Nie zapalę Joasi wirtualnego znicza.
Powiem: Asik, łeb do słońca!
:*
wtorek, 30 października 2012
środa, 24 października 2012
Po przerwie
Długo mnie nie było, chyba już zapomnieliście o mnie...
Postanowiłam jednak się przypomnieć:).
Nadal robótkuję, choć tempo mi znacznie spadło. Miałam trochę kłopotów rożnych (m. in znów z kręgosłupem), do tego życie dopadło mnie swoimi łapskami - ze wszystkimi swoimi blaskami i cieniami. Niestety tych drugich było więcej. Komputer nadal nie żyje, więc nie wiem, kiedy napiszę znów.
Dziś pokażę chustę, która pokochałam - za nietypowy wzór, za miękkość włóczki i za uniwersalność. No i jest bardzo ciepła. Moja mama już zamówiła sobie identyczną. Zrobię w bliżej nieokreślonym czasie... od ponad miesiąca zmagam się z pięknym zielonym szalem - jestem dopiero w połowie i zupełnie nie rozumiem, dlaczego tak wolno idzie.
No a teraz fotki.
Hm... Będą, jak ktoś podpowie, w jaki sposób w nowym bloggerze wstawić zdjęcia...:(((
Chyba rozkminiłam:)
No i dane techniczne:
1. Wzór: Color Affection
2. Włóczka: Malabrigo arroyo od Tuptupa, kolory plomo i purpuras
3. Druty: 4mm
4. Zużycie: 1,2 motka plomo i niecały purpuras.
No to - do napisania:)
Nadal robótkuję, choć tempo mi znacznie spadło. Miałam trochę kłopotów rożnych (m. in znów z kręgosłupem), do tego życie dopadło mnie swoimi łapskami - ze wszystkimi swoimi blaskami i cieniami. Niestety tych drugich było więcej. Komputer nadal nie żyje, więc nie wiem, kiedy napiszę znów.
Dziś pokażę chustę, która pokochałam - za nietypowy wzór, za miękkość włóczki i za uniwersalność. No i jest bardzo ciepła. Moja mama już zamówiła sobie identyczną. Zrobię w bliżej nieokreślonym czasie... od ponad miesiąca zmagam się z pięknym zielonym szalem - jestem dopiero w połowie i zupełnie nie rozumiem, dlaczego tak wolno idzie.
No a teraz fotki.
Hm... Będą, jak ktoś podpowie, w jaki sposób w nowym bloggerze wstawić zdjęcia...:(((
Chyba rozkminiłam:)
No i dane techniczne:
1. Wzór: Color Affection
2. Włóczka: Malabrigo arroyo od Tuptupa, kolory plomo i purpuras
3. Druty: 4mm
4. Zużycie: 1,2 motka plomo i niecały purpuras.
No to - do napisania:)
poniedziałek, 10 września 2012
Żyję
Heloł! Żyję i mam się całkiem nieźle:)
Dziecię wróciło z wakacji, czyli wróciła domowa rutyna:)
Nie odzywam się, bo i czasu mniej a i komp nadal padnięty a na nim wszelkie zdjęcia udziergowe i inne takie.
Na osłodę pochwalę się topikiem, który zrobiłam w wakacje. Mój pierwszy topik, w jedynym słusznym kolorze, a jakże:)
W topiku pozuje moja mama, która otrzymała go w prezencie - bo jej się spodobał:)
Sobie zrobię też taki, tylko zapewne juz na kolejny sezon wakacyjny:)
Wzór łatwy lekki i przyjemny, idealnie rozpisany i trafiony w rozmiar: Simply Summer, drutki 2,5 i 3 mm i poszło na to 2,5 motka bawełny elianowej scarlet.
No to - do napisania - zapewne jak komp się reanimuje:)
Dziecię wróciło z wakacji, czyli wróciła domowa rutyna:)
Nie odzywam się, bo i czasu mniej a i komp nadal padnięty a na nim wszelkie zdjęcia udziergowe i inne takie.
Na osłodę pochwalę się topikiem, który zrobiłam w wakacje. Mój pierwszy topik, w jedynym słusznym kolorze, a jakże:)
W topiku pozuje moja mama, która otrzymała go w prezencie - bo jej się spodobał:)
Sobie zrobię też taki, tylko zapewne juz na kolejny sezon wakacyjny:)
Wzór łatwy lekki i przyjemny, idealnie rozpisany i trafiony w rozmiar: Simply Summer, drutki 2,5 i 3 mm i poszło na to 2,5 motka bawełny elianowej scarlet.
No to - do napisania - zapewne jak komp się reanimuje:)
poniedziałek, 20 sierpnia 2012
Pruciowa epopeja
Jakieś fatum prucia mnie dopadło.
Najpierw Dahlia... okazało się, że dokupione motki maja inny kolor a ja rękaw prawie kończę... żeby się tak pruło jak robiło... Z mozołem, skończyłam.
Zdjęć pokazać nie ma jak, bo padł w domu komp. padł na amen, części drogie, będzie reanimowany we wrześniu, jak się okaże, że po kupieniu książek i wszystkich szkolnych rzeczy zostanie jeszcze jakaś kasa do zagospodarowania.
Potem len... cieniutki len, który robi się koszmarnie, bo jak drut - na drutach 2,5mm możecie sobie wyobrazić... Po zrobieniu jednego motka wpadłam na pomysł, żeby wyprać motki przed zwinięciem i takoż poczyniłam. Po wyschnięciu tarmosiłam te włókna ile się dało, tarłam, obijała o wannę... efekt zadowalający, pokochałam len BCgarna miłością wieczną.
Tyle tylko, że po przerobieniu doszłam do wniosku, że oczka są źle rozliczone i całość... idzie do prucia. Czeka na zmiłowanie, bo jak sobie pomyślę o unicestwieniu 2 tygodni pracy, to mię żałość zbiera...
Zabrałam się w ostatnich dniach za chustę Color Affection.
Wszystko bomba, włóczka bossska, malabrigo arroyo to pieszczota dla rąk.
Poszło szybciutko, wersja większa, fingering... ale we wzorze namotane, jak sie okazało dziś. Zrobiona sekcja pierwsza, druga, kawałek trzeciej... i zorientowałam się, że źle zrozumiałam wzór, więc włoczki zabraknie...
Było więc prucie trzeciej sekcji i nadrabianie prutego kawałka, już poprawnie.
Ale coś kłębków zaczęło za szybko ubywać a ja z robotą w lesie...
Policzyłam ilość pasków na ravelry u dziewczyn i okazało się, że wszystkie lecą z mniejszą wersją...
Kombinowałam...czy dokupić motków, czy pruć. No i będzie prucie globalne, prawie do zera, bo z obecnej wersji chusta wyszłaby bardzo kosztowna i w zasadzie byłaby już kocem a nie chustą...
Jestem więc niepocieszona...
poniedziałek, 13 sierpnia 2012
Celaeno Delight
Zmobilizowałam się w końcu trochę, więc dziś będzie dużo zdjęć.
Dostałam kiedyś wiadomość z prośbą o zrobienie chusty, takiej jak moja szmaragdowa.
Żaden problem, zrobić mogę, tylko, że... tamta włóczka to była ręcznie przędziona i farbowana przez Martę z Zagrody, skąd wziąć taki kolor?
Na ratunek pospieszyła Tuptup z Magicznego Lupa, gdzie w całkiem podobnych kolorkach leżał sobie Drops Delight nr 9.
Oto co powstało:
Całość na drutach (chyba) 3,5mm
Zużycie: 3 motki (chyba).
Tak to jest, jak się nie zapisuje od początku.
Chusta wyszła spora, sporo większa od mojej szmaragdowej.
Bardzo podoba mi się to zestawienie kolorków.:)
Wzór: Celaeno, bez koralików.
A kręgosłup miewa się tak sobie, po kilku zabiegach zrobionych na cito udaje się wyprostować (nie bez protestów słupa kręgowego). Pomagają okłady z zamrożonego żelu, lekka gimnastyka rozciągająca, tabletki i kąpiele z hydromasażem.
Oraz gorset ortopedyczny, choć wielce niewygodny, to trochę zmniejsza ból.
A za tydzień zaczynam rehabilitację na poważnie, półtorej godzinki dziennie.
Musi pomóc, innej opcji nie ma.
Dostałam kiedyś wiadomość z prośbą o zrobienie chusty, takiej jak moja szmaragdowa.
Żaden problem, zrobić mogę, tylko, że... tamta włóczka to była ręcznie przędziona i farbowana przez Martę z Zagrody, skąd wziąć taki kolor?
Na ratunek pospieszyła Tuptup z Magicznego Lupa, gdzie w całkiem podobnych kolorkach leżał sobie Drops Delight nr 9.
Oto co powstało:
Całość na drutach (chyba) 3,5mm
Zużycie: 3 motki (chyba).
Tak to jest, jak się nie zapisuje od początku.
Chusta wyszła spora, sporo większa od mojej szmaragdowej.
Bardzo podoba mi się to zestawienie kolorków.:)
Wzór: Celaeno, bez koralików.
A kręgosłup miewa się tak sobie, po kilku zabiegach zrobionych na cito udaje się wyprostować (nie bez protestów słupa kręgowego). Pomagają okłady z zamrożonego żelu, lekka gimnastyka rozciągająca, tabletki i kąpiele z hydromasażem.
Oraz gorset ortopedyczny, choć wielce niewygodny, to trochę zmniejsza ból.
A za tydzień zaczynam rehabilitację na poważnie, półtorej godzinki dziennie.
Musi pomóc, innej opcji nie ma.
wtorek, 7 sierpnia 2012
Niewesoło
Niewesoło ostatnio u mnie, po długim okresie bezproblemowym.
Tak to się w życiu układa.
Znów popsuł mi się kręgosłup. Znów leki, ból i szukanie ratunku od niego...
Do tego w moich rodzinnych stronach przeszła nawałnica, pozrywała dachy domów, powaliła drzewa w lesie, słupy wysokiego napięcia...zniszczenia są ogromne, cała okolica i pobliskie miejscowości podobno przez 2 tygodnie zostaną bez prądu.
A mój synek jest właśnie tam, na wakacjach u babci.
Robótkowo chwilowo się nie dzieje(a działo się intensywnie, łącznie z cudownym spotkaniem robótkowym w przemiłym gronie), oprócz tego że do prucia idzie efekt 2-tygodniowego dziubdziania na 2,5mm drutach twardego lnu, bo koncepcja się zmieniła i okazało się, że źle rozliczyłam oczka. Zresztą teraz nie za bardzo mam jak siedzieć a na leżąco robić nie potrafię...
Jak ból trochę odpuści, to wrzucę fotki starszych robótek.
Oby odpuścił:(((((
Tak to się w życiu układa.
Znów popsuł mi się kręgosłup. Znów leki, ból i szukanie ratunku od niego...
Do tego w moich rodzinnych stronach przeszła nawałnica, pozrywała dachy domów, powaliła drzewa w lesie, słupy wysokiego napięcia...zniszczenia są ogromne, cała okolica i pobliskie miejscowości podobno przez 2 tygodnie zostaną bez prądu.
A mój synek jest właśnie tam, na wakacjach u babci.
Robótkowo chwilowo się nie dzieje(a działo się intensywnie, łącznie z cudownym spotkaniem robótkowym w przemiłym gronie), oprócz tego że do prucia idzie efekt 2-tygodniowego dziubdziania na 2,5mm drutach twardego lnu, bo koncepcja się zmieniła i okazało się, że źle rozliczyłam oczka. Zresztą teraz nie za bardzo mam jak siedzieć a na leżąco robić nie potrafię...
Jak ból trochę odpuści, to wrzucę fotki starszych robótek.
Oby odpuścił:(((((
niedziela, 29 lipca 2012
Wakacyjny post
Obiecałam i choć raz chcę się wywiązać.
Oto krótka fotorelacja z moich wakacji:)
Morze, nasz morze, jak ja cię kocham...
I niestety taka piękna pogoda to tylko przebłyski i nawet jak było słonko, to wiał silny, przeszywająco zimnem wiatr.
Zazwyczaj pogoda była taka:
Ach, te tłumy na plaży...:))) A te małe ludziki w tle to moja rodzinka - tak, kąpaliśmy się nawet podczas takiej pogody:)
Kocham to miejsce właśnie dlatego, że jest puste...
A to widok po drugiej stronie plaży, w trochę lepsza pogodę... znów tłumy plażowiczów:)
Zdjęcia wyglądają na pogodne, bo jak wiało i lało, to aparatu ze sobą nie zabierałam (czyli zazwyczaj)... Ale było naprawdę zimno.
No i fale... zaletą tego wiatru była sztormowa pogoda i bardzo duże fale... czasem strach było wejść do wody, bo na głębokości po kolana już nogi podcinało i waliło głazami po kostkach... osobisty mąż si nie bał i właził w 2-metrowe fale ale musiał uważać, bo ciągle znosiło go na falochron. Na zdjęciach nie widać ogromu tych fal...
Ale zabawę mieliśmy wszyscy fantastyczną... mówiłam już, że woda miała 14 stopni?
A kontakt z przyrodą fantastyczny... w tak spokojnym miejscu ptaki gnieżdżą się w otworach wentylacyjnych domku... małe słowiki zginęłyby z połamanymi nóżkami i skrzydełkami, ale mój tata odkręcił zawór i delikatnie wyjął maluchy... tylko co z nimi zrobić o 4 rano? Na szczęście w bukszpanie było porzucone gniazdo, gdzie umieściłam osobiście wystraszone słowiczątka:
Okazało się, że głębiej w wentylatorze zostały jeszcze dwa pisklęta. Rodzice karmili je na zmianę a tydzień później cała piątka uczyła się latać:)
Obcowania z fauną było jeszcze więcej:
Bo obok nas była stadnina koni:)
No i jeszcze fotka pt. "udzierg na plaży":)
Tu chyba widać, że zimno. Poubierana w 3 warstwy ubrań i polar chowam się jak najbliżej parawanu, żeby nie dostać piaskiem po oczach od wiatru:)
I jeszcze obserwacja stateczków wypływających z pobliskiego portu ku zachodzącemu słońcu:
I jedyny przyzwoity zachód słońca, na jaki się załapaliśmy przez 2 tygodnie:
I jeszcze w ostatnim dniu... 10 minut przed odjazdem, akurat pogoda zaczęła się przecierać...ale wiatr jeszcze targał włosy:
No cóż, morze - do zobaczenia za rok:)
Oto krótka fotorelacja z moich wakacji:)
Morze, nasz morze, jak ja cię kocham...
I niestety taka piękna pogoda to tylko przebłyski i nawet jak było słonko, to wiał silny, przeszywająco zimnem wiatr.
Zazwyczaj pogoda była taka:
Ach, te tłumy na plaży...:))) A te małe ludziki w tle to moja rodzinka - tak, kąpaliśmy się nawet podczas takiej pogody:)
Kocham to miejsce właśnie dlatego, że jest puste...
A to widok po drugiej stronie plaży, w trochę lepsza pogodę... znów tłumy plażowiczów:)
Zdjęcia wyglądają na pogodne, bo jak wiało i lało, to aparatu ze sobą nie zabierałam (czyli zazwyczaj)... Ale było naprawdę zimno.
No i fale... zaletą tego wiatru była sztormowa pogoda i bardzo duże fale... czasem strach było wejść do wody, bo na głębokości po kolana już nogi podcinało i waliło głazami po kostkach... osobisty mąż si nie bał i właził w 2-metrowe fale ale musiał uważać, bo ciągle znosiło go na falochron. Na zdjęciach nie widać ogromu tych fal...
Ale zabawę mieliśmy wszyscy fantastyczną... mówiłam już, że woda miała 14 stopni?
A kontakt z przyrodą fantastyczny... w tak spokojnym miejscu ptaki gnieżdżą się w otworach wentylacyjnych domku... małe słowiki zginęłyby z połamanymi nóżkami i skrzydełkami, ale mój tata odkręcił zawór i delikatnie wyjął maluchy... tylko co z nimi zrobić o 4 rano? Na szczęście w bukszpanie było porzucone gniazdo, gdzie umieściłam osobiście wystraszone słowiczątka:
Okazało się, że głębiej w wentylatorze zostały jeszcze dwa pisklęta. Rodzice karmili je na zmianę a tydzień później cała piątka uczyła się latać:)
Obcowania z fauną było jeszcze więcej:
Bo obok nas była stadnina koni:)
No i jeszcze fotka pt. "udzierg na plaży":)
Tu chyba widać, że zimno. Poubierana w 3 warstwy ubrań i polar chowam się jak najbliżej parawanu, żeby nie dostać piaskiem po oczach od wiatru:)
I jeszcze obserwacja stateczków wypływających z pobliskiego portu ku zachodzącemu słońcu:
I jedyny przyzwoity zachód słońca, na jaki się załapaliśmy przez 2 tygodnie:
I jeszcze w ostatnim dniu... 10 minut przed odjazdem, akurat pogoda zaczęła się przecierać...ale wiatr jeszcze targał włosy:
No cóż, morze - do zobaczenia za rok:)
czwartek, 26 lipca 2012
Osiołkowi w żłoby dano...
W jednym piękną babyalpakę silk, z której robi się Dhalia (i będzie się robić do sądnego dnia chyba) a w drugim len, bo przecież lato i upały, no i coś letniego by się przydało.
Prawda jest taka, że nie mam w co rąk włożyć, bo przydałoby się ich kilka par.
Czyli - wróciłam:)
Było fajnie, choć trafiliśmy chyba na 2 tygodnie najbrzydszej pogody wakacyjnej tego roku. Kocham polskie morze, choć bywa kapryśne. Nie przeszkadza mi zimna woda (kąpałam się w 14 stopniach - powietrze miało za to aż 15 stopni, co dla mnie - zwierza ciepłolubnego jest wyczynem, więc chwalę się na prawo i lewo:), kocham fale, piasek, kamienie, bursztyny, ciszę i spokój:) Nie cierpię tylko rozdartych, paskudnych mew:) Zresztą już tęsknię za tamtym chłodem, zaraz po powrocie do domu pogodzie się odwidziało i znów żar leje się z nieba.
Z frontu robótkowego:
- Dhalia robiła się i nadal robi w ślimaczym tempie - kocham tę włóczkę, więc nie wiem o co cho i już nawet nie wnikam... kiedyś się zrobi:);
- Sihaya jest zrobiona w 3/4;
- zrobiłam letni topik, który tak spodobał się mojej mamie, że dostała go w prezencie urodzinowym... fotki wkrótce, bo nie zdążyłam zrobić, w weekend będzie okazja:)
- upadłam chyba na głowę, bo zaczęłam letnie lniane wdzianko... na drutach 2,5mm... przy moim rozmiarze i tych drutach potrwa to do następnego lata zanim skończę...
Mam już jednak patent na len, żeby w robocie był przyjaźniejszy - uprać przed rozpoczęciem robotki i wymiętolić:) Wtedy jest mięciutki:) Na razie jednak leci pierwszy 300-metrowy motek, więc jeszcze trochę się pomęczę.
Chcecie fotorelację z urlopu, czy od razu jakiś udzierg?
Pozdrówki serdeczne dla wszystkich czytaczy i podglądaczy:)
Prawda jest taka, że nie mam w co rąk włożyć, bo przydałoby się ich kilka par.
Czyli - wróciłam:)
Było fajnie, choć trafiliśmy chyba na 2 tygodnie najbrzydszej pogody wakacyjnej tego roku. Kocham polskie morze, choć bywa kapryśne. Nie przeszkadza mi zimna woda (kąpałam się w 14 stopniach - powietrze miało za to aż 15 stopni, co dla mnie - zwierza ciepłolubnego jest wyczynem, więc chwalę się na prawo i lewo:), kocham fale, piasek, kamienie, bursztyny, ciszę i spokój:) Nie cierpię tylko rozdartych, paskudnych mew:) Zresztą już tęsknię za tamtym chłodem, zaraz po powrocie do domu pogodzie się odwidziało i znów żar leje się z nieba.
Z frontu robótkowego:
- Dhalia robiła się i nadal robi w ślimaczym tempie - kocham tę włóczkę, więc nie wiem o co cho i już nawet nie wnikam... kiedyś się zrobi:);
- Sihaya jest zrobiona w 3/4;
- zrobiłam letni topik, który tak spodobał się mojej mamie, że dostała go w prezencie urodzinowym... fotki wkrótce, bo nie zdążyłam zrobić, w weekend będzie okazja:)
- upadłam chyba na głowę, bo zaczęłam letnie lniane wdzianko... na drutach 2,5mm... przy moim rozmiarze i tych drutach potrwa to do następnego lata zanim skończę...
Mam już jednak patent na len, żeby w robocie był przyjaźniejszy - uprać przed rozpoczęciem robotki i wymiętolić:) Wtedy jest mięciutki:) Na razie jednak leci pierwszy 300-metrowy motek, więc jeszcze trochę się pomęczę.
Chcecie fotorelację z urlopu, czy od razu jakiś udzierg?
Pozdrówki serdeczne dla wszystkich czytaczy i podglądaczy:)
piątek, 20 lipca 2012
poszukuję...
Dziewczyny, poratujcie...
Robię Dahlie i okazało się, że motki włóczki z różnych farbowan znacznie różnią się odcieniem.
Poszukuję więc dwóch motkow babyalpaki silk dropsa w kolorze navy blue, farbowanie 002.
Może którejś z Was zostały i są niepotrzebne? Chętnie odkupię.
Pozdrawiam z końcówki urlopu,
wasza
Vi
Robię Dahlie i okazało się, że motki włóczki z różnych farbowan znacznie różnią się odcieniem.
Poszukuję więc dwóch motkow babyalpaki silk dropsa w kolorze navy blue, farbowanie 002.
Może którejś z Was zostały i są niepotrzebne? Chętnie odkupię.
Pozdrawiam z końcówki urlopu,
wasza
Vi
poniedziałek, 2 lipca 2012
Fioletowy
Jak na miłośniczkę fioletów, zdecydowanie za rzadko dziergam coś z tych kolorów.
Tym bardziej ciesze się, jak fioletowe włóczki wpadną w moje ręce:)
Najpierw jednak - tylko z kronikarskiego obowiązku - kolejna serwetka spiralna, tym razem na drutach 3mm i o 10 cm większa. Będzie też kolejna na drutach 3,5mm:)
A fioletów powstał Aeolian - jeden z najpiękniejszych wzorów jakie znam. Na drutach 5,5mm wyszedł ogromny, w sam raz do otulenia się w chłodne wieczory... więc przydatny jesienią i zimą.
Już taki jeden zrobiłam rok temu, czerwony i na drutach 5mm.
Włóczka ta sama, Soffio Plus Adriafilu.
I fotki:
Wzór: Aeolian
Powoli też szykuję się do urlopu, już za chwileczkę wyruszam nad morze w moje ukochane miejsce. Może tam uda mi się skończyć Dahlię? Mam nadzieję:)
Internet też spakuję, więc do zobaczenia znad morza:)))
Tym bardziej ciesze się, jak fioletowe włóczki wpadną w moje ręce:)
Najpierw jednak - tylko z kronikarskiego obowiązku - kolejna serwetka spiralna, tym razem na drutach 3mm i o 10 cm większa. Będzie też kolejna na drutach 3,5mm:)
A fioletów powstał Aeolian - jeden z najpiękniejszych wzorów jakie znam. Na drutach 5,5mm wyszedł ogromny, w sam raz do otulenia się w chłodne wieczory... więc przydatny jesienią i zimą.
Już taki jeden zrobiłam rok temu, czerwony i na drutach 5mm.
Włóczka ta sama, Soffio Plus Adriafilu.
I fotki:
Wzór: Aeolian
Powoli też szykuję się do urlopu, już za chwileczkę wyruszam nad morze w moje ukochane miejsce. Może tam uda mi się skończyć Dahlię? Mam nadzieję:)
Internet też spakuję, więc do zobaczenia znad morza:)))
Subskrybuj:
Posty (Atom)








