piątek, 17 marca 2017

Znów na drutach mi nie wyszło...


Nie wszystkie projekty, które schodzą z drutów są udane.
Chyba każdy takie ma.
Coś, co zachwyciło, trzeba było to zrobić już natychmiast, a potem leży zapomniane w kącie szafki.
Albo wyciąga się to, niby nosi, no bo przecież to praca rąk własnych, ale jakoś nie leży, no po prostu "nie ma chemii".

Ja też mam takie udziergi. I postanowiłam je tu pokazać. :)
Od samego początku:)

1. Od samego początku to moje dzierganie jakoś szło, te najprostsze udziergi były chętnie noszone i po prostu użyteczne.
Aż kiedyś w 2010 roku zrobiłam poncho, moje pierwsze zresztą. Nie było wtedy jeszcze dostępu do dobrej jakości włóczek, w pierwszym napadzie dziergania kupiłam więc rożnych różności włóczkowych, które okazały się potem niestrawnymi akrylami.
Ale wtedy jeszcze stwierdziłam, że czarne, dość grube motki, będą fajnym materiałem na poncho.
I zrobiłam:



To jedyne zdjęcie, jakie posiadam. To zwykłe poncho wzorem z liści, zrobione z dwóch prostokątów. I zrobione z czystego akrylu pod nazwą Puchatka, czy coś w ten rzucik.
Tak właśnie.
Nie chciało się to blokować (oczywista oczywistość), więc żeby się to jakoś układało na ludziu, potraktowałam żelazkiem. Pod wpływem gorąca stało się bardziej lejące i wszyscy, którzy do tej pory mnie w tym widzieli (może ze 4 razy?), mówili, że ok, że pasuje, że ładnie wyglądam. Może i tak, ale nie czuję się zupełnie. No nie i już, skrzypi mi w głowie ten akryl od samego noszenia i przypomina każde skrzypiące przerabiane oczko. Poncho więc leżało ze 3 lata w pudle przeprowadzkowym. A że ostatnio były porządki, to poncho pojechało w świat, może komuś się przyda. :)

Kolejna nieudana rzecz, przy której bardzo się napracowałam, to komin.



Zrobiony dziecku w komplecie z czapką. Czapka była noszona aż do zmechacenia, aż synek nie wyrósł, za to komin leżał. Sam w sobie był piękny, tylko, że młody się po prostu z nim nie polubił. Od zawsze był na nie dla wszelkich szalików i innych szyjogrzejów. Na szczęście i komin i czapka dostały drugie życie, zostały przerobione na dorosłą czapkę, którą niedługo pokażę:)

Kolejny niewypał to szalik z malabrigo lace. Robiony podwójną nitką na drutach 3mm miał ogrzewać mężowską szyję. Został założony raz pod przymusem. W tym roku zlitowałam się i go sprułam, wełna czeka na wenę. I na kogoś, kto ją doceni:)



Kolejną niezbyt udaną rzeczą były mitenki. Gasteropoda  to wzór ciekawy, mitenki robi się dookoła w poprzek. Tyle tylko, że zakładanie takich długich mitenek, gdzie nie wiadomo czy pod rękaw bluzki czy na, mija się z celem. Są zwyczajnie niepraktyczne, a szkoda, bo zmiany kolorów fajnie układają się w robótce. Mitenki również zostały sprute - będą z nich skarpetki:)



I jeszcze jedna nieudana rzecz. Sweterek Dahlia. Tak bardzo byłam podekscytowana tym projektem i tak bardzo chciałam go nosić, że moje rozczarowanie było potem ogromne.
Nie umiem nosić takich swetrów. Spadają mi z ramion, nie układają się, no nie i już, a naprawdę dzielnie próbowałam.
Do tego rękawy trochę za wąskie mi wyszły - wtedy jeszcze nie wiedziałam, że we wszystkich projektach muszę mierzyć głównie obwód ręki a dopiero potem patrzeć na inne wymiary.
Sweterek czeka na prucie.


Więcej grzechów nie pamiętam. Jak widzicie, nie są to jakieś spektakularne wtopy, same robótki były udane, tylko przeważnie nie zgrały się z właścicielem, czy to z powodu fasonu, czy użyteczności. 
A czy Wam wszystko zawsze wychodzi tak, jak chcecie? Macie coś niezbyt udanego?

9 komentarzy:

  1. Mnie też się zdarzyło zrobić kamizelkę,która leży od lat w szafie,bo 100% wełny szydełkowym wzorem gryzie,a jak przytyłam,to zrobiła się za mała. Najbardziej szkoda,że Twój niebieski sweterek nie jest używany,bo bardzo ładny,pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No szkoda, ale może poszukam jej drugiego domu, zobaczę:)
      Może spruj kamizelkę, dodaj jakąś łagodniejsza nitkę, np bawełnę i zrób coś innego. Ja strasznie nie lubię, jak rzeczy leżą nieużywane.
      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  2. Chyba każdemu zdarzają się takie 'niewypały'. Niekiedy coś mi leżało w szafie i nigy nie doczekało się noszenia czy wykończenia, aż w końcu prułam to. Poncho, sweter i mitenki bardzo ciekawe... Może gdzieś przekażesz lub przerobisz.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja chociaż zawsze konczylam :) poncho pojechalo w świat, sweter na próbę też, może się spodoba, jeśli nie, czeka go prucie. Reszta już spruta :) Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  3. Każdy chyba ma przynajmniej jednego takiego trupa w szafie. Ja mam sweterek z mohairu, kupionego okazyjnie,który okazał się okropną sztucznością. Forma bardzo mi się podoba i fajnie leży, ale w dotyku nieprzyjemne, i drugi sweterek dZiergany w poprzek-nie leży i tyle. ..
    Pozdrawiam serdecznie! 😁

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To w sumie i tak niewiele. Sweterek da się spruc :) Ja wyrabiam teraz zapasy włóczkowe, zaczynam od tych słabszych jakościowo, tez mi akryl skrzypi w rękach aktualnie :) Pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Generalnie nie trzymam nieudanych rzeczy zbyt długo tylko pruję i przerabiam:) A ponczo miałam takie samo tylko czerwone i rozprułam a potem zszyłam żywe oczka i mam szal noszony bardzo chętnie:) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Każda z nas ma jakieś dziewiarskie "grzechy" na koncie ;)))
    Ja nawet, prócz prasowanego sweterka z akrylu posiadam takie, co to "zrobiły się" za małe ;) nie pruję ich z czystego sentymentu, ale nie sądzę bym jeszcze kiedyś je założyła - leżą ;)
    Pozdrawiam serdecznie i wiosennie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez mam taki jeden "za mały":) Liczę, że się skurczę.
      Pozdrawiam słonecznie:)

      Usuń