środa, 18 stycznia 2017

Straszny wstyd i podaj dalej

Do tego posta przymierzałam się bardzo długo. Bardzo. A im bardziej się przymierzałam, tym bardziej mi było wstyd. A ponieważ mi było wstyd, to szukałam wymówek...
No ale czas uporządkować swoje wewnętrzne ja i koniec z zamiataniem śmieci pod dywan.
Dodgers. strasznie, ale to strasznie Cię przepraszam. Kajam się i biję w piersi.
I już wyjaśniam o co cho.

Kiedyś krążyła po blogach dziewiarski zabawa "podaj dalej". Polegała ona na tym, że osoba, która zgłosiła się do zabawy otrzymywała od poprzedniej dziewiarski prezent - włóczkę lub niewielkie wydziergane coś, a tym samym zobowiązywała się do tego samego wobec kolejnej osoby (osób), która się zgłosi.
No i ja się zgłosiłam.

Otrzymałam w maju 2013 roku od Dodgers przepiękny prezent - włóczkę farbowaną na specjalne zamówienie w fioletach i szarościach. Przez Martę Myszopticę. Bo dziewczyny się dogadały, że wycyganiłam wcześniej od Marty motek uprzędzionej przez nią włóczki, z której machnęłam sobie czapkę, która to jest moją najulubieńszą ever.



Włóczka trochę czekała, ale nie jakoś specjalnie długo, i zrobiłam z niej szaliczek zwany Hitchhiker.
Prościzna, ale tego typu włóczki nie potrzebują wymyślnych wzorów, by pokazać swoje piękno.
Było to w 2014 roku w styczniu. Szaliczek od razu z drutów powędrował na szyję, bez prania i blokowania.
Potem było szukanie mieszkania, formalności związane z zakupem, sprzedażą starego, przeprowadzką, remontem, chorobą i śmiercią taty, potem zaczęłam chorować ja - gdzieśtam wspominałam o tym wszystkim.
Nie umniejsza to faktu, że zawaliłam sprawę po całości.

No więc po tak długim czasie, jeśli ktoś będzie chętny (dwie pierwsze osoby), to chciałabym reaktywować zabawę. Chcę podać dalej ten wspaniały dziewiarski prezent, który dostałam - oczywiście w innej formie.
Osoby, które się zgłoszą otrzymają ode mnie upominek dziewiarski, mniej więcej, np. co do koloru możemy się dogadać, osoby te zobowiązują się też kontynuować zabawę i obdarować kolejne dwie osoby.

A tak oto prezentuje się mój szaliczek - jest z cieńszej włóczki niż czapka, ale kolory zgrane idealnie, tak jak i czapka, jest bardzo mój:)




środa, 11 stycznia 2017

Wszystko w proszku i wyniki Candy

Hej, hej, wiem, że czekacie. :)
 I tak naprawdę losowanie chciałam zrobić już w poniedziałek, ale za późno wróciłam do domu, wczoraj w ogóle miałam wariacki dzień, więc dziś.
Ale zanim, to trochę pomarudzę.
Albowiem
Strasznie chciałabym Wam pokazać to i owo.
Ale
Fotki ubiegłorocznych udziergów wsiąkły gdzieś na dysku. Nie mogę znaleźć i już.
Jeszcze jest opcja, że nadal tkwią na karcie aparatu, muszę sprawdzić.
Ubolewam, że Picasa zakończył żywot, świetnie katalogował zdjęcia.
Kilka rzeczy jeszcze nie doczekało się zdjęć, muszę uprosić jakąś fotografującą duszę, może się zgodzi w jakichś sprzyjających okolicznościach przyrody cyknąć parę fotek. Choćby telefonem.

Campside Cardi jest obecnie w okolicach Poznania, gdzie Tysia czaruje, farbuje i przędzie, by wiśniowy sweterek doczekał się rękawów. Gdyż oryginalnej Laurowej włóczki zabrakło.

Melanie, w której zakochałam się, gdy zobaczyłam wersję Malmonki, też leży i czeka prawie ukończona... prawie, gdyż...zabrakło włóczki a w sklepie będzie dopiero za 2 tygodnie.
Wstępnie miałam robić mniejszy rozmiar, finalnie zabrakło jednej nitki na pół rękawa.

Zakochałam się też w czapce Baila Pauli Wiśniewskiej, no jest po prostu cudna. Jak to z moim pechem bywa, oryginalna włóczka jest nie-do-dostania (duży smuteczek). Gdy Tupcia się dowiedziała, że szukam zamiennika, podarowała mi dwa cudnej urody motki Malabrigo Chunky:)


Kolory przekłamane oczywiście, bo to kolory ravelry red i azul bolita:) Od razu wrzuciłam na druty i powoli, delektując się każdym oczkiem, przerabiam na czapkę:)


A teraz o Candy:)
Bardzo się cieszę, że tyle się Was zgłosiło, dzięki temu poznałam nowe, fajne dziewiarskie miejsca w sieci:) Nie sugerujcie się boczną szpaltą bloga, że Was tam nie ma - wszystkie blogi od dawna czytam w czytniku. Kiedyś rss, teraz feedly, to bardzo wygodne narzędzie:)
Muszę się zresztą wziąć kiedyś za uporządkowanie zakładek, podobnie jak plików dziewiarskich na komputerze i zdjęć. I jeszcze wydrukowanych wzorów do zrobienia, które znajduję po całym mieszkaniu... i jeszcze projektów na ravelry i może włóczki tam dopisać?... Taaa, jestem uosobieniem porządku, jak widzicie:) Dobrze, że w głowie poukładane co nieco:)
Ale wiecie - jak mam chwilę, to wolę przerabiać oczka:)
Albo czytać Was - naprawdę czasem przepadłam na godziny i nadrabiałam wpisy z kilku lat u Was:)

No ale do rzeczy:)
Dziś przeprowadzone zostało losowanie:)
Starannie spisałam wszystkie uczestniczki


Potem pocięłam na kawałki :) 


... poskładałam i wrzuciłam do czapki, która robiła za bęben maszyny losującej:)


...po czym ręka Marlenki wylosowała szczęśliwą zwyciężczynię:) 


Okruszku, serdecznie gratuluję i proszę Cię o maila do wysyłki na moją skrzynkę: 121277@gmail.com. I mam nadzieję, że pochwalisz się pięknym udziergiem z tej włóczki, jestem bardzo ciekawa, co stworzysz:)
Wszystkim Wam dziękuję za wspólną zabawę. Szkoda, że nie mogę obdarować Was wszystkich, bo chętnie bym to zrobiła. 
Obiecuję jednak, że to nie ostatnie rozdanie na moim blogu:)
Buziaki!


niedziela, 1 stycznia 2017

Candy noworoczne

Witajcie w Nowym Roku!
Oby był dla Was po prostu szczęśliwy - radosny, twórczy, zdrowy i przyjazny:)

Ja jak zwykle nie robię podsumowań i planów na kolejny. To po prostu kolejny, nowy dzień mojego życia, jak każdy inny - każdego dnia jest nowy start, nowy początek, okazja do zmian na lepsze, do nauki, do uśmiechu. Czasem brakuje sił, czasem życie da kopniaka, ale jest zbyt krótkie, żeby zamartwiać się w nieskończoność. Od negatywnych emocji, toksycznych relacji odcinam się grubą krechą - i do przodu:)

Wróciłam na dobre do dziergania. Przejrzałam projekty na ravelry zaplanowane do zrobienia, część wyrzuciłam, trochę dodałam... jest tego ponad 300 pozycji!
Na razie Melanie przyrasta, dziś mam w planach przyszyć dolną plisę (jak rozkminię jak to zrobić:)). Jestem tym projektem zachwycona, podobne jak włóczką, która wybrałam. Sorbet wiśniowy to nie tylko mięciutka KolorLove ale też obłędny kolor. Nie mogę się na niego napatrzeć. Zresztą w planach mam kolejne udziergi z włoczek z tuptupowej stajni:) Niech tylko czasu wystarczy:)

Po tak długiej przerwie w drutowaniu mam dużo do ogarnięcia, dużo do nadrobienia. Odkryłam ostatnio, że jest cała masa fantastycznych blogów i osób, których nie znam. Grzebię więc w sieci, na ravelry, FB i Insta i szukam, inspiruję się i zachwycam:)

Z okazji Nowego Roku, mojego powrotu do dziergania i chęci poznania Was i przypomnienia o sobie ogłaszam Noworoczne Candy:)





Do wygrania jest unikalna włóczka Titus bantam o ciekawym składzie: 70% British Wool, 30% UK Alpaca, gdzie ta British Wool kryje w sobie 50% Wensleydale Long wool i 20% BFL. Skład pyszny, kolor Ingleton, ale dla mnie to taki czereśniowy, mocny kolor. Do wygrania 2 motki, czyli w sumie 640 m - wystarczy na ciepłą chustę, otulacz, wdzianko - cokolwiek Wam się zamarzy:)

Candy trwa przez tydzień - do północy w niedzielę 8 stycznia. Żeby wziąć udział w losowaniu wystarczy napisać pod postem komentarz ze swoim pomysłem na udzierg z tej włóczki:) I umieścić info na blogu, lub jeśli ktoś nie ma bloga, to na FB - koniecznie z linkiem do tychże, żebym mogła Was poznać:) Losowanie odbędzie się w dniach następnych.
Miłej zabawy i powodzenia!


wtorek, 27 grudnia 2016

Poświątecznie

Jak tam po Świętach? mam nadzieję, że było ciepło, rodzinnie, spokojnie i smacznie - czyli tak, jak powinno być:) U mnie z przebojami zdrowotnymi, ale jednocześnie miło i rodzinnie, uwielbiam ten czas i choć nie mogłam w pełni go celebrować, to jestem szczęśliwa, że mogłam spotkać się z całą rodzinką. Mam teraz poświąteczną chandrę, bo zdecydowanie za szybko minął ten miły czas.

Mimo, że dziergam jak szalona w wolnych chwilach (niewiele ich, ale jednak), to nadal mam niewiele do pokazania.
Campside utknął. Zamówiona na etsy wełna okazała się mieć kompletnie nietrafiony kolor i inną strukturę. Zostałam z cardiganem bez rękawów bez perspektyw na skończenie. Z opresji uratowała mnie Justyna Karo, która zgodziła się uprząść i ufarbować dla mnie wensa w zbliżonym kolorze. Sweter więc poleciał do niej a ja z braku zajęcia wzięłam się za piękny i milutki sweterek Melanie. Widziałam wersje testowe, no i przepadłam. Po prostu musiałam go mieć. Zrobiłam więc napad na sklepik Tuptupowy i z pomocą Agnieszki zaczęłam ogarniać temat.
Sweterka jest 1/3 na razie a ja ciągle w strachu - czy dobry rozmiar (próbka wyszła mi ciut mniejsza), czy ramiona będą zwisać, czy wystarczy włóczki...


Prawda, że piękny kolor? To Kolorlove sorbet wiśniowy w połączeniu z Silk Mohair Lana Gatto.
Jak zobaczyłam magicloopowe farbowanki, to po prostu nie mogłam oderwać oczu, musiałam coś z nich mieć. Podoba mi się wiele kolorów, tylko nie mam już gdzie upychać włóczek:) No i te nazwy - szalone, oryginalne, trafne!
Czy Wy też tak macie, że włoczek w szafach dziesiątki a jak przyjdzie co do czego, to do wybranego wzoru żadna nie pasuje i trzeba kupić nową? No bo ja tak mam:)

Z rzeczy pozytywnych - w końcu zrobiłam na szybko zdjęcia szaliczka, który rok temu powędrował do mojej Mamy:) Wykorzystałam wzór Herringbone, użyłam za to niemożliwie cienkiej i nieskończenie długiej nici merino lace ze 100purewool.com. Oto efekt:







Kolor na pierwszym zdjęciu jest najbardziej trafiony. Podoba mi się, jak ułożyły się kolory na szaliczku. Zużyłam calutki motek 800 m, szalik wyszedł dość długi, można się omotać podwójnie. Myślę, że kiedyś zrobię jeszcze podobny, w innej kolorystyce.
A na razie - Melanie, potem chusta, czapka, kolejny cardigan... Plany mam na najbliższe 10 lat:)

piątek, 2 grudnia 2016

Obiecanki

Obiecałam, że będę pisać i co?
Szczerze mówiąc, nawet nie zauważyłam, że minęło aż tyle czasu.

Dla przypomnienia samej sobie do zrobienia:
- uprać czapkę i fioletowy szaliczek i sfotografować do pokazania.
- sfotografować fioletowe poncho.
- gdy będę u mamy, sfotografować szaliczek, który dostała.

W temacie zaległości - półtora roku temu porobiłam jeszcze jakieś rzeczy, nawet chyba pstryknęłam zdjęcia, ale dobrze je ukryłam. Muszę ich poszukać. :)

Fioletowej lnianej bluzki jednak na razie nie będę robić. Potrzebuję ciepłych swetrów a nie cieniutkich bluzeczek, tym bardziej, że mój rozmiar może się zmienić do lata i bluzka będzie z duża. Zajmę się nią w maju, teraz zaliczyła kolejne spektakularne prucie do zera. (Tuptup mnie przekonała i miała rację:))
A rozmiar zmieniam w związku z koniecznością zmiany jedzenia, od miesiąca funkcjonuję bez mięsa, mleka i jego przetworów, cukru, unikam glutenu i żywności przetworzonej. Starość nie radość, choroby mnie dopadają i zadbanie o siebie to nie moda i kaprys, tylko wytyczne lekarskie. I na razie miłym skutkiem ubocznym jest gubienie kilogramów.

Na dobre wróciłam do robótkowania. Po tak długiej przerwie zrobiłam kompletną inwentaryzację zasobów włóczkowych. O ludzie, ile ja tego mam! Samych szali i chust z włóczek typu lace mogłabym z marszu zrobić ze 40 z moich tylko zasobów. :)
Ale przynajmniej mam wszystko spisane - 4 strony zeszytu drobnym maczkiem i ustawiłam sobie kolejkę do zrobienia. Tym razem tylko dla mnie, koniec z szewcem, co bez butów chodzi. :)

U Tupci zobaczyłam cudnej urody cardigan Campside, więc rzuciłam się na niego, żeby mieć już natychmiast. I wylazła moja miłość do cieniutkich włóczek - wszystkie zbyt cienkie. Dorwałam więc motki dawno temu uprzędzionego przez Laurę wensleydale, o prawie dobrej grubości. Kiedyś próby przerobienia go na sweter się nie udały, może teraz się uda? Mam dwa kolory, miałam nadzieję, że połączone wystarczą na ten projekt.


Jednak okazuje się, że nie. Zamówiłam więc w ciemno z etsy mieszankę wensa, merino, british wool i czegośtam jeszcze w zbliżonym kolorze. Niewątpliwie wyjdzie cudak kolorystyczny, ale może nie będzie tak źle:)
Trzymajcie kciuki:)

czwartek, 20 października 2016

Po prostu Fiolet:)

"Zaszalałaś", "odważna jesteś", "wow, jaka zmiana" - to słyszę od wczoraj.
Dla mnie to nie jest duża zmiana, tylko spełnienie marzenia, z którym czekałam jakieś 20 lat. To uzewnętrznienie mojej fioletowej duszy i charakteru.
Teraz czuję się w pełni sobą, jestem kompletna.
O co chodzi?
O zmianę koloru włosów. Większość z Was już pewnie widziała na FB, ale chcę się pochwalić również tu:)


Zdjęcia dzięki uprzejmości RUSH hair&beauty Ząbki

Włosy zostały skrócone o część, która była wycieniowana, następnie bardzo mocno zdekoloryzowano część włosów, aż do prawie białego koloru. Na to wszystko trafiła farba w 2 wariantach kolorystycznych oraz któryś system typu "plex", żeby trochę zregenerować włosy przy tak inwazyjnym zabiegu. 
Okazało się, że są w dobrej kondycji, że nie ucierpiały tak bardzo, jak mogłoby się wydawać. Nie są suchym sianem, dobrze się rozczesują i nie plączą. 
Kolor bardzo mi odpowiada, długość również. Okazuje się, że bardzo długie włosy, choć piękne i zdrowe, to mogą przytłaczać i zwyczajnie nie pasować do sylwetki. Pani Edyta zrobiła na mnie ogromne wrażenie i wzbudziła zaufanie. Pierwszy raz w życiu jestem naprawdę zadowolona i uważam, że fryzjerstwo w jej wykonaniu to prawdziwa sztuka i mistrzostwo na najwyższym poziomie. W nowej fryzurze czuję się fantastycznie :)


A moją bluzeczkę z lnu prawie na finiszu sprułam aż do ściągaczy. Coś z tyłu nie leżało jak trzeba, nie dało się tego poprawić. Zostawiłam ściągacze i zaczęłam robić od góry całość, najwyżej same ściągacze przyszyję na końcu. Trzymajcie kciuki, żeby tym razem się udało:)

sobota, 15 października 2016

Męski Manzo

Pamiętacie wzór Manzo?
Erę temu zapowiadałam, że zrobię dla synka:) I zrobiłam. :) Był nawet trochę noszony, jednak synek przeobraził się w Syna w bardzo krótkim czasie, więc sweterek sobie leży.
Żal, bo się przy nim nakombinowałam.
Oryginał wygląda tak:


Nie kupowałam wzoru, robiłam ze zdjęcia. Okazało się, że najwierniej fakturę oddaje przerabianie 4 oczek gładkim prawym i jedno oczko francuzem. I nawet udało mi się dobrać fajne guziki:)






Przepraszam za jakość zdjęć. Robione komórką, dodawane w komórce. Jak widać, dekolt mnie pokonał. Zrobiłam zwyczajnie źle, nabrałam potem oczka, by naprawić błąd, w szczegółach jest to widoczne ale na ludziu nie rzucało się w oczy, zwłaszcza, że włóczka ciemna. To chyba kolor prussia blue z malabrigo.
Teraz niestety pozostaje mi sprucie i szukanie kolejnych motków w tym odcieniu, bo zamarzył mi się sweterek dla mua. Zobaczyłam wczoraj Tuptupa i się zakochałam. Tzn. Tuptupa kocham od dawna niezmiennie, ale miała na sobie takie cudo.
 Nie wiem kiedy zrobię, ale zrobię. Na razie męczę lniany topik z drżeniem rąk, czy to, co wymyśliłam będzie się nadawało do noszenia.:)

Aha, i pokombinowałam z kolorami bloga, żeby lepiej się czytało? Pomogło?
:)

No i zapomniałam o metryczce
Wzór: Manzo
Włóczka: Malabrigo arroyo prussia blue
Zużycie... hm, nie pamiętam... 3-4 motki? 3:) Zanotowałam na ravelry:)
Druty: 3,75 robione ścisło.
I dziękuję Tup za motywacyjnego kopa do pisania :*

poniedziałek, 26 września 2016

Powrót

Poprzednio miałam wrócić i znów bardzo długo mnie nie było.
Jest sens wracać? Ktoś tu zagląda jeszcze?
Rok temu, wiosną, zrobiłam jeszcze to i owo na drutach. Potem kręgosłup posypał się bardzo, bardzo.
Jestem po ciężkiej operacji, zrehabilitowana trochę, cały czas walczę o sprawność, ale pewne ślady zostaną mi już na zawsze. Dokucza brak czucia i świadomość, że to już na zawsze. Trauma po tym wszystkim głęboko we mnie siedzi, pamięć bólu też. I mam trochę żalu do siebie, że czekałam z decyzją o operacji trochę za długo.
Wracam do normalności i po bardzo długiej przerwie - do drutów.
Zawzięłam się i chcę skończyć ufoka, co to trzecie lato mija a ja go nie skończyłam. Prułam niewiarygodną ilość razy, zmieniała się koncepcja... i teraz, gdy byłam w połowie już, doznałam olśnienia, więc znów całość do prucia i zaczynam jeszcze raz. Chyba ostatni.
Oby tylko to, co widzę w mojej głowie, przełożyło się na formę noszalną, ciekawą i funkcjonalną.
Jeśli się uda, to będę miała fajną lnianą bluzeczkę na przyszłe lato. W jedynym słusznym kolorze:)

Nie wiem, czy pokazywać tu zaległe udziergi, czy nowe - czyli lnianą bluzeczkę, gdy ją skończę...
napiszcie, co chcecie oglądać.
Buziaki dla wszystkich zaglądających.

środa, 25 marca 2015

Na biało

Bardzo Wam wszystkim dziękuję za tak miłe powitanie po blogowej przerwie.
To niesamowicie cieszy i daje motywację do kolejnych wpisów.
Po prostu - do Was chce się wracać:)

Ostatnio po dłuższym okresie robótkowego szaleństwa ogarnął mnie marazm.
Może to zmęczenie, bo trochę bardziej zajęłam sie mieszkaniem i jego porządkowaniem wiosennym, a kręgosłup jednak mnie mocno ogranicza.
Za to mam już uprzątnięty balkon i wysiane moje pierwsze w życiu zioła:) Owies rośnie jak szalony a bazylia nieśmiało wychyla się z ziemi. :)
Bardzo mnie to cieszy, bo podobno nie mam ręki do kwiatków a moja siostra (która uprawą bazylii zajmuje się zawodowo i na ogromną skalę) prorokowała, że mi nie wzejdzie.
Drzewko cytrynowe otworzyło pierwszy kwiat i następne również rosną a pędy sadzonki jagody goji wydłużają się w oczach:)
Na temat takich upraw wiem bardzo niewiele, więc muszę się sporo nauczyć:)

A z robótkowych rzeczy dziś chusta Gail w mgiełkowej, zwiewnej odsłonie:







Chusta jest zrobiona z ok. 1,5 motka  Dropsowego Kidsilka.  Miała być z 2, ale pod koniec okazało się, że przesadziłam z wielkością i włóczki zabrakło. Sprułam więc jeden liść i zaczęłam zakańczać... i włóczki znów zabrakło, na jakieś 4 rzędy... było więc kolejne prucie i w efekcie sporo włoczki zostało. Robiłam jak wszystkie moherowe cienizny na drutach 4mm.
Teraz mam an drutach kolejną identyczną chustę, ale włóczki mam więcej, więc na te ostatnie 4 rzędy już nie zabraknie:)

Pozdrawiam wszystkich wiosennie.

sobota, 21 marca 2015

A może by tak...

A może by tak... wrócić?
Nie wiem, czy mi się uda... tyle się pozmieniało...
Życie w zupełnie nowym miejscu...
Najpoważniejszy atak choroby kręgosłupa, z którym zmagam się od grudnia... i długa przymusowa przerwa w pracy...
Śmierć mojego taty...

Moje życie zupełnie się zmieniło, zmieniłam się też i ja... przewartościowałam pewne rzeczy, poustawiałam priorytety na nowo...
Miałam nawet długą przerwę w drutowaniu i bałam się, że tak już zostanie:)
Jednak nie, są pewne rzeczy niezmienne, jak już coś pokocham, to na zawsze:)

W kolejce jest więc do pokazania sporo robótek...
Dziś jedna z nich, szal w najpopularniejszym u mnie wzorze, ale w nowym kolorze i z nowej włóczki.
Po opiniach o Rowan Kidsilk Haze spodziewałam się prawdziwego WOW.
Tymczasem szału nie ma. Największą jej wadą jest podgryzanie... mocniejsze nawet niż w Kidsilku Dropsa. Tu jednak wygrał kolor, bo tak pięknego odcienia czerwieni nie znalazłam w żadnej tego typu włóczce.





Szal był prezentem dla pani doktor, która z wielkim poświęceniem opiekowała się moim tatą podczas choroby... robiła dużo więcej niż wynikało to z jej obowiązków, okazywała wsparcie, serce i życzliwość. Trochę bałam się, czy jej się spodoba i czy trafiłam z kolorem, ale udało się:)

I metryczka:
Włóczka: Rowan Kidsik Haze
Zużycie: 3 motki
Druty: 4 mm
Wzór: Ocean Waves

Mam nadzieję, że mój powrót będzie już na dłużej:) Mam ambitny plan systematycznie dodawać nowe wpisy:) Trzymajcie kciuki:)