeznaczona jest na druty 4,5 ale chustę robiłam na 5,5 i wyszła w sam raz.
W jednym motku 50 g jest 150 m włóczki. Mimo zawartości 50% akrylu, nie wyczuwa się go w robocie a nitka bardzo fajnie się blokuje.
Już się wygadałam, że znów po nią sięgam i pewnie nie będzie to ostatni raz. Tym razem kupiłam fioletową:)

Przypominam o Candy - jeszcze tylko3 dni na zapisy (notka poniżej:)) Zapraszam:)

piątek, 27 stycznia 2012

Lace Scrumtious

Marta się chyba nie obrazi, że podkradam zdjęcie? :)




Lace Scrumtious to świetna włoczka, cieniusieńka, z połyskiem, dobrze skręcona. Jak tylko się pojawiła na polskim rynku, to kupiłam białą, fioletową, czerwoną i morską. I sobie czekają na mój wolny czas. Za to gdy przyszło mi pracować ze złotą nitką w chuście Ginko, zakochałam się od pierwszego oczka... po prostu nie mogłam wypuścić drutów z rąk. Włóczka jest milutka, mięsista, niegryząca, bardzo szlachetna. Skład - 45% jedwabiu a reszta to wełna merino. Same naturalne włókna. W motku 100 g jest kilometr nitki. Jestem w niej zakochana i z przyjemnością sięgnę po kolejne motki.
A ostatnio do Zagrody trafiły motki w unikalnych kolorach zaprojektowanych przez znaną projektantkę dzianin Ysoldę. Niestety nie załapałam się na upatrzony kolor. :(

poniedziałek, 12 grudnia 2011

Dla odmiany - Noro Silk Garden Sock

Bo znowu się zapędzę i zapomnę o serii oceny włóczek.

Do Noro podchodziłam jak pies do jeża. Kolorki niesamowite, ale w dotyku taka szorstka, nierówna, gryząca jakby... za co tu płacić tyle kasy?
Odpuściłam na długi czas.
Podziwiałam wykonane z Noro skarpety, sweterki, chusty... i nic, nie ruszało mnie.

Dopiero, gdy zobaczyłam szalik z Noro, zapragnęłam go mieć, już, natychmiast.
Zrobiłam i podczas roboty polubiłam Noro Silk Garden Sock.
Wybrałam wersje włóczki z jedwabiem, jedwab mnie kusił zawsze i chciałam, żeby gryzło mniej.

Noro Silk Garden Sock jest wydajna włóczką, ale jeśli ktoś oczekuje gładkości jedwabiu, elegancji, to się zawiedzie. Włóczka ma swój własny charakter, trochę rustykalny, trochę wygląda jakby ja przędła niewprawna prządka i nie oczyściła zbyt dobrze.
Szalik mi się podoba, kolory są bajeczne. Włóczka po praniu trochę zmiękła, ale mnie - wybitnego wrażliwca - jednak trochę podgryza. Jednak szalik da się nosić.
Mam zrobiony szalik i mitenki, zostały mi jeszcze dwa motki.
Pewnie nie dokupię wełny, tylko wykorzystam do jakichś dodatków, myślę o pewnej chuście...ale to dalekie plany. Mocno się zastanawiam, czy ta włóczka powinna aż tyle kosztować.
Na pewno gdy najdzie mnie ochota na zwariowane kolory, to o niej pomyślę.
Na razie Rene zrobiła mi smaka na Kochoran i Kogarashi.
Tylko, że ta cena....:(((

Dane techniczne: Noro Silk Garden Sock, 100 g - 300 m., skład: 40% wełna, 25% jedwab, 25% nylon, 10% Kid Mohair.

środa, 26 października 2011

BFL Sock z Zagrody

O tym, że Myszoptica ma talent farbiarski, to pewnie wiecie. Wystarczy spojrzeć na cudne kolory jej włóczek w Zagrodzie:)

Moja koleżanka też się zakochała w tych włóczkach i zażyczyła sobie otulacz na ramiona. Wybrała włóczkę BFL Sock.

Muszę przyznać, że nitka ta jest bardzo fajna, skręcona w 2 ply, mięciutka i bardzo przyjemnie się z niej robi.
Otulacz robiłam podwójna nitką, więc kolory się wymieszały, zamiast tworzyć mocniejsze kontrasty.
Mam tę nitkę też w fioletowym kolorze i zapewne wkrótce zrobię z niej jakieś abrazo. Motek spokojnie wystarczy na niedużą chustę, bo w 100 gramach jest 375 m wełny.
Jak najbardziej polecam:)

poniedziałek, 24 października 2011

Drops Delight

Długo nie mogłam trafić na fajną włóczkę, która zastąpi mi nielubianą Angorę Gold BD. I zalazłam:)

(fotka ze sklepu magicloop.com.pl)

Drops Delight jest świetną włóczką w melanżowym zestawie kolorów, które bardzo ładnie przenikają jeden w drugi. Jest delikatna, niegryząca i wydajna: 175m w 50 g. Do tego zestawy kolorystyczne są bardzo ciekawe i można z nich wyczarować piękną chustę czy szal, widziałam zresztą tez skarpetki i sweterek:)
W składzie ma wełnę (75%) i poliamid (25%). Cenowo też jest ok. No i - nic a nic nie gryzie:)

piątek, 21 października 2011

Malabrigo Sock

Malabrigo Sock, za sprawą jednego sweterka, stała się jedną z moich topowych włóczek.


Fotka z magicloop.com.pl

A było to tak.
Bardzo chciałam sobie zrobić Piórkowego, jednak słyszałam, że włoczka polecana we wzorze mechaci się i filcuje w sweterkach.
Stwierdziłam, że wypróbuję Malabrigo Sock. Jest to bowiem ta sama wełna merino co lace, z tą samą delikatnością, ale obróbka superwash chroni przed filcowaniem a skręt przed mechaceniem. Do tego te cudowne kolory, któż im się oprze!

Ku mojej radości włóczka się sprawdziła:) Sweterek z niej jest cudownie miękki, delikatny i kolory zachwycają każdego. Wysoką cenę równoważy wydajność = 400 m w 100 g. Sama mam ochotę na jeszcze kilka kolorów: Amargo, Azules, Solis, Ravelry Red, i oczywiście Velvet Grapes:) Tylko potrzebuję jeszcze ze 3 par rąk do pracy:)

P.S. Potem dowiedziałam się, że producent malabrigo poleca do prania ich wełny płyn Eucalan, który zapobiega filcowaniu:) Do kupienia również w sklepiku MagicLoop:)

poniedziałek, 17 października 2011

Kiddys Mohair ISPE

Jak wiecie niezmiennie zakochana jestem we włóczce Kid Mohair Adriafilu. Myślałam, ze jest bezkonkurencyjna. Jest jednak jedna cienizna, która ją skutecznie goni:) To Kiddys Mohair firmy ISPE.
/fotka ze strony producenta/

Kiddys Mohair jest bardzo cieniutki i wydajny (250m/25) ma piękne kolory i nic a nic nie gryzie. (Gryzienie moheru i w ogóle włóczki to dla mnie dyskwalifikacja).
Zrobiłam z niego szal i kroi się następny.:)
Stawiam tę włóczkę zaraz za Adriafilowym Kid Mohairem:) Polecam:)

piątek, 14 października 2011

Corriedale

Corriedale to moja wielka miłość, odkąd zaczęłam robić otulacz z "kaszmirowej" wełny.


Jest lekka, puszysta, mięciutka - dla mnie lepsza od merino. Mówią o niej, że jest jak chmurka i to prawda. Do tego mnie kompletnie nie gryzie. :))) Do tego Laura bardzo równo i dokładnie przędzie, wydobywając wszystkie zalety tego włókna.
bardzo, bardzo polecam.

poniedziałek, 10 października 2011

Superwash Merino Artesano

Żebyście o mnie nie zapomnieli, wracam do cyklu "Oceny włóczek". Otagowałam wszystkie posty z oceną, więc łatwo je odszukać:)


Fotka z www.art-bijou.com
Z merino Artesano zrobiłam poncho. Wyszło świetne, bo i włóczka świetna. Skręcona z 4 nitek, gładka, delikatna, mięsista, oczka same równo ustawiały się w rządkach. Do tego "superwash" czyli oprócz porządnego skręcenia i to ją chroni przed mechaceniem. Bardzo ciepła, przyjemna w dotyku, średnio gruba: 112 m w 50 g. Producent zaleca do robótki druty 4mm i to się u mnie sprawdziło.
jak dla mnie to górna półka, cenowo też, bo na sweter trochę tych motków będzie potrzebne. Ale warto, naprawdę warto:)

wtorek, 26 kwietnia 2011

220 Tweed Cascade

Witam poświątecznie:)

Szkoda, że już po, tak było świątecznie, słonecznie i pięknie:)

No ale czas wracać do obowiązków i kończyć cykl oceny włóczek:) Już finiszuję z zaległościami i wkrótce pokaże dziergadła, obiecuję:)


220 tweed Cascade to kolejna włóczka, w której się zakochałam.

Zakupiona w Zagrodzie w 100% spełniła moje oczekiwania.

Jest wydajna - 200m w 100g, na grubsze druty, więc szybko przybywa robótki:) Producent zaleca 4,5mm i na takich robiłam - idealne dopasowanie rozmiaru do grubości włóczki.

Kolory są soczyste, żadne tam spłowiałe. Do tego nopki fantastycznie rozweselają zieleń - w przypadku odcieniu, którego używałam.

Naprawdę żałuję, że nie ma fioletu w palecie kolorów.

W dotyku jest też bardzo fajna - mięsista, puszysta. I chyba nie gryzie, bo synek czapkę nosił bardzo chętnie. Do komina jakoś się nie przekonał, ale chodzi chyba o komin a nie jakość włóczki:)

Szczerze polecam.

czwartek, 21 kwietnia 2011

Lace merino Malabrigo

Lace merino firmy malabrigo, to kolejna wełna 100%, z którą przyszło mi pracować.

I chyba najmilsza. Jest delikatna, niesamowicie miękka - nie przypuszczałam, że może być miększa od merino ze 100purewool.com, ale jest. Każde przerobione oczko to pieszczota dla palców, robótka jest niebywała przyjemnością. Nitka jest cieniutka i bardzo wydajna - w 50 g jest jej 430 metrów.

No i dostępna jest w niewiarygodnej liczbie bajecznych kolorów i odcieni, sami zobaczcie: TU

Jedyna jej wady, to spora cena i skłonność do filcowania - słyszałam o kilku przypadkach.

Mam jeszcze chyba ze 3 kolorki i chętnie po nie sięgnę:) Mam też ochotę na delikatniutką bluzeczkę z tego merino:)

poniedziałek, 18 kwietnia 2011

Merino Wing

I kolejna włóczka z Kaszmiru - ręcznie przędzione merino 1 ply o wdzięcznej nazwie Wing.

Włóczka zachwyca swoją miękkością a po praniu pięknie się układa, oczka się wyrównują i robótka wygląda zachwycająco. Aż chce się przytulić. Zakres drutów - od 3,5 do 5 mm. Jest bardzo ciepła. I sprzędziona bardzo równo.

Moja babcia, która sama kiedyś przędła, nie mogła wyjść z podziwu nad nitkami Laury:)

Wing jest naprawdę godny polecenia:)

piątek, 15 kwietnia 2011

Tricolor Laury

Kolejny odcinek pt. "nadrabiam zaległości":)


Dziś o merino z jedwabiem od Kaszmirowej Laury.

Włóczka to inna niż wszystkie. W tej wersji była sprzędziona w 2 ply, dość cienko. Nie pamiętam grubości, ale druty 3-3,5 były odpowiednie. Z wełny tej powstała czapka i chustka, której jeszcze nie pokazałam. Obiecuję poprawę.

A inna niż wszystkie, bo z charakterem. Ni to czerwień, ni to niebieski, z daleka zlewa się w fiolet, z bliska taka bardziej surowa, rustykalna. Mocny skręt sprawił, że nie mechaci się zupełnie, za to odrobinę straciła na miękkości. Ale nosi się ją z największą przyjemnością a chustka jest moją najulubieńszą chustką pod szyję. Do tego grzeje, zimny wiosenny wiatr nie zagraża moim strunom głosowym:)

Miałam też problem z wzorem na chustkę. Wybrałam wzór summer flies, bo wzorki ażurowe, finezyjne listki wychodzą z tej nitki dość słabo widoczne. I okazał się bardzo trafiony.:)

Mam tę nitkę jeszcze w zupełnie cieniusieńkiej wersji. Szukam odpowiedniego wzoru, który wydobędzie całe jej piękno:) Gdybym jej miała jeszcze więcej, pokusiłabym się o rustykalną bluzeczkę z charakterem. :)

I na koniec nie mogę się nie pochwalić uroczym drobiazgiem, który dostałam od osobistego męża na pewną okazję:)