Nadal nie lubię bloggera za nowy wygląd.
Za to lubię taka pogodę za oknem - ciepło, słoneczko, aż chce się żyć.
Fuksja nadal się robi, ale już bliżej jak dalej, sesji islandzkiemu swetrowi jeszcze nie zrobiłam, a shihaya i dahlia leżą i czekają na swoja kolejkę.
Udało mi się natomiast kupić przepiękna włóczkę - Lace scruptious - w unikatowym kolorze Wine Gum - zieleń z antracytem. Nie załapałam się na pierwsza dostawę, ale warto było czekać - widziałam kolor na żywo i jest obłędny.
Zamierzam z połączenia trzech nitek zrobić Audrey - kiedyś.:)))
A na razie, mimo, że zima już się skończyła - zimowy komplet z bardzo miłej i ciepłej wełenki malabrigo Rios w lazurowych odcieniach.
I do zestawu czapka.
Ostatnie zdjęcie bez lampy błyskowej, by uwidocznić fakturę czapki.
Kolory są iście obłędne - błękity, niebieskości, kropla zieleni i fioletu - coś pięknego. Kocham tę włóczkę.
Na całość zużyłam 3 motki, druty chyba 4,5, tak mi się wydaje, choć może to były 5... nie pamiętam:(
A teraz mi w głowie tylko cieniutkie i zwiewne wdzianka, mam w planach kilka letnich topów, sama jestem ciekawa, co wyjdzie z tych planów:)
czwartek, 26 kwietnia 2012
piątek, 20 kwietnia 2012
Szarak
Wiecie, że w środy i piątki pojawia się na blogach najmniej postów?
Dziś zaskoczył mnie nowy interfejs bloggera. Nie chcę, nie lubię:( Trudno przyzwyczajam się do zmian. Wątpię, czy się polubimy:( na razie wkurza mnie, że tekst leci ciurkiem, nie umiem zrobić akapitów:((((
Sihaya nie przyrosła ani o centymetr, za to ażur Dahlii skończony. Musiałam go odłożyć, bo zbliża mi się termin oddania fuksjowego szala, a zrobiony dopiero w 1/4.
Potem będę kończyć Dahlię. Gosia pięknie objaśniła co i jak i nie muszę się męczyć z angielskim tekstem. Chwała jej za to!:) A ja Was znów zanudzę. Może za to obiecać, że cienizn moherowych przed październikiem już więcej nie zobaczycie! To ostatnia, więcej w planach nie ma:)
Widać, że to szarak? Czyli Misty fog vol. 3:) Adriafilowe 3 motki Kid Mohairu na drutach 4mm zmieniają się w 2-metrowy szal w 2 tygodnie.
Ale koniec z nudami.
W najbliższym czasie pokażę:
- zimowy komplet lazurowy,
- islandzkie swetrzysko,
- wspomniany fuksjowy szal, który się robi,
no a potem pewnie sihayę i Dahlię:)
Nie mam jakoś weny do pisania. Nie wiem, jakim cudem dzisiaj wstałam z łóżka, bo wszystko we mnie krzyczało "spać!" Niech ta pogoda się w końcu ustabilizuje... ciężkie jest życie meteopaty...
Udanego weekendu Wam wszystkim!
Dziś zaskoczył mnie nowy interfejs bloggera. Nie chcę, nie lubię:( Trudno przyzwyczajam się do zmian. Wątpię, czy się polubimy:( na razie wkurza mnie, że tekst leci ciurkiem, nie umiem zrobić akapitów:((((
Sihaya nie przyrosła ani o centymetr, za to ażur Dahlii skończony. Musiałam go odłożyć, bo zbliża mi się termin oddania fuksjowego szala, a zrobiony dopiero w 1/4.
Potem będę kończyć Dahlię. Gosia pięknie objaśniła co i jak i nie muszę się męczyć z angielskim tekstem. Chwała jej za to!:) A ja Was znów zanudzę. Może za to obiecać, że cienizn moherowych przed październikiem już więcej nie zobaczycie! To ostatnia, więcej w planach nie ma:)
Widać, że to szarak? Czyli Misty fog vol. 3:) Adriafilowe 3 motki Kid Mohairu na drutach 4mm zmieniają się w 2-metrowy szal w 2 tygodnie.
Ale koniec z nudami.
W najbliższym czasie pokażę:
- zimowy komplet lazurowy,
- islandzkie swetrzysko,
- wspomniany fuksjowy szal, który się robi,
no a potem pewnie sihayę i Dahlię:)
Nie mam jakoś weny do pisania. Nie wiem, jakim cudem dzisiaj wstałam z łóżka, bo wszystko we mnie krzyczało "spać!" Niech ta pogoda się w końcu ustabilizuje... ciężkie jest życie meteopaty...
Udanego weekendu Wam wszystkim!
wtorek, 17 kwietnia 2012
Zajawki
Po raz pierwszy nie wiem w co ręce włożyć.
I to kusi, i to nęci...
Oczywiście plan robótkowy zrobiony, ale kolejność jest mocno przestawiona.
Generalnie to robię fuksjowy szal z pięknie pofarbowanej przez Martę BFL Sock.
Poza tym powolutku przyrasta cieniutki szaliczek sihaya, dla niecierpliwych zajawka:
Kolor od czapy, bo fotka komórkowa, testuję program Instagram w komórce. W rzeczywistości jest obłędny, zielony, butelkowy i złoty jednocześnie. To jedwab Jaipur silk BC Garn od Tupci:* Tak, ona żyje, choć na blogu tego nie widać:p
Włóczka robi się świetnie, tylko szaliczka przyrasta baaardzo wolno.
W ogóle to kupiłam tego jedwabiu jeszcze brązowy motek, bo nie mogłam zdecydować się na kolor, no i to był błąd... teraz muszę dokupić więcej, by wystarczyło na bluzeczkę... I potem jeszcze ze 3 inne kolory...
No i Gonia pokazała swoją Dahlię, i nie mogłam się oprzeć pokusie... włóczka czekała od dawna, więc zaczęłam:
To Babyalpaca Silk Dropsowa, po prostu obłęd w ciapki, chyba jeszcze lepsza od jedwabiu.
No i mam jeszcze ochotę na serwetki, przytargałam ostatnio białą bawełnę z babcinych zapasów i aż się prosi o przerobienie.
Chyba dam ogłoszenie - dokupię ze 3 pary rąk...:)
I to kusi, i to nęci...
Oczywiście plan robótkowy zrobiony, ale kolejność jest mocno przestawiona.
Generalnie to robię fuksjowy szal z pięknie pofarbowanej przez Martę BFL Sock.
Poza tym powolutku przyrasta cieniutki szaliczek sihaya, dla niecierpliwych zajawka:
Kolor od czapy, bo fotka komórkowa, testuję program Instagram w komórce. W rzeczywistości jest obłędny, zielony, butelkowy i złoty jednocześnie. To jedwab Jaipur silk BC Garn od Tupci:* Tak, ona żyje, choć na blogu tego nie widać:p
Włóczka robi się świetnie, tylko szaliczka przyrasta baaardzo wolno.
W ogóle to kupiłam tego jedwabiu jeszcze brązowy motek, bo nie mogłam zdecydować się na kolor, no i to był błąd... teraz muszę dokupić więcej, by wystarczyło na bluzeczkę... I potem jeszcze ze 3 inne kolory...
No i Gonia pokazała swoją Dahlię, i nie mogłam się oprzeć pokusie... włóczka czekała od dawna, więc zaczęłam:
To Babyalpaca Silk Dropsowa, po prostu obłęd w ciapki, chyba jeszcze lepsza od jedwabiu.
No i mam jeszcze ochotę na serwetki, przytargałam ostatnio białą bawełnę z babcinych zapasów i aż się prosi o przerobienie.
Chyba dam ogłoszenie - dokupię ze 3 pary rąk...:)
wtorek, 10 kwietnia 2012
Nadal krople
Kochani, baaardzo Wam dziękuję za tyle ciepłych życzeń.
Sprawdziły się i Święta miałam naprawdę udane, rodzinne a wczoraj znalazł się nawet czas na druty i dokończenie wielkiego swetrzyska/kurtki/płaszcza. Na razie nie pokażę, bo schnie, potem jeszcze muszę dokupić guziki.
A na razie zgodnie z prawem serii:) kolejna Dew drops:)
Większa fotka po kliknięciu - nie chce mi się tego podmieniać. Nie umiem dogadać się z blogspotem w tej materii. Kiedy dodaję zdjęcia z komputera i ustawiam rozmiar na duży, dostaję takie miniaturki. Dopiero kiedy opublikuję posta, otworzę zdjęcia w przeglądarce i podmienię (jako dodaj z sieci), wychodzą takie duże, jak planowałam. Nie potrafię tego obejść.
Dziś w ramach poświątecznego lenistwa fotek nie podmieniam:)
A wracając do chusty - zrobiona z włóczki Himalaya Padisah na drutach 4,5mm ma imponujące rozmiary mimo niewielkiej części gładkiej. Jest bardzo duża, co widać na manekinie - no i na płasko nie zmieściła mi się w kadrze. Idealna do otulenia się, aż nie chciało mi się z nią rozstawać. Popełniłam we wzorze modyfikację, polegająca na rezygnacji z lewych oczek na prawej stronie - kółeczka są gładkie, co moim zdaniem wygląda lepiej w tego typu włóczce. Na chustę wyszło prawie 5 motków. Zastanawiam się, czy i sobie nie zrobić takiej padisahowej, bo mam jeszcze melanż czerwono-malinowy i granatowo-fioletowy. Potrzeba mi jeszcze kilku par rąk i czasu z gumy.
Ostatnio skrupulatnie zaplanowałam sobie, co chciałabym zrobić z niedawno zakupionych włóczek. Myślałam, że szybciutko wyrobię się z tymi robótkami, że świetnie sobie zaplanowałam wszystko... a gdy spojrzałam na listę, to byłam w szoku... spokojnie do grudnia mam co robić, a to tylko te najpilniejsze rzeczy. I jak znam życie, do kolejki wepchnie się po drodze jeszcze kilka projektów. Jak zwykle przeceniam swoje możliwości czasowe. No ale cóż - nic nie poradzę, że te włóczki takie piękne, mięciutkie i same pchają się się do mnie...
Tak było też z szaliczkiem, który wybierałyście w ankiecie - bardzo dziękuję za pomoc:) Kupiłam 3 motki włóczki w 3 kolorach, bo nie mogłam przez internet zdecydować się na żaden z nich. A ponieważ w ankiecie wygrała Sihaya, to musiałam do niej dokupić drugi motek. Powstanie bowiem z Jaipur Silk Fino.
Chinese lace miał niewiele mniejszą ilość głosów, więc powstanie też, ale zapewne na przyszłą zimę - z czekoladowej Silkpaki malabrigo. Trzeci kolor (brązowy Jaipur fino silk) tak mi się spodobał, że powstanie z niego bluzeczka na lato.
A Sihaya już dzisiaj wyląduje na drutach... na próbę, bo nie wiem jaki rozmiar drutów wybrać.
O...przypomniałam sobie jeszcze o jednej robótce, którą muszę dodać do listy...gdzieś na grudzień... :)
Sprawdziły się i Święta miałam naprawdę udane, rodzinne a wczoraj znalazł się nawet czas na druty i dokończenie wielkiego swetrzyska/kurtki/płaszcza. Na razie nie pokażę, bo schnie, potem jeszcze muszę dokupić guziki.
A na razie zgodnie z prawem serii:) kolejna Dew drops:)
Większa fotka po kliknięciu - nie chce mi się tego podmieniać. Nie umiem dogadać się z blogspotem w tej materii. Kiedy dodaję zdjęcia z komputera i ustawiam rozmiar na duży, dostaję takie miniaturki. Dopiero kiedy opublikuję posta, otworzę zdjęcia w przeglądarce i podmienię (jako dodaj z sieci), wychodzą takie duże, jak planowałam. Nie potrafię tego obejść.
Dziś w ramach poświątecznego lenistwa fotek nie podmieniam:)
A wracając do chusty - zrobiona z włóczki Himalaya Padisah na drutach 4,5mm ma imponujące rozmiary mimo niewielkiej części gładkiej. Jest bardzo duża, co widać na manekinie - no i na płasko nie zmieściła mi się w kadrze. Idealna do otulenia się, aż nie chciało mi się z nią rozstawać. Popełniłam we wzorze modyfikację, polegająca na rezygnacji z lewych oczek na prawej stronie - kółeczka są gładkie, co moim zdaniem wygląda lepiej w tego typu włóczce. Na chustę wyszło prawie 5 motków. Zastanawiam się, czy i sobie nie zrobić takiej padisahowej, bo mam jeszcze melanż czerwono-malinowy i granatowo-fioletowy. Potrzeba mi jeszcze kilku par rąk i czasu z gumy.
Ostatnio skrupulatnie zaplanowałam sobie, co chciałabym zrobić z niedawno zakupionych włóczek. Myślałam, że szybciutko wyrobię się z tymi robótkami, że świetnie sobie zaplanowałam wszystko... a gdy spojrzałam na listę, to byłam w szoku... spokojnie do grudnia mam co robić, a to tylko te najpilniejsze rzeczy. I jak znam życie, do kolejki wepchnie się po drodze jeszcze kilka projektów. Jak zwykle przeceniam swoje możliwości czasowe. No ale cóż - nic nie poradzę, że te włóczki takie piękne, mięciutkie i same pchają się się do mnie...
Tak było też z szaliczkiem, który wybierałyście w ankiecie - bardzo dziękuję za pomoc:) Kupiłam 3 motki włóczki w 3 kolorach, bo nie mogłam przez internet zdecydować się na żaden z nich. A ponieważ w ankiecie wygrała Sihaya, to musiałam do niej dokupić drugi motek. Powstanie bowiem z Jaipur Silk Fino.
Chinese lace miał niewiele mniejszą ilość głosów, więc powstanie też, ale zapewne na przyszłą zimę - z czekoladowej Silkpaki malabrigo. Trzeci kolor (brązowy Jaipur fino silk) tak mi się spodobał, że powstanie z niego bluzeczka na lato.
A Sihaya już dzisiaj wyląduje na drutach... na próbę, bo nie wiem jaki rozmiar drutów wybrać.
O...przypomniałam sobie jeszcze o jednej robótce, którą muszę dodać do listy...gdzieś na grudzień... :)
niedziela, 8 kwietnia 2012
poniedziałek, 2 kwietnia 2012
Fuksjowe krople
Tym razem już bez kłamstwa będzie:)
Pchały mi się co prawda inne rzeczy do pokazania, no ale nie mogę być aż taka niesłowna.
Mitenki męża pokażę zapewne jesienią, bo zapakował je już i schował, by czekały na chłodniejsze dni.
A teraz chusta.
Ze wzorem Dew drops miałam do czynienia po raz pierwszy i bardzo mi się spodobał. Chyba polubiłam takie chusty - bezwzorowe u góry a z ozdobnym brzegiem.
Chustka jest nieduża (ale tez nie taka mała;), powstała z niecałego motka Babyalpaki BC Garn a praca z ta włóczka była absolutną przyjemnością.
Jak zwykle zapomniałam na jakich drutach robiłam... ale po wielkości oczek wnioskuję, że 3,5mm.
Polecam gorąco i wzór i włóczkę, sama mam w planach jeszcze ze 2 takie chusty.
Na razie z oporami powstaje kurtka dla osobistego męża z wełny islandzkiej, jeden fuksjowy szal - ale bardzo powoli, bo tylko gdy siedzę na rehabilitacji strun głosowych i gdy trafi się miejsce siedzące w autobusie - taka robótka podróżna.
I chciałabym poprosić Was o pomoc. Kupiłam kurtkę w pięknym kolorze zimnego beżu, kolor trochę jaśniejszy niż tej włóczki
I okazało się, że nie mam nic pod szyję w pasującym kolorze.
Włóczkę już kupiłam, będzie to właśnie ta ze zdjęcia, lub zielonkawe złoto lub brąz, natomiast mam ogromny dylemat co do wzoru. Proszę podpowiedzcie!
Wzór ma być ażurowy, żeby wystarczyło go na dość wąski a długi szaliczek z 300 m włóczki.
Moje typy są takie:
1. Carlina.
2. Złotość.
3. Sihaya.
4. Fan Lace Shawl.
5. Chinese lace.
Sama skłaniam się ku 1, 3 lub 5, zależy mi na tym, żeby szalik owinięty dookoła szyi jednak był widoczny, boję się, że pierwsze listki w ten sposób znikną:(
Spróbuję dodać z boku ankietę, a jak się nie uda, to napiszcie proszę w komentarzu, na który szalik głosujecie. Będę wdzięczna za wszystkie sugestie.
P.S. Udało się - ankieta u góry po prawej:)))
Pchały mi się co prawda inne rzeczy do pokazania, no ale nie mogę być aż taka niesłowna.
Mitenki męża pokażę zapewne jesienią, bo zapakował je już i schował, by czekały na chłodniejsze dni.
A teraz chusta.
Ze wzorem Dew drops miałam do czynienia po raz pierwszy i bardzo mi się spodobał. Chyba polubiłam takie chusty - bezwzorowe u góry a z ozdobnym brzegiem.
Chustka jest nieduża (ale tez nie taka mała;), powstała z niecałego motka Babyalpaki BC Garn a praca z ta włóczka była absolutną przyjemnością.
Jak zwykle zapomniałam na jakich drutach robiłam... ale po wielkości oczek wnioskuję, że 3,5mm.
Polecam gorąco i wzór i włóczkę, sama mam w planach jeszcze ze 2 takie chusty.
Na razie z oporami powstaje kurtka dla osobistego męża z wełny islandzkiej, jeden fuksjowy szal - ale bardzo powoli, bo tylko gdy siedzę na rehabilitacji strun głosowych i gdy trafi się miejsce siedzące w autobusie - taka robótka podróżna.
I chciałabym poprosić Was o pomoc. Kupiłam kurtkę w pięknym kolorze zimnego beżu, kolor trochę jaśniejszy niż tej włóczki
I okazało się, że nie mam nic pod szyję w pasującym kolorze.
Włóczkę już kupiłam, będzie to właśnie ta ze zdjęcia, lub zielonkawe złoto lub brąz, natomiast mam ogromny dylemat co do wzoru. Proszę podpowiedzcie!
Wzór ma być ażurowy, żeby wystarczyło go na dość wąski a długi szaliczek z 300 m włóczki.
Moje typy są takie:
1. Carlina.
2. Złotość.
3. Sihaya.
4. Fan Lace Shawl.
5. Chinese lace.
Sama skłaniam się ku 1, 3 lub 5, zależy mi na tym, żeby szalik owinięty dookoła szyi jednak był widoczny, boję się, że pierwsze listki w ten sposób znikną:(
Spróbuję dodać z boku ankietę, a jak się nie uda, to napiszcie proszę w komentarzu, na który szalik głosujecie. Będę wdzięczna za wszystkie sugestie.
P.S. Udało się - ankieta u góry po prawej:)))
poniedziałek, 26 marca 2012
White
Was tez tak dobija zmiana czasu na letni? Dzisiejsza pobudka należała do koszmarnych, w sobotę jeszcze była to godzina 4.30. Dla mnie - nocnego marka, sowy itp. to koszmar.
Okłamałam Was - miało być o chustach, ale zapomniałam, że w międzyczasie był jeszcze jeden szal.
Miękki, biały, delikatny... idealny na ślub.
Wzór znany, włóczka - mgiełkowy adriafilowy Kidmohair, zużyłam 3 motki na druty 4mm. Szal ma wymiary 58x210 cm.
Nudy, no nie?
Tym wzorem będzie jeszcze szaraczek i fuksjowe fale a potem - nie ruszę go przynajmniej pół roku.
I następnym razem już naprawdę będzie o chustach. :)
Okłamałam Was - miało być o chustach, ale zapomniałam, że w międzyczasie był jeszcze jeden szal.
Miękki, biały, delikatny... idealny na ślub.
Wzór znany, włóczka - mgiełkowy adriafilowy Kidmohair, zużyłam 3 motki na druty 4mm. Szal ma wymiary 58x210 cm.
Nudy, no nie?
Tym wzorem będzie jeszcze szaraczek i fuksjowe fale a potem - nie ruszę go przynajmniej pół roku.
I następnym razem już naprawdę będzie o chustach. :)
poniedziałek, 19 marca 2012
Kamizelka dla Agatki
Życie płynie wartko i poza netem tyle się dzieje, że nie wystarcza czasu na netowanie. Melduję zatem, że żyję i mam się prawie dobrze.
Prawie, bo głos niedomaga, pierwszy lekarz wysłał do specjalisty, specjalista do inszego specjalisty... Aktualnie zbieram się w sobie, żeby zapisać się do foniatry i na zaordynowane zabiegi fizykalne na struny głosowe.
I na razie od rana do jakiejś 11 jakoś mówię a potem coraz ciszej i ciszej, z coraz większym bólem, a po południu boli już nawet bez mówienia.
Cierpię męki, bo śpiewanie też boli bardzo, więc nie mogę. I wtedy już nie tylko gardło boli, ale i dusza, bo bez śpiewania ani rusz.
Na pocieszenie drutuję, wczoraj napadłam na sklepik Tupci, przygarnęłam moteczki szukające domu - nie wszystkie, bo z bólem serca zostawiłam fioletową Babyalpakę BCGarn i fioletową Silkpacę malabrigową, no ale pocieszam się tym, co mam. Kocham malabrigoski, aktualnie na drutach też siedzą, jeszcze w zimowych klimatach, pokażę za jakiś czas.
Moje zafiksowanie na fiolety mi nie mija (a ostatnio nawet atrament w piórze zmieniłam na fioletowy).
Moja siostrzenica też w temacie fioletów siedzi mocno, co jak na 3-letnią dziewczynkę jest dziwne - no bo nie różowe.
No więc dla Agatki powstała kamizelka. Fotka tylko jedna, kamizelka bezguziczkowa i na plaskacza, bo nie udało mi się z siostrą spotkać w weekend. Ale jak już coś, to fotki z dzieciem w środku zrobię - przy najbliższej okazji.
Kamizelka wykonana z malabrigo Sock w kolorze cudnym - violeta africana. Tak, to ja wykupiłam cały zapas:)
Mam jeszcze moteczki, będzie bluzka dla mnie. Kiedyś.
Podwójna nitka, druty 4mm (chyba). Zużyłam całe dwa motki.
A w najbliższym czasie pokażę chusty. Znów się zachuściłam na amen:)
Pozdrówki!
Prawie, bo głos niedomaga, pierwszy lekarz wysłał do specjalisty, specjalista do inszego specjalisty... Aktualnie zbieram się w sobie, żeby zapisać się do foniatry i na zaordynowane zabiegi fizykalne na struny głosowe.
I na razie od rana do jakiejś 11 jakoś mówię a potem coraz ciszej i ciszej, z coraz większym bólem, a po południu boli już nawet bez mówienia.
Cierpię męki, bo śpiewanie też boli bardzo, więc nie mogę. I wtedy już nie tylko gardło boli, ale i dusza, bo bez śpiewania ani rusz.
Na pocieszenie drutuję, wczoraj napadłam na sklepik Tupci, przygarnęłam moteczki szukające domu - nie wszystkie, bo z bólem serca zostawiłam fioletową Babyalpakę BCGarn i fioletową Silkpacę malabrigową, no ale pocieszam się tym, co mam. Kocham malabrigoski, aktualnie na drutach też siedzą, jeszcze w zimowych klimatach, pokażę za jakiś czas.
Moje zafiksowanie na fiolety mi nie mija (a ostatnio nawet atrament w piórze zmieniłam na fioletowy).
Moja siostrzenica też w temacie fioletów siedzi mocno, co jak na 3-letnią dziewczynkę jest dziwne - no bo nie różowe.
No więc dla Agatki powstała kamizelka. Fotka tylko jedna, kamizelka bezguziczkowa i na plaskacza, bo nie udało mi się z siostrą spotkać w weekend. Ale jak już coś, to fotki z dzieciem w środku zrobię - przy najbliższej okazji.
Kamizelka wykonana z malabrigo Sock w kolorze cudnym - violeta africana. Tak, to ja wykupiłam cały zapas:)
Mam jeszcze moteczki, będzie bluzka dla mnie. Kiedyś.
Podwójna nitka, druty 4mm (chyba). Zużyłam całe dwa motki.
A w najbliższym czasie pokażę chusty. Znów się zachuściłam na amen:)
Pozdrówki!
wtorek, 13 marca 2012
Angel Debbie Bliss
Cierpię na jakiś komputerowstręt czy coś. Z tego powodu jest mnie jakby mniej.
Zajmuję się w w życiu:
- pracowaniem w nowych warunkach reorganizacyjnych,
- ogarnianiem Smyka w tematach szkolno-wychowawczych,
- robótkowaniem w wolnych i niewolnych chwilach,
- podczas robótkowania zajmuję się oglądaniem ulubionych seriali (skończone 15 sezonów E.R., buuu, chcę więcej)
- prozą życia - pranie, sprzątanie, gotowanie (ostatnio upiekłam super pyszne ciacho), góra prasowania czeka na zmiłowanie,
- organizacją imprezy urodzinowej dziecka (mój długi chudy i kochany badyl skończył 10 lat)...
- I jeszcze setka innych rzeczy, jak to każda kobieta.
No to tylko na szybko i bez fotki, napisze, co myślę o Angel Debbie Bliss.
Angel to cienizna, regularnie skręcona i jednakowo gruba na całej długości. Nitka zasadnicza błyska delikatnie jedwabiem, całość jest miekka, puszysta i delikatna. Jednak nie tak delikatna jak Kid Mohair Adriafilu - ten nadal zostaje no.1.
W moim rankingu ta włóczka plasuje się za KidSilkiem Dropsa. Bardzo podobna do niego, gorsza jest tylko ze względu na wytrzymałość. Mam w zwyczaju mocno naciągać do blokowania chusty i szale. Angel jako jedyny nie wytrzymał tego i nitka pękła. Nigdy wcześniej mi się to nie zdarzyło.
Więc sami zdecydujcie, co wolicie. Ja tam kocham Adriafilowe i Dropsowe moherki:)
Zajmuję się w w życiu:
- pracowaniem w nowych warunkach reorganizacyjnych,
- ogarnianiem Smyka w tematach szkolno-wychowawczych,
- robótkowaniem w wolnych i niewolnych chwilach,
- podczas robótkowania zajmuję się oglądaniem ulubionych seriali (skończone 15 sezonów E.R., buuu, chcę więcej)
- prozą życia - pranie, sprzątanie, gotowanie (ostatnio upiekłam super pyszne ciacho), góra prasowania czeka na zmiłowanie,
- organizacją imprezy urodzinowej dziecka (mój długi chudy i kochany badyl skończył 10 lat)...
- I jeszcze setka innych rzeczy, jak to każda kobieta.
No to tylko na szybko i bez fotki, napisze, co myślę o Angel Debbie Bliss.
Angel to cienizna, regularnie skręcona i jednakowo gruba na całej długości. Nitka zasadnicza błyska delikatnie jedwabiem, całość jest miekka, puszysta i delikatna. Jednak nie tak delikatna jak Kid Mohair Adriafilu - ten nadal zostaje no.1.
W moim rankingu ta włóczka plasuje się za KidSilkiem Dropsa. Bardzo podobna do niego, gorsza jest tylko ze względu na wytrzymałość. Mam w zwyczaju mocno naciągać do blokowania chusty i szale. Angel jako jedyny nie wytrzymał tego i nitka pękła. Nigdy wcześniej mi się to nie zdarzyło.
Więc sami zdecydujcie, co wolicie. Ja tam kocham Adriafilowe i Dropsowe moherki:)
środa, 29 lutego 2012
Garden...
Jestem z siebie prawie dumna, bo cykl o włoczkach jest prawie na finiszu. Żeby nie zanudzić, pokażę kolejny udzierg. Bardzo mnie on ucieszył, bo nie był z moheru i nie był to szal z najpopularniejszym na tym blogu wzorem. Miło czasem zrobić coś odmiennego. Do tego przyszło mi się z mierzyć z zupełną nowością i nie wiedziałam, czy dam radę. Na razie na drutach miałam czerwone niewiadomoco i dopiero podczas blokowania zrobiłam "aaaach", bo wzór pokazał całą swoją urodę.
Wzór mi się spodobał, jest bardzo ażurowy, koronkowy. Niestety nie nauczyłam się go podczas robienia chusty, do końca musiałam zerkać do schematu, ale warto było się trudzić. Chustę robiłam ponad 2 tygodnie.
Niestety dopiero podczas blokowania wyszło na jaw, że popełniłam kilka drobnych błędów, kto ma wnikliwe oko, ten znajdzie pomylone oczka. Na szczęście pruć nie musiałam, bo nie został zaburzony główny wzór i w tej mnogości dziurek błędy są prawie niewidoczne.
Dane techniczne:
Wzór: Garden of Alla Shawl (darmowy)
Włóczka: DLG Adriafilu (100% wełna) podwójna nitka.
Zużycie: Robiłam całość z 2 motków na raz, z każdego został mi niewielki kłębuszek, powiedzmy 85% zużyłam.
Druty: 3,75
I jeszcze mała dygresja. Jestem nieanglojęzyczna. Cośtam niby umiem, tzn pojedyncze słowa, których się uczę, korzystam ze słowników dziewiarskich rozsianych po internecie, filmików na Youtube i innych stronach, i z translatora.
Ostatnio dostaję sporo maili z zapytaniem o różne wzory, tłumaczenia. Lubię pomagać, ja też często korzystam z pomocy innych, więc zazwyczaj poświęcam swój czas i wyjaśniam oznaczenia, lub odsyłam do konkretnych stron z poradami.
Ale - ja też muszę w tym celu przekopać internet a można to zrobić samemu.
I mój niesmak wzbudza sytuacja, kiedy odpowiadam na jakąś prośbę, pisze długiego maila i w odpowiedzi nie dostanę ani słowa. Odechciewa mi się wtedy tracić czas, którego nie mam w nadmiarze, dla korespondencję z takimi "życzliwymi".
No, to się wyżaliłam:)
Wzór mi się spodobał, jest bardzo ażurowy, koronkowy. Niestety nie nauczyłam się go podczas robienia chusty, do końca musiałam zerkać do schematu, ale warto było się trudzić. Chustę robiłam ponad 2 tygodnie.
Niestety dopiero podczas blokowania wyszło na jaw, że popełniłam kilka drobnych błędów, kto ma wnikliwe oko, ten znajdzie pomylone oczka. Na szczęście pruć nie musiałam, bo nie został zaburzony główny wzór i w tej mnogości dziurek błędy są prawie niewidoczne.
Dane techniczne:
Wzór: Garden of Alla Shawl (darmowy)
Włóczka: DLG Adriafilu (100% wełna) podwójna nitka.
Zużycie: Robiłam całość z 2 motków na raz, z każdego został mi niewielki kłębuszek, powiedzmy 85% zużyłam.
Druty: 3,75
I jeszcze mała dygresja. Jestem nieanglojęzyczna. Cośtam niby umiem, tzn pojedyncze słowa, których się uczę, korzystam ze słowników dziewiarskich rozsianych po internecie, filmików na Youtube i innych stronach, i z translatora.
Ostatnio dostaję sporo maili z zapytaniem o różne wzory, tłumaczenia. Lubię pomagać, ja też często korzystam z pomocy innych, więc zazwyczaj poświęcam swój czas i wyjaśniam oznaczenia, lub odsyłam do konkretnych stron z poradami.
Ale - ja też muszę w tym celu przekopać internet a można to zrobić samemu.
I mój niesmak wzbudza sytuacja, kiedy odpowiadam na jakąś prośbę, pisze długiego maila i w odpowiedzi nie dostanę ani słowa. Odechciewa mi się wtedy tracić czas, którego nie mam w nadmiarze, dla korespondencję z takimi "życzliwymi".
No, to się wyżaliłam:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)


