piątek, 14 czerwca 2019

Ognisty

Czasem jest tak, że człowiek popada w rutynę, w pewien schemat, siedzi sobie w swoim ciepełku i jest mu zwyczajnie dobrze. A potem przychodzi ktoś z innym punktem widzenia i wywraca wszystko do gory nogami.

Robiłam już szale i chusty z cieniutkich włóczek w różnych kolorach. Kocham cienkie niteczki, cieniutkie dzianiny, ażury i dziury układające się we wzorki.
Nigdy jednak nie przyszło mi do głowy łączenie nitek a jeszcze łączenie różnych kolorów nitek, to już w ogóle.
Ale Alicja chciała szal w kolorach ognia. Wybrała malinową czerwień i jaskrawy pomarąńcz. Gdy pisała o tym do mnie, kładłam się spać a moja kreatywność chyba poszła spać wcześniej :). jedyne, co przyszło mi do głowy, to paski. A Alicja chciała melanż.
Dopiero rano oprzytomniałam, że przecież można nitki razem, grubsze druty i mniejszą ilość raportów.
I tak oto powstał Ognisty:)






Nie wiem, dlaczego aparaty tak nie lubią się z czerwienią. Nie udaje się uchwycić ani rzeczywistego koloru nitki ani tego przenikania.
Szal na zdjęciach zlewa się w jeden kolor a w rzeczywistości jest czerwony z połyskiem pomarańczu, jakby jasniejszy kolor z niego wypływał pod promieniami światła.

Nie ukrywam, że ta gra kolorów mnie zachwyciła. Zastanawiam się nad podobnym zestawieniem zielonego z niebiskim i fioletu z czerwonym. Możliwości są nieograniczone. Ala otworzyła mi umysł:)

A teraz mozolne pracuję nad cienizną, przemiłą w robocie, ale 750m w 50 g daje popalić.
Wychodzi za to pięknie, już wiem, że z moją testową chustą się nie rozstanę. Zmieniam wzór w takcie, ale mozolne rysowanie schematu przez 2 tygodnie w prostym programiku opłaciło się. Mam teraz prawie na gotowo i mogę modyfikować go wedle uznania.
To strasznie fajnie obserwować jak to, co urodziło się w głowie i potem zostało przelane na papier, uzyskuje kolor, kształt, fakturę... Nie mogę się doczekać, żeby Wam ją pokazać. Postawiłam na prościutki wzór, licząc na piękno prostoty. A jak wyjdzie? Sama jestem ciekawa :) Buziaki!

środa, 5 czerwca 2019

Ile razy można zaczynać od nowa?

Można wciąż i wciąż.
Czasem brakuje sił, nadziei, perspektyw... Ale życie pokazuje, że można i trzeba :) Złapać chwilę oddechu, otrzeć łzy i znów do przodu.
Podobno era blogów mija. Teraz wszystko dzieje się na instagramie, FB, w relacjach, instastory...
Blox pozamykał blogi, jestem niepocieszona, bo straciłam tam tysiące wartościowych komentarzy na prywatnym blogu. Na szczęście udało mi się przenieść prawie wszystkie wpisy.:)
I cieszę się, że dawno temu tego bloga przeniosłam z bloxa tu. Może przetrwa dłużej. :)

Dla mnie życie zatoczyło koło, to blogowe i włóczkowe też:)
Albowiem wracam do korzeni. :)
Gdy w 2009 roku uczyłam się robić na drutach, zaczęłam od szalika - wiadomo, ale bardzo szybko za serce złapały mnie ażury. Zrobiłam chustę, szal, potem kolejną chustę...
Cieniutka nitka, która zmienia się w delikatne cudo, nitki, które plącząc sie zaklinają w sobie wzór - to jest coś, co nieustannie mnie zachwyca i daje radość.
Więc wróciłam do tego, co kocham, co daje radość i ukojenie.
Powstał więc ażurowy szal...



... zaraz potem chusta...



i kolejny szal... następny jest na drutach - tym razem podwójna nitka w ognistych kolorach - malina i pomarańcz. Efekt jest moim zdaniem niesamowity.




Czerwień trudno fotografować, tu dwie nitki, tak różne, zlały się w jeden kolor. Spróbuję pokazać ten fantastyczny efekt w skończonym szalu.

Zaległych udziergów mam sporo, niektore nawet sfotografowane, ale już porzuciłam ambitne plany wrzucania tu, czy na ravelry wszystkiego, co zrobiłam i w chronologicznej kolejności. Czas przestać się spinać:)

Odważyłam się też na kroki milowe w życiu - na poważnie zaczęłam współpracę z Dorothea's Handicraft.
W ramach tej przyjacielsko-dziewiarskiej kooperacji zrodziły się właśnie nowe szale i chusty, Dorota robi przepiękne i eleganckie tuniki i pulowery, jej mama cieplutkie skarpetki (zdjęć jest więcej, to nie tylko jedna para :) a wszystkie razem odnajdujemy w sobie na nowo pasję, radość i sens życia. Trochę to górnolotne, ale już od dawna wiadomo, że dzierganie ma ogromną terapeutyczną moc:) Więc zaglądajcie już nie tylko na Handmade by Violet, ale i do Dorothea's Handicraft, żeby zobaczyć efekt pracy naszych rąk.

A ja poszłam jeszcze o krok dalej. Zaprojektowałam wzór chusty. Dużej, trójkątnej, ażurowej... Długo zastanawiałam się nad włóczką, ale już znalazłam:) Teraz szukam w sobie gotowości, by kratki schematu przełożyć na misterne oczka i pokazać ją światu :)
Jesteście ciekawi?

wtorek, 11 grudnia 2018

Ulubiony Stilness

Wrzuciłam dzisiaj na Insta i FB fotkę na dzień dobry.
O taką:


Nie spodziewałam się, że uwagę zwróci mój sweterek. A zwrócił. A ja sobie przypomniałam, że nie pokazałam go jeszcze na blogu, choć na ravelry wisi już od wiosny ubiegłego roku.

Zakochałam się w nim, gdy zobczyłam go na Agnieszce z Magicloop. Ona ma głowę do wyszukiwania niebanalnych udziergów i dopasowywania kolorystycznego włóczek. Taka artystyczna dusza zakochana w kolorach, włóczkach i drutowaniu:)
No więc jak spojrzałam, to się zakochałam na amen i musiałam mieć identyczny:)
Trochę się bałam wzoru po angielsku, ale poszło jak z płatka :)
Sweterek jest bardzo praktyczny i wygodny. Zrobiony z malabrigo arroyo, grzeje w chłodniejsze dni, nawet w letnie wieczory go zakładałam. Już był ze dwa razy golony golarką, aczkolwiek znosi dzielnie niedelikatne obchodzenie się z nim.
Wybaczcie fotki, przypadkowe, robione tu i ówdzie.
Mam nadzieję, że wkrótce będą lepsze, mam nowego manekina, teraz tylko muszę zorganizować kawałek ściany i trochę słońca, żeby pokazać wszystkie zaległości:)






Wzór: In Stillness Alicji Plummer
Druty: 4mm
Włóczka: malabrigo arroyo w pięknym kolorze Regatta blue
Zużycie: Niecałe 4 motki

A do Magicloop warto zajrzeć czasem. Aga farbuje włóczki na unikalne kolory, nie całkiem jednolite, ale nie układają sie w ciapki jak niektóre malabrigo. Moje ukochane odcienie to W ciemnym lesie, Sztorm na nefrytowym morzu, Sorbet wiśniowy. Z sorbetu mam Melanie, Leśną chustę (omg, jeszcze też się nią nie chwaliłam) a Sztorm niedługo wrzucę na druty.
Choć niedługo, to pojęcie względne:)
Buźka :*

piątek, 23 listopada 2018

Rękawiczki - ogólny przepis

Do tematu rękawiczek podchodziłam jak pies do jeża. Zupełnie niepotrzebnie, bo okazały się nie takie trudne. Owszem, sporo jest zabawy z pięcioma drutami niewiele grubszymi od wykałaczek, a dodatkowo miałam jeszcze druty na metrowej żyłce....
Ale jednak da się to ogarnąć i warto troszkę się natrudzić, żeby mieć własne idealne rękawiczki.

Nie chciałam wyważać otwartych drzwi, pamiętam, że miałam gdzieś ksero czytelnego opisu na rękawiczki pięciopalczaste, jednak nie udało mi się go znaleźć.
A ponieważ kilka osób mnie o to pytało, to opiszę pokrótce, jak zrobić rękawiczki.

Moje pierwsze rękawiczki były nietypowe, bo zaczynały się od grubszej włóczki, a potem dopiero dorabiana była część ze skarpetkowej, jednak zasada jest prosta i przy rękawiczkach dla Syna wszystko było jasne. Nie sugerujcie się więc zdjęciami - pokazaną ciemną część rękawiczek należy traktować umownie.



Zaczynamy od nabrania odpowiedniej ilości oczek. Przy grubości włóczki 400m w 100g używałam drutów na żyłce 2,5 mm. Robię dość scisło, to może mieć znaczenie, bo komuś, kto robi luźniej, może z tego wzoru wyjść większa rękawiczka. Używałam metody magicloop.

Na swoją rękawiczkę nabrałam tylko 48 oczek. Mam wąską dłoń, Wy możecie potrzebować większej ilości oczek. Na rękawiczki dla syna nabralam 60 oczek. Będę tu opisywać swoją rękawiczkę.

Nabieramy więc 48 oczek i łączymy robótkę w okrążenie pamiętając, by nam się nic nie skręciło. Oznaczamy markerem początek okrążenia i przerabiamy ściągaczem (u mnie 2x2, ale można oczywiście 1x1) pożądaną długość aż do nadgarstka, gdzie dłoń zaczyna się rozszerzać. Ja lubię, gdy ta część jest dłuższa:)

Następnie zaczynamy dodawać oczka na kciuk. Oczka dodajemy dowolnym sposobem, ja dodaję robiąc oczko z nitki poprzecznej za markerem - przed pierwszym oczkiem i po 2 oczkach za markerem. Oczka dodajemy w co drugim rzędzie.  Opisowo wygląda to tak:
1 rząd: 1 oczko dodać, dwa oczka prawe, jedno oczko dodać, przerabiać do końca okrążenia.
2 rząd: przerobić wszystkie oczka.
3 rząd: 1 oczko dodać, 4 oczka prawe, jedno oczko dodać, przerabiać do końca okrążenia.
4 rząd: przerobić wszystkie oczka.
5 rząd: 1 oczko dodać, 6 oczek prawych, jedno oczko dodać, przerabiać do końca okrążenia.


W ten sposób należy przerabiać okrążenia, aż osiągniemy w dodanych oczkach prawie szerokość kciuka. Prawie, bo zostaną potem dodane jeszcze 2 oczka, ktore teraz trzeba uwzględnić. U mnie jest to 18 oczek na kciuk, czyli ostatnim rzędem dodawania będzie:
1 oczko dodać, przerobić 16 oczek, 1 oczko dodać.
Oczywiscie, jeśli ktoś ma szerszy kciuk, może przerobić jeszcze dalej i dodać więcej oczek.

Dalej przerabiamy jeszcze kilka rzędów w okrążeniach już bez dodawnaia oczek - do momentu, gdy osiągniemy z wysokością robótki miejsce, gdzie trzeba zacząć robić kciuk na okrągło. Trzeba rękawiczkę przymierzyć, ja mierzyłam co chwila, by dobrze wszystko pasowało.
Jeśli doszłyście do tego momentu, to nasze 18 oczek przekładamy na druty skarpetkowe o tej samej grubości. Dla ułatwienia można oczka pozostawione na drucie z żyłką przełożyć na nitkę pomocniczą, będzie łatwiej, uwierzcie, ja tegooczywiście nie zrobiłam i metrowy drut majtał mi się pomiędzy skarpetkowymi.

Do naszych 18 oczek na drutach skarpetkowych dodajemy za pomocą pętelki jeszcze dwa oczka, po czym oczka zamykamy w okrążenie i przerabiamy od tej pory w okrążeniach.
Ile rzędów? Trudno powiedzieć, wszystko zależy od długości palców. Trzeba mierzyć:) Gdy osiągniemy pożądaną wysokość kciuka, należy zamknąć oczka, przerabiając każde 2 oczka razem,aż zostanie nam na drucie 5 oczek. Wtedy ucinamy nitkę, przeciągamy ją przez te 5 oczek i zaciągamy. Kciuk gotowy. :)

Zostały nam na drucie oczka na dłoń. Teraz bierzemy włóczkę i za pomocą szydełka należy nabrać na drut dodatkowe 2 oczka, ktore były nabrane na kciuk i przerobić kilka rzędów w okrążeniach. Z doświadczenia wiem, że pomiędzy tymi dwoma oczkami a oczkami, ktore już były, tworzą się dziurki, więc po pierwszym okrążeniu w tym miejscu dodaję po oczku z poprzecznej nitki, żeby tych dziurek nie było. Na drucie mamy 46 oczek plus dwa dodane z kciuka i dwa na zniwelowanie dziurek, razem 50 oczek.

Na zdjęciu widać, że tego nie zrobiłam. No cóż, dopiero się uczyłam :)

Przerabiamy kilka okrążeń aż dojdziemy do miejsca, w którzym trzeba zacząć robić mały palec w okrążeniach, bo doszliśmy już do jego podstawy. Wtedy też rozliczymy ilość oczek potrzebnych na zrobienia każdego palca. Każdy bowiem ma inną grubość:)

Mierzymy rękawiczkę, zakładamy kciuk i widzimy wtedy, w których miejscach trzeba rozdzielić oczka na poszczególne palce. Nie można równo podzielić oczek, bo:
1. palce są różniej grubości,
2. palce nie są płaskie, tylko okrągłe, więc konieczne będzie dodawanie oczek pomiędzy palcem serdecznym i środkowym oraz środkowym i wskazującym.



U mnie podział oczek wygląda tak:
Palec mały: 13+4 dodane oczka.
Palec serdeczny: 4 dodane oczka przy palcu małym, 5 oczek z przodu palca, 4 oczka dodane przy palcu środkowym, 5 z tyłu palca i 2 oczka dodane pomiędzy oczkami dodanymi a normlnymi - pomiędzy palcem małym a serdecznym (żeby nie robiły się dziurki, tak jak to było robione przy kciuku). Razem 20 oczek.
Palec środkowy: 4 dodane oczka przy palcu serdecznym, 6 oczek z przodu, 4 dodane oczka przy palcu wskazującym, 6 oczek z tyłu, 2 dodane oczka na zniwelowanie dziurek pomiędzy palcem środkowym  a serdecznym, razem 22 oczka
Palec wskazujący: 4 oczka dodane przy palcu środkowym, 15 oczek dookoła, 2 oczka na zniwelowanie dziurek.
Suma czerwonych oczek daje 50 :)

Ja zaznaczyłam sobie agrafkami miejsce, gdzie oddzielać mam kolejne palce.
I dalej postępujemy analogicznie jak przy kciuku. Przerabiamy oczka aż dojdziemy do oczek na mały palec, przekładamy 13 oczek na druty skarpetkowe, za pomocą pętelki dodajemy 4 oczka, zamykamy w okrążenie i przerabiamy pożądaną długość. Tak, trzeba mierzyć rękawiczkę, żeby wiedzieć, jak długi ma być palec rękawiczki.
Gdy skończymy palec, zakańczamy jego czubek jak przy kciuku.

Następnie wracamy do drutów na żyłce (lub na nitce, jak kto woli, jeśli na nitce, to teraz trzeba je przełożyć na druty z żyłką (krótką), lub skarpetkowe, ale dwie pary drutów skarpetkowych to dla mnie udręka).
Nabieramy 4 oczka z oczek dodanych pomiędzy palcem małym a serdecznym (te, ktore były nabierane z pętelki). Po przerobieniu jednego okrążenia może okazać się, że pomiędzy oczkami z przodu i z tyłu palca a tymi dobranymi  pętelki, może wytworzyć się dziurka - jak przy kciuku. Ja mam tak zawsze, niezależnie od tego, jak bardzo zaciskam nitkę. Wtedy z poprzecznej nitki robię dodatkowe oczko z każdej strony, żeby tych dziurek nie było (widać to miejsce powyżej na zdjęciu).

Przerabiamy kilka okrążeń (u mnie 5), by z wysokością rękawiczki dojść do miejsca, gdzie można zacząć robić palec serdeczny. Wtedy odkładamy oczka na palec serdeczny na druty skarpetkowe, dodajemy 4 oczka za pomocą  pętelki, zamykamy je w okrążenie i przerabiamy analogicznie do poprzedniego palca. Jeśli palec zwęża się nam ku górze, to możemy dopasować rękawiczkę i odjąć sobie po jednym czy dwa oczka, przerabiając dwa razem na prawo tam, gdzie wypadają boki palca. Kończymy robić palec serdeczny tak jak poprzednie.

Dalej to już na pewno same wiecie jak.  :) Tak jak przy poprzednim palcu, nabieramy na drut z żyłką (lub drugą parę skarpetkowych) dodane 4 oczka i znów dwoma dodatkowymi oczkami niwelujemy dziurki. Może się okazać, że trzeba tu zrobić tylko jedno okrążenie, bo podstawa palca środkowego po obu stronach jest na tej samej wysokości. Jesli nie jest - trzeba zrobić dodatkowe okrążenia i mierząc rekawiczkę, dopasować wysokość.

Dalej już z górki, robimy palec dokladnie tak, jak poprzedni. I na koniec zostaną nam oczka na palec wskazujący, ktory robimy tak jak poprzednie palce.
Zostaje już tylko przeciągnięcie wszystkich końcówek nitek do wewnątrz i pochowanie ich. Troszkę ich jest.



Robienie drugiej rękawiczki przebiega tak samo jak pierwszej. Kciuk robimy w tym samym miejcu, potem mierzymy rękawiczkę na drugą rękę (u mnie lewą) i w innych miejscach ozaczamy rozdzielenie palców - by nie zrobić drugiej prawej rękawiczki. :)

Jeśli ktoś chce zrobić dziurkę na palec, żeby móc obsługiwać smartfona, to trzeba ją zrobić w miejscu pierszego stawu palca, licząc od góry. Trzeba zamknąć kilka oczek (u mnie 6) a w następnym okrążeniu dodać je za pomoca pętelki na drucie, lub innym ulubionym sposobem.

Mam nadzieję, że opis jest czytelny. Na pierwszy rzut oka może wydawać się skomplikowany, ale uwierzcie mi - w trakcie robótki wszystko staje się jasne i intuicyjne. Założę sie, że wielu z Was te rękawiczki wyjdą o wiele lepsze niż moje:)
To co, do dzieła!

czwartek, 15 listopada 2018

Pięciopalczaste

Gdy zaczynałam moją dziewiarską przygodę 9 lat temu, zrobiłam wtedy pierwsze w życiu rękawiczki. Takie z jednym palcem dla mojego kochanego 7-latka. Pomyślalam sobie wtedy, że nie porwę się nigdy na takie pięciopalczaste, że to niewykonalne.
I na tym sprawa rękawiczek ucichła. Aż do tej jesieni.

Rok temu zaplanowałam zrobienie rękawiczek według wzoru z ravelry. Spodobały mi się tak bardzo, że postanowiłam jednak spróbować. Były piękne, kombinowane z dwóch grubości włóczki. Był to jednak koniec zimy, więc sprawa się odwlokła. Tej jesieni eksperyment się powiódł, efekty pokażę następnym razem.
Gdy mój młody, teraz już 16 - latek (mamo, prawie 17!) je zobaczył, to stwierdził, że też chce, koniecznie i już. Faktycznie, skóra na rękach aż spękana, bo nie da się go namówić na żaden krem a za oknem coraz zimniej.
Do tego mój syn jest wyrośnięty, już ponad 185 cm a co za tym idzie, dłonie wyjątkowo duże, długie, smukłe, niewymiarowe. Kupne rękawiczki nie chciały się dopasować do jego rozmiarów.
Młody sam wybrał włoczkę z proponowanych zapasów, była to kolorowa skarpetkowa Sportivo. Wrzuciłam ją n druty 2,5mm.
I oto efekt:)




Tak, rękawiczki są dziurawe. Rękawiczki z wzoru z ravelry miały palce zrobione z włóczki ze srebrną nitką i dzięki temu można ich było używać do obsługi smartfonów. Na rodzimym rynku podobnej nie znalazlam.
Ale potrzeba matką wynalazków:)
Niezmiernie mnie irytowało (delikatnie mówiąc), zdejmowanie na mrozie ciepłych rękawiczek, żeby odebrać telefon. Dłonie mam prawie zawsze zimne, więc taka stuacja daleka była od komfortowej.
Wymyśliłam sobie więc taki mały dynks.
Na palcach zrobiłam dziurki, żeby można było oswobodzić z rękawiczki czubek palca i bez problemu i zbytniej utraty ciepła sunąć nim po ekranie telefonu.
Moj nastolatek tych dynksów potrzebował aż trzy, bo używa również kciuków do pisania.


Z rękawiczek jest zadowolony i nawet nie marudził strasznie przy mierzeniu. A mierzenie było co chwilka, zwłaszcza przy palcach.
No i on ma w końcu rękawiczki na miarę a ja przełamałam w glowie kolejne tabu:) Nie będę się już bać robienia rękawiczek:)

wtorek, 6 listopada 2018

O gryzieniu słów kilka

Chłodno się zrobiło, jesień powoli ubiera się w listopadową odsłonę. Jako, że od połowy września nie mogę doleczyć zatok, w te chłodniejsze dni (czyli poniżej 15 stopni) nie ruszam się z domu bez czapki. Ostatnio rano było już tylko 8 i powietrze naprawdę chłodne, więc z szafy wyjęłam ten komplet:


Zrobiłam go jakiś czas temu i założylam tylko do tej sesji. Pomyślałam sobie, że może czas zacząć nosić, w końcu włóczka szlachetna, bo to Rowan Kidsilk Haze Glamour, kupiony niegdyś w Magicloop. Włóczka i wzór podobały mi się bardzo, cekinki fajnie się mienią. Niestety włóczka gryzie. Przypomniałam sobie, że to dlatego otok czapki od spodu ma dodatkową warstwę, zrobioną z milutkiej Uld Bomuld Holsta. Mimo to nie jestem w stanie nosić tego kompletu.
Nie pomogło pranie w eucalanie i szmaponie i odżywka do włosów.  Wrażliwcem jestem i już:(

Ostatnio na grupiefacebookowej Dziana Banda rozwinęła się dyskusja na temat gryzienia włóczek. Okazuje się, ze nie tylko ja jestem takim wrażliwcem. I że włóczka włóczce nierówna. W tym zestawie moher i jedwab są dla mnie mocno gryzące, za to chustę zrobioną z Angel Bergere de France noszę namiętnie i nie gryzie nic a nic.


A ultramilutka jest dla mnie Kidmohair Adriafilu, nie wiem z czego i jak oni robią ten moher, że jest tak cudownie miękki. Szkoda, że tak słabo dostępny.


Na razie trwają u mnie poszukiwania mgiełki na sweterek piórkowy, który da się nosić. Cały czas debatuję na moją Melanie. Cudowna włóczka z magicloop byłaby pieszczotą dla ciała, ale dodatek silkmohairu kupionego w Biferno sprawił, że noszenie tego sweterka to tortura. Strasznie mi żal, bo kolor jest obłędny.


Podobnie sprawa ma się z alpaką. Włosek sprawia, że podgryzanie jest odczuwalne, więc mój sweterek z Babyalpaca silk Dropsa znalazł nowy dom. Teraz daję alpace drugą szansę, kupiłam włóczki w promocji alpacaparty i będę próbowała się z nią zaprzyjaźnić.

A czy Wy macie jakieś ulubione niegryzące włóczki moherowe i alpakowe? Jak sobie radzicie z gryzieniem? Może jest sposób, ktory mógłby pomóc na nieszczęsny komplet i Melanie?

środa, 24 października 2018

Dla Wojtusia

Jeszcze zanim nastały jesienne chłody, szwagierka poprosiła mnie o zrobienie jakichś skarpetek, czy bucików dla jej młodszego synka. Wojtuś jeszcze nie chodzi, właśnie skończył 8 miesięcy, jest uroczy, roześmiany i po prostu cudowny.
Zamówiłam wełnę - akurat trafiłam na promocję w Biferno i zabrałam się do pracy.
Wiele lat temu robiłam buciki dla noworodka, ale już dawno zapomniałam co i jak. Jak zwykle niezawodne było ravelry:)
Włoczki zostalo sporo, więc zrobiłam i skarpetki - moją ulubioną metodą skróconych rzędów.
Oto efekty:





Bardzo bałam się o rozmiar, znałam dlugość stópki i obwód, ale skarpetki wydawaly mi się jakieś krótkie a szerokie a buciki wąskie. Jednak to ścieg zrobił swoje i wszystko pasuje. A Wojtuś wygląda na zadowolonego :)

Wzór: Buciki
włóczka: Country Silke
Druty: 3mm

wtorek, 9 października 2018

Eddy

Nagle zrobiło się zimno, do tego stopnia, że wyciagnęłam z szafy zrobioną chyba 2 lata temu czapkę. Na chore zatoki jest idealna :) A historia jej powstania była bardzo szybka:)
Co się zobaczyło, to się już nie odzobaczy.
I zobaczyło się najpierw czapkę tu. I już wierciło w brzuchu i nie dało spać.
I zaczęło się kobinowanie - zrobić, nie zrobić, a jak zrobić to z czego i czy znów z fioletowego.
Ale jak się zobaczyło u Effci, to już było wiadomo - odgapiam. Kupiłam włóczkę natychmiast i zrobiłam i mam i strasznie lubię.



Siłą rozpędu zrobiła się też wersja męska z małą modyfikacją w postaci podwiniętego brzegu a całkiem niedawno jeszcze wersja słoneczna. Motek Malabrigo Rios idealnie wystarcza na czapkę z podwiniętym brzegiem i z pomponem.
Wzór jest ciekawy, podobnego wcześniej nie widziałam, a przecież internety pełne wzorów wszelakich.
Polecam!

Wzór: Eddy
Druty: 3,5 i 4,5 mm
Włóczka: Malabrigo Rios w Kolorach Zarzamorra, Candombe i Sunset
Zużycie - 1 motek na każdą

A żeby nie było tak tylko czapkowo, to potem w komplecie do czapki przydarzył się też słoneczny  komin:)





środa, 5 września 2018

Drutozlot 2018

Która to już próba powrotu na bloga?
Nie powiem, myślę o tym często, brakuje mi kontaktu z czytelnikami, a wpisy na FB to nie to samo. Myślałam, że jak stworzę fanpage to będzie z tym trochę lepiej, ale nie jest. Blogi mają swoją specyfikę, którą trudno zastapić.
Bloguję z przerwami od kilkunastu lat, chyba po prostu ciągnie mnie do tego :)
Nie obiecuję, nie deklaruję częstotliwości wpisów, bo znów skończy się poczuciem, że zawaliłam. A pisanie ma być przecież radością. :)

Byłam na Drutozlocie! W końcu:)
Ta największa w Polsce impreza dla wielbicielek dziewiarstwa, włóczek i wszystkiego, co z nimi powiązane, kusiła mnie od samego początku. Czytałam z wypiekami na twarzy relacje i marzyłam, żeby pojechać. Niby daleko, niby strach, że się nie odnajdę, że wydam mase kasy i nie będę zadowlona... ale zawsze jednak to okoliczności zewnętrzne nie pozwalały jechać.
W tym roku tylko wzdychałam, że pojechałabym, ale nawet nie brałam pod uwagę, że się uda. Założyłam, że nie jadę.
Kumpel jednak mnie zmobilizował i powiedział - a dlaczego nie? Nawet jeśli nie na całość, to choć na chwilę. I tak marzenia stały się rzeczywistością. :)

Dotarłam na miejsce jakoś po 11.00 w sobotę, ominął mnie słynny biforek, czego bardzo żałuję. Za rok nie odpuszczę:) Nie mogłam trafić na miejsce, Toruń jest dla mnie kompletnie nieznany, choć odwiedziłam go niedawno. Na szczęście koleżanki z warszawskich spotkań szarotkowych postanowiły akurat wtedy pójść na spacer i spotkałam je na ulicy a one zaprowadziły mnie na miejsce :)

Nieśmiało zajrzałam do gmachu Międzynarodowego Centrum Spotkań Młodzieży a tam istne szaleństwo.
Od progu włóczki, stoisko Hani i Daniela, twarze, które znałam tylko wirtualnie... Zaskoczeń było sporo - a to jedna o wiele wyższa niż na zdjęciach, a to któraś jest piękniejszą wersją siebie, albo wydająca się na FB poważna dziewczyna okazuje sie być roześmianą gadułą:)
Przytłoczyło mnie to wszystko. Cichutko obeszłam stoiska wystawców, wróciłam do Hani, gdzie pochwaliłam się sweterkiem zorbionym z ich włóczki... postanowiłam kupić jakąś włóczkę, jako i pamiątkę z drutozlotu i na sweterek.
Chodziłam od swoiska do stoiska, miziałam, dotykałam, podziwiałam kolory... nastawiłam się na zdecydowane kolory w chłodnym odcieniu i uciekałam od fioleów, choć te zawsze do mnie wołają:) Okazało się, że ciemne włóczki zeszły na pniu prawie wszędzie - przyjechałam za późno, a jesli coś zostało to w pojedyńczych motkach - za mało na sweterek w moim słusznym rozmiarze.
Wszystko mi wykupiłyście! ;)
W międzyczasie odebrałam przypinki Dzianej Bandy, odważyłam się odezwać do kilku dziewczyn, kilka zaczepiło mnie... spotkałam bywalczynie spotkań szarotkowych, doczekałam się na koleżankę, na którą bardzo czekałam, złapałam na wejściu Herbi - założycielkę Dzianej Bandy :).
Odbierałam całą imprezę bardzo indywidualnie, osobiście, skupiając się na szczegółach, pojedynczych osobach i chłonąć atmosferę miejsca.
Wszędzie widziałam uśmiechy, serdeczność, udziergi, włóczki, dziewczyny pochłonięte robótkami, rozmowami, zachwytami nad włóczką - istny raj, bo to samo mi w duszy gra przecież. Nie przestawałam się uśmiechać.
Prawie wszystkie dziewczyny przyszły w swoich udziergach, było co podziawiać! Fajnie jest zobaczyć włóczkę w gotowym wyrobie, wyobraźnia szalała i zaraz chciałam mieć je wszystkie :) Zauroczyły mnie różne wykonania sweterka Lea od Chmurki, mnóstwo wersji drutozlotowej chusty, chusta jednej z dziewczyn, sukienka...
Ja sama miałam dylemat w co się ubrać, w końcu zdecydowałam się na dopiero ukończony topik, dość odważny, bo odsłaniał sporo, ale też jak się okazało idealny, bo atmosfera panująca na zlocie była gorąca nie tylko w przenośni a jedwab był bardzo przyjmny dla skóry w tych warunkach.
Niestety po powrocie do domu okazało się, że mimo wcześniejszej próbki, przymiarek, blokowania, top okazał się za duży. Spłatał mi kilka razy figla na zlocie, bo ramiączka też były trochę za długie, ale dopiero w domu okazało się, że tył powinnam zrobić sporo węższy. Na imprezie maskowały to rozpuszczone włosy. Jest piękny, włożyłam w niego ogrom pracy, ale niestety będzie spruty.

Czas szybko mijał na rozmowach, drutowaniu, kolejnym obchodzeniu stoisk w poszukiwaniu tej wyczekanej włóczki... Kusiły fiolety u Hani i Włóczek Warmii, szarości u Slavica Yanrs, farbowanki 7 oczek, fiberro... Już wiem, że u Włóczek Warmii chcę polować na włóczkę ze srebrną nitką, kolor, który mieli był zbyt jasny dla mnie. Jak uda się zaoszczędzić, to sięgnę po szarości Chmurki i butelkową zieleń od Motkomanii. W Biferno za duży wybór wszystkiego.  :) Zwyczajnie nie umiałam określić, czego tak naprawdę chcę.
Aż w końcu za którymś razem dorwałam upragniony motek w pięknych granatach z kroplami fioletu. Zachwyciłam się, zaczęłam buszować  w motkach... okazało się, że zostały dwa! Za mało na sweter. :(
Ale już nie chciałam czegoś innego. Na szczęście Hania i Daniel to bardzo życzliwe osoby, obiecali, że ufarbują mi włóczkę na ten właśnie kolor.
Z Drutozlotu wróciłam więc naładowana dobrą energią ale bez włóczki, za to z postanowieniem, że wygospodaruję więcej czasu na druty, odkurzę bloga i zacznę częściej jeździć na wszelakie spotkania dziewiarskie.
Czas mijał nie wiadomo kiedy. Przez dwie godziny nie udało mi się iść do bufetu po obiad, bo ciągle coś. A to się zagadałam, a to zapatrzyłam na jakieś stoisko, a to konkurs, a to zdjęcie zlotowe:)
Ani sie nie obejrzałam a czas minął, już miałam telefon, że muszę wracać... Ale jak to? W trakcie rozmowy, uścisków, drutowania? Jeszcze po drodze byłam zaczepiana przez osoby, które mimo mojej nieobecności na blogu i zaprzestania publikowania udziergów pamiętały mnie :) Strasznie to było miłe.
Wracałam do domu i nie przestawałam się uśmiechać, ta radość i energia jeszcze długo będą w sercu i pamięci.
Zdjeć zrobiłam niedużo, wolałam przeżywać:) Zapominałam o aparacie, inne sprawy były ważniejsze:)
Ale trochę ich jest, nie tylko moich:)

Tak, to TE kolory :)





Muszę, muszę zrobić ten cardigan :) bardzo mi się podoba :)


Z Herbi i Alicją:)

Z Mao :)



Kasię podziwiam od dawna, bardzo chciałam ją poznać :)

Złapałam i trzecią organizatorkę na zdjęciu :)

Przemiła i bardzo sympatyczna moja idolka 0kruch :)


Zdjęcie małej części zlotowiczek:) Pan Fotograf  Dariusz Jutrzenka-Trzebiatowski cierpliwie i profesjonalnie ustawiał nas do zdjęć:)


Przypinki :)

I jeszcze kilka zdjeć z innych źródeł:) gdzie zalapałam się na fotki - żródło: http://www.torun.com.pl/10240,l1.html





Fotki, oprócz blogów, strony Drutozlotu i FB jeszcze tu i tu :)

A co do mojego blogowania... troszkę udziergów mam do pokazania, ale nie mam zdjęć. Problem z tymi "na ludziu", chyba, że manekinowe albo na płasko, bez wkładki ludzkiej. Choć to nie to samo...
Pomyślę o tym:)