Najpierw ogłoszenie: KALISZMADE, o ile tu zagląda, uprasza się o zajrzenie na skrzynkę mailową:)))
Tak naprawdę to prawie-tunika. Tunika ma bowiem zszyte boki a ta zrobiona jest na bazie szala, tyle, że z dziurą na głowę.
Projekt ten - bardzo ciekawy, zmusił mnie do kombinowania, kosztował wiele pracy, ale dał ogromną satysfakcję.
Pierwotna wersja wyglądała tak:
Okazało się jednak, że otwór na głowę jest trochę za mały - ze zgrozą myślałam o pruciu moheru, do tego już upranego, gdzie cieniutkie włoski splątały się ze sobą. Mozolnie rozrywałam oczko po oczku - trwało to całą wieczność - trzeba to robić delikatnie, by włóczka nie straciła na jakości. Potem jeszcze musiałam poszerzyć otwór - wypruwając delikatnie nitkę na ramionach. No i na koniec - rezygnacja z ruloniku u szyi.
Oto efekt końcowy:
Zużycie - prawie całe trzy motki.
Druty - 4m.
Wzór - znany Ocean Waves.
Pasek zrobiła metodą, której nauczyła mnie moja ś.p. Babcia. Nie jest robiony na okrągło, tylko normalnie. Nabiera się podwójną ilość oczek, niż pasek ma mieć szerokości i przerabia jeden rząd ściągaczem 1x1. W kolejnym rzędzie przerabia się prawe oczek lewe przekłada na prawy drut z nitką z tyłu. Po odwróceniu robótki postępuje się tak samo. Ta metoda jest dwa razy dłuższa niż normalne robienie paska - ale wychodzi on podwójnie gruby, na obu stronach są oczka prawe, no i w środku jest dziurka. W wersji moherowej w środku nitki splątują się ze sobą, pasek jest płaski, puszysty i mocniejszy, niż gdyby był robiony zwyczajnie.
A teraz idę wykorzystywać resztki niedzieli na odpoczynek - po niespodziewanej awarii hydraulicznej.
niedziela, 29 stycznia 2012
piątek, 27 stycznia 2012
Lace Scrumtious
Marta się chyba nie obrazi, że podkradam zdjęcie? :)
Lace Scrumtious to świetna włoczka, cieniusieńka, z połyskiem, dobrze skręcona. Jak tylko się pojawiła na polskim rynku, to kupiłam białą, fioletową, czerwoną i morską. I sobie czekają na mój wolny czas. Za to gdy przyszło mi pracować ze złotą nitką w chuście Ginko, zakochałam się od pierwszego oczka... po prostu nie mogłam wypuścić drutów z rąk. Włóczka jest milutka, mięsista, niegryząca, bardzo szlachetna. Skład - 45% jedwabiu a reszta to wełna merino. Same naturalne włókna. W motku 100 g jest kilometr nitki. Jestem w niej zakochana i z przyjemnością sięgnę po kolejne motki.
A ostatnio do Zagrody trafiły motki w unikalnych kolorach zaprojektowanych przez znaną projektantkę dzianin Ysoldę. Niestety nie załapałam się na upatrzony kolor. :(
Lace Scrumtious to świetna włoczka, cieniusieńka, z połyskiem, dobrze skręcona. Jak tylko się pojawiła na polskim rynku, to kupiłam białą, fioletową, czerwoną i morską. I sobie czekają na mój wolny czas. Za to gdy przyszło mi pracować ze złotą nitką w chuście Ginko, zakochałam się od pierwszego oczka... po prostu nie mogłam wypuścić drutów z rąk. Włóczka jest milutka, mięsista, niegryząca, bardzo szlachetna. Skład - 45% jedwabiu a reszta to wełna merino. Same naturalne włókna. W motku 100 g jest kilometr nitki. Jestem w niej zakochana i z przyjemnością sięgnę po kolejne motki.
A ostatnio do Zagrody trafiły motki w unikalnych kolorach zaprojektowanych przez znaną projektantkę dzianin Ysoldę. Niestety nie załapałam się na upatrzony kolor. :(
poniedziałek, 23 stycznia 2012
Albo - albo
Stwierdziłam, że albo trzeba sobie dać spokój z blogowaniem, albo w końcu coś napisać.
No to piszę.
Dzierga się dużo, kosztem odpoczynku, snu i innych takich... przez jeden pracochłonny projekt mam późnienia, z góry bardzo przepraszam wszystkich oczekujących na swoje chusty i szale.
Dziś za to nie będzie ani szala ani chusty. Chciałam się pochwalić...
Tuptup ma magiczną zdolność zarażania mnie fajnymi projektami i dopingowania w ich realizacji. Podobnie było z mitenkami.
Przyznam, że nie lubiłam mitenek. Co to za radocha, gdy zimno na dworze, rękawiczki niby są a w palce zimno. Doceniłam mitenki tej niby-zimy, gdzie właśnie ni to zimno, ni to ciepło... Zrobiłam je w październiku i od razu nosiłam. Zdjęcie zaś jest zrobione dziś, więc troszkę już widać ślady noszenia. Noro Silk Garden Sock nie mechaci się mocno, mitenki są cieniutkie, trochę drapiące i chropowate ale z charakterem. Do kompletu z pasiastym noszą się świetnie:)
Wzór: Gasteropoda
Druty: 2,75 mm
Włóczka: Noro Silk Garden Sock
Zuzycie: niecały jeden motek
Potem dostałam fantastyczny prezent od Tupci mojej kochanej. Komin-szalisko. Bardzo ciepły, po praniu jeszcze się wyciągnął i da się założyć na 3 razy na ścisło - tak jak lubię - żeby żadnym zakamarkiem nie wiało. Zdarzało mi się też nosić go częściowo na głowie - gdy nie mogłam się doczekać na obiecany czapkowy prezent od Doro, a po głowie świstał zimny wiatr. Okazja była, bo w październiku mam imieniny a w grudniu urodziny.
Dorcia pochwaliła się, że zostało jej troszkę włóczki - poprosiłam więc o mitenki do kompletu do czapki. I mam teraz najulubione mitenki, z którymi poza domem się nie rozstaję.
A tu do kompletu z kominem:
A tu jeszcze z czapką:
Fajnie się dziewczyny umówiły i odziały mnie na zimę:) Za każdym razem, gdy wychdze z domu i się ubieram, myślę o nich bardzo ciepło.:))) I z wdzięcznością. I z tęsknotą, bo spotkań z nimi nigdy dość.
Cały komplet zrobiony jest z najmilszej wełny - malabrugo chunky i malabrigo rios. Do tego w moich najulubieńszych odcieniach...
Z czapką to w ogóle pokręcona historia, bo Doro się wygadała, że projekt nowatorski, inny niż wszystkie... było prucie, narzekanie a ja zachodziłam w głowę, co też wymyśliła.
Gdy otworzyłam paczkę i zobaczyłam czapkę, aż się w głos roześmiałam. Podobne czapki widziałam na ravelry i u Bietas, bardzo mi się podobały i zamierzałam sobie zrobić coś w tym stylu. Doro czyta mi w myślach chyba:)
No to piszę.
Dzierga się dużo, kosztem odpoczynku, snu i innych takich... przez jeden pracochłonny projekt mam późnienia, z góry bardzo przepraszam wszystkich oczekujących na swoje chusty i szale.
Dziś za to nie będzie ani szala ani chusty. Chciałam się pochwalić...
Tuptup ma magiczną zdolność zarażania mnie fajnymi projektami i dopingowania w ich realizacji. Podobnie było z mitenkami.
Przyznam, że nie lubiłam mitenek. Co to za radocha, gdy zimno na dworze, rękawiczki niby są a w palce zimno. Doceniłam mitenki tej niby-zimy, gdzie właśnie ni to zimno, ni to ciepło... Zrobiłam je w październiku i od razu nosiłam. Zdjęcie zaś jest zrobione dziś, więc troszkę już widać ślady noszenia. Noro Silk Garden Sock nie mechaci się mocno, mitenki są cieniutkie, trochę drapiące i chropowate ale z charakterem. Do kompletu z pasiastym noszą się świetnie:)
Wzór: Gasteropoda
Druty: 2,75 mm
Włóczka: Noro Silk Garden Sock
Zuzycie: niecały jeden motek
Potem dostałam fantastyczny prezent od Tupci mojej kochanej. Komin-szalisko. Bardzo ciepły, po praniu jeszcze się wyciągnął i da się założyć na 3 razy na ścisło - tak jak lubię - żeby żadnym zakamarkiem nie wiało. Zdarzało mi się też nosić go częściowo na głowie - gdy nie mogłam się doczekać na obiecany czapkowy prezent od Doro, a po głowie świstał zimny wiatr. Okazja była, bo w październiku mam imieniny a w grudniu urodziny.
Dorcia pochwaliła się, że zostało jej troszkę włóczki - poprosiłam więc o mitenki do kompletu do czapki. I mam teraz najulubione mitenki, z którymi poza domem się nie rozstaję.
A tu do kompletu z kominem:
A tu jeszcze z czapką:
Fajnie się dziewczyny umówiły i odziały mnie na zimę:) Za każdym razem, gdy wychdze z domu i się ubieram, myślę o nich bardzo ciepło.:))) I z wdzięcznością. I z tęsknotą, bo spotkań z nimi nigdy dość.
Cały komplet zrobiony jest z najmilszej wełny - malabrugo chunky i malabrigo rios. Do tego w moich najulubieńszych odcieniach...
Z czapką to w ogóle pokręcona historia, bo Doro się wygadała, że projekt nowatorski, inny niż wszystkie... było prucie, narzekanie a ja zachodziłam w głowę, co też wymyśliła.
Gdy otworzyłam paczkę i zobaczyłam czapkę, aż się w głos roześmiałam. Podobne czapki widziałam na ravelry i u Bietas, bardzo mi się podobały i zamierzałam sobie zrobić coś w tym stylu. Doro czyta mi w myślach chyba:)
czwartek, 12 stycznia 2012
poniedziałek, 2 stycznia 2012
Chwilowo mnie nie ma
Bo jakoś tak się nie składa na pisanie, na focenie...
Spraw do ogarnięcia milionpińcet, doby brak, sił brak, życia we mnie też.
Do tego dobijający i wypłukujący kieszeń incydent drogowy z autem w roli głównej, za który mam ochote panów, co to montowali pewien krawężnik i kolejnych, którym się nie chciało postawić choćby pachołka dla lepszej widoczności, pokroić na plasterki, posolić i dać wilkom na pożarcie.
No więc się nie składa.
Do tego wizja pielgrzymkowania po kolejnych lekarzach w nowej rzeczywistości polskiej służby zdrowia a.d. 2012... no sami widzicie.
Będę jak wrócę, wcześniej pewnie nie.
Pozdrówki, ukłony i inne takie...
Wasza Vi
P.S. Życzę Wam codziennie a nie tylko w nowy rok, postanowień noworocznych nie mam, nie dzielę życia na okresy roczne, więc wpisów noworocznych brak. I już.
Spraw do ogarnięcia milionpińcet, doby brak, sił brak, życia we mnie też.
Do tego dobijający i wypłukujący kieszeń incydent drogowy z autem w roli głównej, za który mam ochote panów, co to montowali pewien krawężnik i kolejnych, którym się nie chciało postawić choćby pachołka dla lepszej widoczności, pokroić na plasterki, posolić i dać wilkom na pożarcie.
No więc się nie składa.
Do tego wizja pielgrzymkowania po kolejnych lekarzach w nowej rzeczywistości polskiej służby zdrowia a.d. 2012... no sami widzicie.
Będę jak wrócę, wcześniej pewnie nie.
Pozdrówki, ukłony i inne takie...
Wasza Vi
P.S. Życzę Wam codziennie a nie tylko w nowy rok, postanowień noworocznych nie mam, nie dzielę życia na okresy roczne, więc wpisów noworocznych brak. I już.
piątek, 23 grudnia 2011
Już za chwilę
skończymy przygotowania świąteczne i zasiądziemy przy wigilijnym stole.
Na ten czas życzę wszystkim, by Jezus narodził się w sercu każdego z nas.
I oczywiście prezentów pod choinką, najlepiej tych włóczkowych! :)))
Na ten czas życzę wszystkim, by Jezus narodził się w sercu każdego z nas.
I oczywiście prezentów pod choinką, najlepiej tych włóczkowych! :)))
poniedziałek, 19 grudnia 2011
Pink - jeszcze nie było!
Nie mówcie, że przynudzam, bo różowej wersji jeszcze nie było.:)))
Byłam przekonana, że w weekend skończę fajną robótkę. Kolor - morski, ale bardziej turkusowy niż szmaragdowy. Wzór - mój ulubiony, włóczka milutka, do tego cienizna.
Ale tym razem to nie szal.
No i kicha.
Skończyło się chorowaniem, przylazł jakiś wirus, co sieknął nas po rodzinie zdrowo, u mnie powodując poziomizację ciała z niemożnością otwarcia oczu.
No i ledwie dobijam do połowy robótki.
Z racji powyższego, fotek czapki znów nie będzie.
Za to będzie szal:
Wzór ten co poprzednio, druty też, tylko włóczka nowa, luksusowa. To Debbie Bliss Angel. Mohair i jedwab.
Przyznam szczerze, że miękka i fajna. Mój wybór jednak pada na Dropsową cieniznę jako no.1, gdyż tu przy blokowaniu jedna z nitek pękła. Nigdy jeszcze mi się to nie zdarzyło.
Mimo choroby - pracuję, po powrocie do domu spróbuję podgonić robótki (przy jednoczesnym gotowaniu obiadu, poganianiu Młodego w odrabianiu lekcji i prasowaniu - tak, jestem supermenką (jak każda kobieta;)))
Stąd też ogłoszenia nieparafialne - wszelkie moje robótkowe plany mają obsuwę - bordowa chusta nie będzie zaczęta nawet przed Gwiazdką (sorry:(), potem moherkowa jasna cienizna znanym wzorem, potem bardzo kolorowa Summer Flies, do kompletu ze zrobioną czapką... i tak dalej, i tak dalej... lista jest długa...
Byłam przekonana, że w weekend skończę fajną robótkę. Kolor - morski, ale bardziej turkusowy niż szmaragdowy. Wzór - mój ulubiony, włóczka milutka, do tego cienizna.
Ale tym razem to nie szal.
No i kicha.
Skończyło się chorowaniem, przylazł jakiś wirus, co sieknął nas po rodzinie zdrowo, u mnie powodując poziomizację ciała z niemożnością otwarcia oczu.
No i ledwie dobijam do połowy robótki.
Z racji powyższego, fotek czapki znów nie będzie.
Za to będzie szal:
Wzór ten co poprzednio, druty też, tylko włóczka nowa, luksusowa. To Debbie Bliss Angel. Mohair i jedwab.
Przyznam szczerze, że miękka i fajna. Mój wybór jednak pada na Dropsową cieniznę jako no.1, gdyż tu przy blokowaniu jedna z nitek pękła. Nigdy jeszcze mi się to nie zdarzyło.
Mimo choroby - pracuję, po powrocie do domu spróbuję podgonić robótki (przy jednoczesnym gotowaniu obiadu, poganianiu Młodego w odrabianiu lekcji i prasowaniu - tak, jestem supermenką (jak każda kobieta;)))
Stąd też ogłoszenia nieparafialne - wszelkie moje robótkowe plany mają obsuwę - bordowa chusta nie będzie zaczęta nawet przed Gwiazdką (sorry:(), potem moherkowa jasna cienizna znanym wzorem, potem bardzo kolorowa Summer Flies, do kompletu ze zrobioną czapką... i tak dalej, i tak dalej... lista jest długa...
poniedziałek, 12 grudnia 2011
Dla odmiany - Noro Silk Garden Sock
Bo znowu się zapędzę i zapomnę o serii oceny włóczek.
Do Noro podchodziłam jak pies do jeża. Kolorki niesamowite, ale w dotyku taka szorstka, nierówna, gryząca jakby... za co tu płacić tyle kasy?
Odpuściłam na długi czas.
Podziwiałam wykonane z Noro skarpety, sweterki, chusty... i nic, nie ruszało mnie.
Dopiero, gdy zobaczyłam szalik z Noro, zapragnęłam go mieć, już, natychmiast.
Zrobiłam i podczas roboty polubiłam Noro Silk Garden Sock.
Wybrałam wersje włóczki z jedwabiem, jedwab mnie kusił zawsze i chciałam, żeby gryzło mniej.
Noro Silk Garden Sock jest wydajna włóczką, ale jeśli ktoś oczekuje gładkości jedwabiu, elegancji, to się zawiedzie. Włóczka ma swój własny charakter, trochę rustykalny, trochę wygląda jakby ja przędła niewprawna prządka i nie oczyściła zbyt dobrze.
Szalik mi się podoba, kolory są bajeczne. Włóczka po praniu trochę zmiękła, ale mnie - wybitnego wrażliwca - jednak trochę podgryza. Jednak szalik da się nosić.
Mam zrobiony szalik i mitenki, zostały mi jeszcze dwa motki.
Pewnie nie dokupię wełny, tylko wykorzystam do jakichś dodatków, myślę o pewnej chuście...ale to dalekie plany. Mocno się zastanawiam, czy ta włóczka powinna aż tyle kosztować.
Na pewno gdy najdzie mnie ochota na zwariowane kolory, to o niej pomyślę.
Na razie Rene zrobiła mi smaka na Kochoran i Kogarashi.
Tylko, że ta cena....:(((
Dane techniczne: Noro Silk Garden Sock, 100 g - 300 m., skład: 40% wełna, 25% jedwab, 25% nylon, 10% Kid Mohair.
Do Noro podchodziłam jak pies do jeża. Kolorki niesamowite, ale w dotyku taka szorstka, nierówna, gryząca jakby... za co tu płacić tyle kasy?
Odpuściłam na długi czas.
Podziwiałam wykonane z Noro skarpety, sweterki, chusty... i nic, nie ruszało mnie.
Dopiero, gdy zobaczyłam szalik z Noro, zapragnęłam go mieć, już, natychmiast.
Zrobiłam i podczas roboty polubiłam Noro Silk Garden Sock.
Wybrałam wersje włóczki z jedwabiem, jedwab mnie kusił zawsze i chciałam, żeby gryzło mniej.
Noro Silk Garden Sock jest wydajna włóczką, ale jeśli ktoś oczekuje gładkości jedwabiu, elegancji, to się zawiedzie. Włóczka ma swój własny charakter, trochę rustykalny, trochę wygląda jakby ja przędła niewprawna prządka i nie oczyściła zbyt dobrze.
Szalik mi się podoba, kolory są bajeczne. Włóczka po praniu trochę zmiękła, ale mnie - wybitnego wrażliwca - jednak trochę podgryza. Jednak szalik da się nosić.
Mam zrobiony szalik i mitenki, zostały mi jeszcze dwa motki.
Pewnie nie dokupię wełny, tylko wykorzystam do jakichś dodatków, myślę o pewnej chuście...ale to dalekie plany. Mocno się zastanawiam, czy ta włóczka powinna aż tyle kosztować.
Na pewno gdy najdzie mnie ochota na zwariowane kolory, to o niej pomyślę.
Na razie Rene zrobiła mi smaka na Kochoran i Kogarashi.
Tylko, że ta cena....:(((
Dane techniczne: Noro Silk Garden Sock, 100 g - 300 m., skład: 40% wełna, 25% jedwab, 25% nylon, 10% Kid Mohair.
środa, 7 grudnia 2011
W biegu
Nie, czapki nie będzie, albowiem schnie.
Za to zanudzę Was.
Najpierw gadaniem, a potem fotkami.
Ale podobno na blogu dziewiarskim fotki lubiane som, to niech tam.
Dzieje się tyle, że nie wiem, gdzie taczka, a co tu myśleć o załadunku...
Dziergam, pruję, dziergam, czas ucieka, już powinnam być w połowie innej robótki a ja w lesie.
Do tego dzieje się, bo mikołajki i mikołaj hojny był w tym roku.
No bo mam moje Noro i jeszcze Celtycka zaraża, rozdaje piękną wełnę, o taką, taką i taką, więc się skusiłam. A do tego Doro na mię pokazała palcem, bo zaraza wygrała Candy chyba aż 3 razy, ale nagrodę jedną dostała i wskazała mnie jako osobę do nagrody pocieszenia.
Pocieszona się czuję bardzo, bo pocieszacz urody piknej wielce:
Do tego Marta z Zagrody znów wrzuciła co nieco i tylko przeciąg w wiadomym temacie mnie powstrzymuje przed zakupem cienizn, których zresztą wstyd się przyznać ile w domu leży.
Ale żeby nie było, że tylko leżą, to też sobie wiszą, na przykład tak:
Jestem stokrotnie wdzięczna Devorgilli za tego manekina. Komfort pracy wzrósł ogromnie!
Nie zanudziłam? Zanudziłam pewnie wzorem, nic na to nie poradzę.
To znów Ocean, znów druty 4mm, tylko włóczka inna.
Bo to cudowny Kidsilk Dropsa od Tupci. Równiutki, połyskujący, elegancki. Ciut grubszy niż Kid Mohair Adriafilu. Kocham go niezmiennie i jeszcze do niego wrócę.
O ile gdzieś znajdę czas, by znaleźć taczkę.
Za to zanudzę Was.
Najpierw gadaniem, a potem fotkami.
Ale podobno na blogu dziewiarskim fotki lubiane som, to niech tam.
Dzieje się tyle, że nie wiem, gdzie taczka, a co tu myśleć o załadunku...
Dziergam, pruję, dziergam, czas ucieka, już powinnam być w połowie innej robótki a ja w lesie.
Do tego dzieje się, bo mikołajki i mikołaj hojny był w tym roku.
No bo mam moje Noro i jeszcze Celtycka zaraża, rozdaje piękną wełnę, o taką, taką i taką, więc się skusiłam. A do tego Doro na mię pokazała palcem, bo zaraza wygrała Candy chyba aż 3 razy, ale nagrodę jedną dostała i wskazała mnie jako osobę do nagrody pocieszenia.
Pocieszona się czuję bardzo, bo pocieszacz urody piknej wielce:
Do tego Marta z Zagrody znów wrzuciła co nieco i tylko przeciąg w wiadomym temacie mnie powstrzymuje przed zakupem cienizn, których zresztą wstyd się przyznać ile w domu leży.
Ale żeby nie było, że tylko leżą, to też sobie wiszą, na przykład tak:
Jestem stokrotnie wdzięczna Devorgilli za tego manekina. Komfort pracy wzrósł ogromnie!
Nie zanudziłam? Zanudziłam pewnie wzorem, nic na to nie poradzę.
To znów Ocean, znów druty 4mm, tylko włóczka inna.
Bo to cudowny Kidsilk Dropsa od Tupci. Równiutki, połyskujący, elegancki. Ciut grubszy niż Kid Mohair Adriafilu. Kocham go niezmiennie i jeszcze do niego wrócę.
O ile gdzieś znajdę czas, by znaleźć taczkę.
piątek, 2 grudnia 2011
O poppy raz jeszcze - nowy przepis
Robię czapkę Poppy.
I klnę.
Zrobiłam ponownie, według swojego własnego opisu, ale wyszła bardzo mała, na moje dziecko a nie na głowę dorosłej osoby.
Robię z Magica Yarn Art, ta wełna raczej się rozciąga (przynajmniej takie miałam wrażenie) a tu nic.
Wściekłam się, sprułam do zera i zaczęłam od nowa, wprowadzając kilka modyfikacji. Oto one.
Czapkę robiłam tym razem na okrągło! Druty 4mm, robię dość ścisło.
1. Nabrałam oczka szydełkiem, w ilości 65 (o 10 oczek więcej niż w poprzedniej wersji, co daje o 20 oczek więcej w obwodzie czapki).
2. Przerobiłam jeden rządek oczkami prawymi, odwróciłam robótkę.
3. Przerobiłam oczkami prawymi (bo to jest prawa strona czapki) 62 oczka - 3 zostają na drucie nieprzerobione, odwracam robótkę (bez owijania),
4. Przerabiam 59 oczek na lewo (pierwsze zawsze przekładam bez przerabiania) - 3 oczka zostają na drucie nieprzerobione, odwracam robótkę,
5. Przerabiam 53 oczka na prawo (nieprzerobionych zostaje 6 oczek + 3 poprzednie), odwracam robótkę,
6. Przerabiam 47 oczek na lewo (nieprzerobionych zostaje 6 oczek + 3 poprzednie), odwracam robótkę,
7. Przerabiam 41 oczka na prawo (nieprzerobionych zostaje 6 oczek +6+3 poprzednie), odwracam robótkę,
8. Przerabiam 35 oczek na lewo (nieprzerobionych zostaje 6 oczek +6+3 poprzednie), odwracam robótkę,
9. Przerabiam 29 oczek na prawo (nieprzerobionych zostaje 6 oczek +6+6+3 poprzednie), odwracam robótkę,
10. Przerabiam 23 oczka na lewo (nieprzerobionych zostaje 6 oczek+6+6+3 poprzednie), odwracam robótkę.
Teraz przystępujemy do przywracania oczek, z tym że w miejscu, w którym tworzy się dziurka, przerabiamy oczka na krzyż - zamieniamy je miejscami jak w warkoczu. W ten sposób nie bawimy się w owijki, a likwidujemy dziurkę powstałą przy "skracaniu rzędów". Nie jestem autorką tej metody, wymyśliła ją Gackowa:)
Przerabiamy więc 22 oczka, potem 2 oczka skrzyżowane i kolejne 5 oczek, odwracamy robótkę, przerabiamy 28 oczek, dwa skrzyżowane i 5 kolejnych i tak aż do momentu, gdy zostanie nam do przywrócenia ostatnie 3 oczka. Ostatni rząd bowiem przerabiamy na prawo, by powstał brzeg segmentu.
Mamy skończony jeden segment i całą zabawę zaczynamy od nowa. Az do uzyskania 7! segmentów.
Jednak w ostatnim segmencie nie przerabiamy ostatniego rzędu! W przedostatnim, gdy na obu końcach zostaną nam do przywrócenia na każdym końcu 3 oczka, przywracamy te przedostatnie 3 i nabieramy 6 oczek z brzegu robótki (ślimaczka) od razu je przerabiając - na samym środku ślimaczka 3 oczka przerabiamy razem! i nabieramy oczka z wyprutego łańcuszka brzegu czapki, przerabiając je na lewo! Wtedy powstaje zakończenie ostatniego segmentu. To samo robimy przy drugim ślimaczku - nabieramy 6 oczek i 3 w środku przerabiamy razem, następnie przywracamy te ostatnie 3 oczka i lecimy dalej lewymi, by zrobić dookoła rząd oczek lewych. Potem już przerabiamy całość ściągaczem prawo-lewym, na środku ślimaczka przerabiając w kolejnych 3 rzędach 3 oczka razem. Potem zmieniamy druty na mniejsze o jeden rozmiar (z 4 na 3mm) i lecimy dalej ściągaczem, do jakiej długości nam pasuje.
Autorką tych kombinacji przy ślimaczku jest Effcia, od której pomysł ściągnęłam.
Tak zrobiona czapka ma ładny kształt i fajnie się układa na głowie. Nie ma zszywania - wielki kwiacior będzie smętnie zwisał, bo nie będzie miał sztywnej podstawy, dlatego proponuję za Effcią zrobienie "maczka"
Czapka jest przewidziana na sporą głowę, tak od 56 cm w obwodzie wzwyż.
Mam nadzieję, że opis się przyda.
Fotki ukończonej czapy już wkrótce - pewnie po weekendzie:)
I klnę.
Zrobiłam ponownie, według swojego własnego opisu, ale wyszła bardzo mała, na moje dziecko a nie na głowę dorosłej osoby.
Robię z Magica Yarn Art, ta wełna raczej się rozciąga (przynajmniej takie miałam wrażenie) a tu nic.
Wściekłam się, sprułam do zera i zaczęłam od nowa, wprowadzając kilka modyfikacji. Oto one.
Czapkę robiłam tym razem na okrągło! Druty 4mm, robię dość ścisło.
1. Nabrałam oczka szydełkiem, w ilości 65 (o 10 oczek więcej niż w poprzedniej wersji, co daje o 20 oczek więcej w obwodzie czapki).
2. Przerobiłam jeden rządek oczkami prawymi, odwróciłam robótkę.
3. Przerobiłam oczkami prawymi (bo to jest prawa strona czapki) 62 oczka - 3 zostają na drucie nieprzerobione, odwracam robótkę (bez owijania),
4. Przerabiam 59 oczek na lewo (pierwsze zawsze przekładam bez przerabiania) - 3 oczka zostają na drucie nieprzerobione, odwracam robótkę,
5. Przerabiam 53 oczka na prawo (nieprzerobionych zostaje 6 oczek + 3 poprzednie), odwracam robótkę,
6. Przerabiam 47 oczek na lewo (nieprzerobionych zostaje 6 oczek + 3 poprzednie), odwracam robótkę,
7. Przerabiam 41 oczka na prawo (nieprzerobionych zostaje 6 oczek +6+3 poprzednie), odwracam robótkę,
8. Przerabiam 35 oczek na lewo (nieprzerobionych zostaje 6 oczek +6+3 poprzednie), odwracam robótkę,
9. Przerabiam 29 oczek na prawo (nieprzerobionych zostaje 6 oczek +6+6+3 poprzednie), odwracam robótkę,
10. Przerabiam 23 oczka na lewo (nieprzerobionych zostaje 6 oczek+6+6+3 poprzednie), odwracam robótkę.
Teraz przystępujemy do przywracania oczek, z tym że w miejscu, w którym tworzy się dziurka, przerabiamy oczka na krzyż - zamieniamy je miejscami jak w warkoczu. W ten sposób nie bawimy się w owijki, a likwidujemy dziurkę powstałą przy "skracaniu rzędów". Nie jestem autorką tej metody, wymyśliła ją Gackowa:)
Przerabiamy więc 22 oczka, potem 2 oczka skrzyżowane i kolejne 5 oczek, odwracamy robótkę, przerabiamy 28 oczek, dwa skrzyżowane i 5 kolejnych i tak aż do momentu, gdy zostanie nam do przywrócenia ostatnie 3 oczka. Ostatni rząd bowiem przerabiamy na prawo, by powstał brzeg segmentu.
Mamy skończony jeden segment i całą zabawę zaczynamy od nowa. Az do uzyskania 7! segmentów.
Jednak w ostatnim segmencie nie przerabiamy ostatniego rzędu! W przedostatnim, gdy na obu końcach zostaną nam do przywrócenia na każdym końcu 3 oczka, przywracamy te przedostatnie 3 i nabieramy 6 oczek z brzegu robótki (ślimaczka) od razu je przerabiając - na samym środku ślimaczka 3 oczka przerabiamy razem! i nabieramy oczka z wyprutego łańcuszka brzegu czapki, przerabiając je na lewo! Wtedy powstaje zakończenie ostatniego segmentu. To samo robimy przy drugim ślimaczku - nabieramy 6 oczek i 3 w środku przerabiamy razem, następnie przywracamy te ostatnie 3 oczka i lecimy dalej lewymi, by zrobić dookoła rząd oczek lewych. Potem już przerabiamy całość ściągaczem prawo-lewym, na środku ślimaczka przerabiając w kolejnych 3 rzędach 3 oczka razem. Potem zmieniamy druty na mniejsze o jeden rozmiar (z 4 na 3mm) i lecimy dalej ściągaczem, do jakiej długości nam pasuje.
Autorką tych kombinacji przy ślimaczku jest Effcia, od której pomysł ściągnęłam.
Tak zrobiona czapka ma ładny kształt i fajnie się układa na głowie. Nie ma zszywania - wielki kwiacior będzie smętnie zwisał, bo nie będzie miał sztywnej podstawy, dlatego proponuję za Effcią zrobienie "maczka"
Czapka jest przewidziana na sporą głowę, tak od 56 cm w obwodzie wzwyż.
Mam nadzieję, że opis się przyda.
Fotki ukończonej czapy już wkrótce - pewnie po weekendzie:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)


