W domku mam szpital, głowa boli, kaszel męczy i ćwiczymy w rodzinie kaszel synchroniczny. Najbardziej wirusem oberwał synek, ale chyba idzie ku lepszemu.
Z tego tytułu jeszcze nie pokaże moich dziergadeł - zwyczajnie odrzuca mnie od kompa i obróbki zdjęć.
Za to powiem, że rośnie kolejny pajęczy twór:)
To teraz do rzeczy.
Z włóczki Cashmerino Chunky od Debie Bliss zrobiłam jedną z moich ulubionych czapek.
To fotka zwinięta ze sklepu art-bijou, gdzie kupiłam moteczki dwa:
Dane techniczne:
Skład: 55% wełna merynosów, 33% mikrofibra, 12% kaszmir.
Producent: Debbie Bliss
Ilość włóczki w motku: 65m/50g
Druty zalecane przez producenta: 7mm
Próbka 10cm: 14ox22rz
Kraj wyprodukowania: Włochy
Włóczka rzeczywiście jest luksusowa - mięciutka, milutka, niegryząca i bardzo ciepła.
Na zdjęciu wygląda na bardzo błyszczącą - w rzeczywistości połysk jest bardzo delikatny. No i tym razem producent minął sie z prawdą, zalecając druty, według mnie 7mm to stanowczo za dużo, 6 jest w sam raz.
Włóczka jest godna polecenia, bo świetnie się z niej robi i rewelacyjna jest w noszeniu. Niestety - cena odstrasza. :(
poniedziałek, 14 marca 2011
czwartek, 10 marca 2011
środa, 9 marca 2011
Fina DK
Czas wrócić do cyklu opisów włóczek, bo mi się zaległości porobiły. :)
Na pierwszy rzut - Fina:
Fotkę buchnęłam z Fastrygi, gdzie wełna ta jest dostępna.
Wełna, a nie włóczka, bo to wełna 100%. Do tego nic a nic nie gryzie, no choćbym chciała, to nie znajdę - ani na czole, ani na ciele ani na szyi.
Jest skręcona z czterech nitek, jest sprężysta a po praniu robi się bardzo lejąca - dlatego wybrałam ją do zrobienia ciepłej chusty.
Z wydajnością jest tak sobie, na ogromną chustę poszło 7 motków.
W motku 50 g jest 140 metrów i producent zaleca druty 4mm - na takich też robiłam i chusta ekstremalnie naciągnięta uwydatniła ażur. Lubię ścisłe dzianiny, więc sweter robiłabym na 3,5.
Wełna blokuje się znakomicie ale przy praniu strasznie farbuje. Gdzieś czytałam opinie, że farbuje również na sucho, ale nie miałam ani czerwonych rąk ani czerwonej bluzki po kilkugodzinnym noszeniu - dla sprawdzenia.
Polubiłam finę:) Ma coś w sobie, do tego kolor czerwony jest bardzo energetyczny ale nie żarówiasty. Uważam, że to najładniejszy kolor z całej palety. :)
Z czystym sumieniem - polecam.
Na pierwszy rzut - Fina:
Fotkę buchnęłam z Fastrygi, gdzie wełna ta jest dostępna.
Wełna, a nie włóczka, bo to wełna 100%. Do tego nic a nic nie gryzie, no choćbym chciała, to nie znajdę - ani na czole, ani na ciele ani na szyi.
Jest skręcona z czterech nitek, jest sprężysta a po praniu robi się bardzo lejąca - dlatego wybrałam ją do zrobienia ciepłej chusty.
Z wydajnością jest tak sobie, na ogromną chustę poszło 7 motków.
W motku 50 g jest 140 metrów i producent zaleca druty 4mm - na takich też robiłam i chusta ekstremalnie naciągnięta uwydatniła ażur. Lubię ścisłe dzianiny, więc sweter robiłabym na 3,5.
Wełna blokuje się znakomicie ale przy praniu strasznie farbuje. Gdzieś czytałam opinie, że farbuje również na sucho, ale nie miałam ani czerwonych rąk ani czerwonej bluzki po kilkugodzinnym noszeniu - dla sprawdzenia.
Polubiłam finę:) Ma coś w sobie, do tego kolor czerwony jest bardzo energetyczny ale nie żarówiasty. Uważam, że to najładniejszy kolor z całej palety. :)
Z czystym sumieniem - polecam.
poniedziałek, 7 marca 2011
Poncho Wing
Wróciłam.
Zawody świetne, profesjonalnie przygotowane, zabawa i rywalizacja fantastyczne.
Zajęłam miejsce 11, z którego jestem bardzo zadowolona a jeszcze bardziej z całej reszty - czyli śniegu, świeżego powietrza, fantastycznych ludzi i całej otoczki okołoimprezowej.
I na tym koniec dygresji niedziewiarskich - mam sporo zaległości, więc nadrabiam.
Na pierwszy rzut - ostatnio ukończone poncho.
Wydawałoby się, że to taka prosta i przyjemna robótka, że szybko pójdzie.
Nic bardziej mylnego. Owszem - wzór prosty i wełna cudowna, do tego im większy kawałek dzianiny miałam w ręku, tym bardziej mi się podobała. Niestety pokonała mnie końcowa ilość oczek na drucie i z błyskawicznej robótki zrobiła się robota miesięczna, której poświęcałam 4-5 godzin dziennie.
A na koniec miałam ogromną nadzieję, że właścicielce się nie spodoba i zostawię je sobie. :)
Stety-niestety spodobało się i właścicielce i koleżankom, tak że mam zamówienia na dwa kolejne.
Na szczęście nieprędko, bo koniec kolejki robótkowej wypada gdzieś pod koniec roku:)
No to teraz fotki. Fotek podobnych cała masa, ale wiecie jak to jest z Laurowymi wełnami - zachwycają na żywo a we flirt z aparatem nie wchodzą, kręcą, kłamią i udają inne, niż w rzeczywistości.
Generalnie kolor poncha to niebieskości, zieloności, lazur nieba i przebłyski morskiej wody... poezja, mówię Wam.
Fotograf nie wykazał się cierpliwością - fotki zrobione naprędce, nawet mi nie powiedział, żebym sobie rękaw wyprostowała.
Wełenka to 100% merino 1 ply przędzione przez Laurę, poszło równo 4 motki. Robiłam na drutach 4mm. Poncho z przodu i z tyłu ma wzór takich samych listków, tylko z przodu listki są rozdzielone, bo poncho miało być rozpinane. Zrobiłam po obu stronach rząd dziurek, przez który przeplotłam sznurek szydełkowy z tej samej włóczki.
Poncho jest ultramiękkie, przytulne, ciepłe i niezbyt grube. Aż nie miałam ochoty go z siebie zdjąć:)
Zawody świetne, profesjonalnie przygotowane, zabawa i rywalizacja fantastyczne.
Zajęłam miejsce 11, z którego jestem bardzo zadowolona a jeszcze bardziej z całej reszty - czyli śniegu, świeżego powietrza, fantastycznych ludzi i całej otoczki okołoimprezowej.
I na tym koniec dygresji niedziewiarskich - mam sporo zaległości, więc nadrabiam.
Na pierwszy rzut - ostatnio ukończone poncho.
Wydawałoby się, że to taka prosta i przyjemna robótka, że szybko pójdzie.
Nic bardziej mylnego. Owszem - wzór prosty i wełna cudowna, do tego im większy kawałek dzianiny miałam w ręku, tym bardziej mi się podobała. Niestety pokonała mnie końcowa ilość oczek na drucie i z błyskawicznej robótki zrobiła się robota miesięczna, której poświęcałam 4-5 godzin dziennie.
A na koniec miałam ogromną nadzieję, że właścicielce się nie spodoba i zostawię je sobie. :)
Stety-niestety spodobało się i właścicielce i koleżankom, tak że mam zamówienia na dwa kolejne.
Na szczęście nieprędko, bo koniec kolejki robótkowej wypada gdzieś pod koniec roku:)
No to teraz fotki. Fotek podobnych cała masa, ale wiecie jak to jest z Laurowymi wełnami - zachwycają na żywo a we flirt z aparatem nie wchodzą, kręcą, kłamią i udają inne, niż w rzeczywistości.
Generalnie kolor poncha to niebieskości, zieloności, lazur nieba i przebłyski morskiej wody... poezja, mówię Wam.
Fotograf nie wykazał się cierpliwością - fotki zrobione naprędce, nawet mi nie powiedział, żebym sobie rękaw wyprostowała.
Wełenka to 100% merino 1 ply przędzione przez Laurę, poszło równo 4 motki. Robiłam na drutach 4mm. Poncho z przodu i z tyłu ma wzór takich samych listków, tylko z przodu listki są rozdzielone, bo poncho miało być rozpinane. Zrobiłam po obu stronach rząd dziurek, przez który przeplotłam sznurek szydełkowy z tej samej włóczki.
Poncho jest ultramiękkie, przytulne, ciepłe i niezbyt grube. Aż nie miałam ochoty go z siebie zdjąć:)
piątek, 4 marca 2011
Zimowe obrazki
A dziś znów wyjazd, zawody jutro od 10.00, startujemy z numerem "17" w kategorii kobiet, juniorów i kategorii rodzinnej:)
Ale będzie zabawa:)
poniedziałek, 28 lutego 2011
Wróciłam
cała szczęśliwa, wypoczęta, zrelaksowana, dopieszczona aurą, wolnym czasem i obecnością bliskich.:)))
Wyjeździłam się na nartach do bólu kolan, nadrutowałam do bólu palców, wyspałam się i najadłam pyszności - herbata różana już zawsze będzie mi się kojarzyła z tamtym czasem:)
Poza tym stwierdzam, że poruszanie sie pieszo jest kompletnie nieekonomiczne. Z nartami na nogach jest o wiele przyjemniej, szybciej i ciekawiej:)
Przekonałam się o tym, gdy Mój Osobisty Mąż łaził za mną w ślimaczym tempie po stoku i robił zdjęcia zachwycającym okolicznościom przyrody:)
Naprawdę, nart mogłabym z nóg nie zdejmować.:) Na szczęście jeszcze zawody przede mną:)
No ale to blog dziewiarski, więc...
Zabrałam ze sobą całą reklamówkę włóczek. Z listą do zrobienia. No i niestety przeceniłam swoje wysiłki. W aucie udało mi się skończyć czapkę dla Osobistego, potem zajęłam się ponchem z cudnej wełny od Laury. No i mi zeszło, bo tam tysiącpińcetstodziewińcet oczek jest do przerobienia.
Wczoraj uprałam, zblokować nie miałam gdzie, trochę ponaciągałam i wydaje się być ok. Odczuwam palącą potrzebę posiadania jakiejś Zośki - manekina.
A poncho jest absolutnie cudowne, powiedzieć, że miłe w dotyku, to obraza dla tej włóczki.
Pokażę, jak Osobisty fotki cyknie, bo z lampą to nawet nie widać wzoru.
Do pokazania mam poza tym:
- czapkę i komin dla synia,
- wspomniana czapkę Osobistego,
- misia syniowego - jak wyrwę do sesji, bo się z nim nie rozstaje:)
A na razie na żer ócz (jak to Doro nazywa:)) mam tylko kradzione fotki skarbów:
To cudne Corriedale uprzędzione przez Martę, absolutnie fantastyczne - szukam weny, bo na skarpetki mi tego chyba szkoda:)
Malinkowy weyensdale wyszarpałam w mgnieniu oka, bo pewnie zaraz by zniknął. Jeszcze go nie mam, ale już się nim cieszę.
Będzie jakieś wdzianko. Szukam weny:)
I znów corriedale, na ktore szukam weny. Kolorki stonowane, ale fiolet przebłyskuje, więc nie mogłam sie oprzeć:)
I jesli któraś z Was ma jakiś motorek turbo, to chętnie odkupię albo wypożyczę, bo moje tempo prac jest masakrycznie wolne.
A obecnie na drutach mam malabrigo na szalik dla Osobistego, ale chyba wełny zabraknie. Dobra Dusza obiecała pomoc, jesli szalik okaże się za krótki.
I wiecie? Mam dość cienizn? Kto to widział z włóczki Lace robić czapkę i szalik. Gazelo - chylę czoła!
Wyjeździłam się na nartach do bólu kolan, nadrutowałam do bólu palców, wyspałam się i najadłam pyszności - herbata różana już zawsze będzie mi się kojarzyła z tamtym czasem:)
Poza tym stwierdzam, że poruszanie sie pieszo jest kompletnie nieekonomiczne. Z nartami na nogach jest o wiele przyjemniej, szybciej i ciekawiej:)
Przekonałam się o tym, gdy Mój Osobisty Mąż łaził za mną w ślimaczym tempie po stoku i robił zdjęcia zachwycającym okolicznościom przyrody:)
Naprawdę, nart mogłabym z nóg nie zdejmować.:) Na szczęście jeszcze zawody przede mną:)
No ale to blog dziewiarski, więc...
Zabrałam ze sobą całą reklamówkę włóczek. Z listą do zrobienia. No i niestety przeceniłam swoje wysiłki. W aucie udało mi się skończyć czapkę dla Osobistego, potem zajęłam się ponchem z cudnej wełny od Laury. No i mi zeszło, bo tam tysiącpińcetstodziewińcet oczek jest do przerobienia.
Wczoraj uprałam, zblokować nie miałam gdzie, trochę ponaciągałam i wydaje się być ok. Odczuwam palącą potrzebę posiadania jakiejś Zośki - manekina.
A poncho jest absolutnie cudowne, powiedzieć, że miłe w dotyku, to obraza dla tej włóczki.
Pokażę, jak Osobisty fotki cyknie, bo z lampą to nawet nie widać wzoru.
Do pokazania mam poza tym:
- czapkę i komin dla synia,
- wspomniana czapkę Osobistego,
- misia syniowego - jak wyrwę do sesji, bo się z nim nie rozstaje:)
A na razie na żer ócz (jak to Doro nazywa:)) mam tylko kradzione fotki skarbów:
To cudne Corriedale uprzędzione przez Martę, absolutnie fantastyczne - szukam weny, bo na skarpetki mi tego chyba szkoda:)
Malinkowy weyensdale wyszarpałam w mgnieniu oka, bo pewnie zaraz by zniknął. Jeszcze go nie mam, ale już się nim cieszę.
Będzie jakieś wdzianko. Szukam weny:)
I znów corriedale, na ktore szukam weny. Kolorki stonowane, ale fiolet przebłyskuje, więc nie mogłam sie oprzeć:)
I jesli któraś z Was ma jakiś motorek turbo, to chętnie odkupię albo wypożyczę, bo moje tempo prac jest masakrycznie wolne.
A obecnie na drutach mam malabrigo na szalik dla Osobistego, ale chyba wełny zabraknie. Dobra Dusza obiecała pomoc, jesli szalik okaże się za krótki.
I wiecie? Mam dość cienizn? Kto to widział z włóczki Lace robić czapkę i szalik. Gazelo - chylę czoła!
niedziela, 20 lutego 2011
Półmetek
Witam wszystkich stęsknionych:)
Na chwilkę tylko daję znać, że:
- żyję
- szusuje się bajecznie
- warunki śniegowe doskonałe
- nowe narty sprawują się rewelacyjnie
- poziom umiejętności się podnosi i u mnie i u synka
- trochę nadwyrężyłąm ścięgno (nie znam umiaru jak już zobaczę to białe pod nartami)
- gdy nie zjeżdżam i nie śpię, to drutuję:)
A w planach oprócz ferii (już półmetek) mam udział w amatorskich zawodach w slalomie gigancie - w marcu:)
Pozdrawiam Was serdecznie
Przeszczęśliwa Vi
Na chwilkę tylko daję znać, że:
- żyję
- szusuje się bajecznie
- warunki śniegowe doskonałe
- nowe narty sprawują się rewelacyjnie
- poziom umiejętności się podnosi i u mnie i u synka
- trochę nadwyrężyłąm ścięgno (nie znam umiaru jak już zobaczę to białe pod nartami)
- gdy nie zjeżdżam i nie śpię, to drutuję:)
A w planach oprócz ferii (już półmetek) mam udział w amatorskich zawodach w slalomie gigancie - w marcu:)
Pozdrawiam Was serdecznie
Przeszczęśliwa Vi
piątek, 11 lutego 2011
Wyjazd
Przed wyjazdem na urlop chciałam jeszcze pokazać komplecik zimowy dla Synka - raczej Syna, bo kawał prawie-9-letniego chłopa z niego, ale niezbyt miał ochotę na sesję zdjęciową.
I nadal czekam na fotki od koleżanki, by pokazać jeszcze jedną czapę.
I miałam opisać z jedną, czy dwie włóczki zaległe.
Niestety przygotowania do wyjazdu zaabsorbowały mnie na tyle, że moja krótka doba zmniejszyła się do wielkości mikroskopijnych.
Więc wyjeżdżam cieszyć się pięknymi widokami Sudetów i ich stokami do jednego z moich miejsc na ziemi:) I testować moje nowe śliczne narty:)
Robótek zabieram całe mnóstwo i mam nadzieje po powrocie pokazać kilka skończonych rzeczy:) Na drutach mam powiem poncho, czapę, komin i chustę:) Zobaczymy, ile z tych planowanych rzeczy uda mi się skończyć:)
Do zobaczenia!:)
I nadal czekam na fotki od koleżanki, by pokazać jeszcze jedną czapę.
I miałam opisać z jedną, czy dwie włóczki zaległe.
Niestety przygotowania do wyjazdu zaabsorbowały mnie na tyle, że moja krótka doba zmniejszyła się do wielkości mikroskopijnych.
Więc wyjeżdżam cieszyć się pięknymi widokami Sudetów i ich stokami do jednego z moich miejsc na ziemi:) I testować moje nowe śliczne narty:)
Robótek zabieram całe mnóstwo i mam nadzieje po powrocie pokazać kilka skończonych rzeczy:) Na drutach mam powiem poncho, czapę, komin i chustę:) Zobaczymy, ile z tych planowanych rzeczy uda mi się skończyć:)
Do zobaczenia!:)
poniedziałek, 7 lutego 2011
Ilukudujka
Ta czapka podobała mi się już bardzo, bardzo dawno temu. Uważałam jednak, że jest zbyt trudna do zrobienia i nie poradzę sobie z wzorem.
Dopiero podczas robienia chust nauczyłam się "pęczków" i innych takich.
I postanowiłam spróbować, zwłaszcza, że w moje ręce trafiła niezwykła włóczka - merino z jedwabiem w fantastycznych połączeniach kolorystycznych. Milutka w dotyku, lśniąca, dobrze skręcona i do tego ręcznie - istne cudo!
Po jednej przeróbce (czapka wyszła zbyt długa) mam moją idealną i najulubioną czapkę na wiosenne dni:)
Włóczka mieni się kolorami a z daleka zlewają się one w jedną barwę. Do tego przebłyski białego jedwabiu dodają charakteru, jak rustykalne przetarcia:)
Dane techniczne:
wzór: Czapka Ingi - tu na ravelry
druty: 3mm i 3,5mm
zużycie - pół motka
włóczka: mieszanka merino i jedwabiu (80/20%) o nazwie tricolor od Laury z Kaszmiru - polujcie, bo warto:)
Dopiero podczas robienia chust nauczyłam się "pęczków" i innych takich.
I postanowiłam spróbować, zwłaszcza, że w moje ręce trafiła niezwykła włóczka - merino z jedwabiem w fantastycznych połączeniach kolorystycznych. Milutka w dotyku, lśniąca, dobrze skręcona i do tego ręcznie - istne cudo!
Po jednej przeróbce (czapka wyszła zbyt długa) mam moją idealną i najulubioną czapkę na wiosenne dni:)
Włóczka mieni się kolorami a z daleka zlewają się one w jedną barwę. Do tego przebłyski białego jedwabiu dodają charakteru, jak rustykalne przetarcia:)
Dane techniczne:
wzór: Czapka Ingi - tu na ravelry
druty: 3mm i 3,5mm
zużycie - pół motka
włóczka: mieszanka merino i jedwabiu (80/20%) o nazwie tricolor od Laury z Kaszmiru - polujcie, bo warto:)
poniedziałek, 31 stycznia 2011
Skąd wziąć na to wszystko czas
Jak wiele innych dziewiarek, tak również i ja dostaje pytania, skąd biorę czas na wszystkie zajęcia i na pracochłonne robótkowanie.
No więc odpowiadam - wcale nie mam czasu.
Wszystkie moje pasje odbywają się kosztem czegoś innego.
Gdy gotuję, to nie sprzątam i nie robótkuję.
Gdy robótkuję, to olewam gotowanie i sen.
Gdy jeżdżę na nartach, to rosną góry prasowania a robótki leżą odłogiem. Za to wtedy spędzam czas z dzieckiem.
Gdy oglądam film, to równocześnie robótkuję.
Gdy idę na spacer i fotografuję, to mnożą się w domu warstwy kurzu.
Gdy idę na lodowisko, nie mam czasu na film wieczorny i na drugi dzień na obiad jest tylko jajecznica.
Poza tym wykorzystuje każdą wolna chwilę na coś - czytam w wannie i autobusie, druty zabieram w podróż autem, aparat fotograficzny wszędzie, gdzie się da.
A wszystko przeważnie odbywa się kosztem snu (dziś 4,5 godziny).
Bo nie chcę z niczego rezygnować:)
Teraz jestem po 3 dniach intensywnej jazdy na nartach, boli mnie każda kosteczka i mięsień, ale fruwam na endorfinach, :) dziś na pewno podgonię z kolejną robótką, zrobię na obiad ulubione naleśniki synka, w środę może lodowisko... a kotów na podłodze... udaję, że nie widzę:)
I tak o.
No więc odpowiadam - wcale nie mam czasu.
Wszystkie moje pasje odbywają się kosztem czegoś innego.
Gdy gotuję, to nie sprzątam i nie robótkuję.
Gdy robótkuję, to olewam gotowanie i sen.
Gdy jeżdżę na nartach, to rosną góry prasowania a robótki leżą odłogiem. Za to wtedy spędzam czas z dzieckiem.
Gdy oglądam film, to równocześnie robótkuję.
Gdy idę na spacer i fotografuję, to mnożą się w domu warstwy kurzu.
Gdy idę na lodowisko, nie mam czasu na film wieczorny i na drugi dzień na obiad jest tylko jajecznica.
Poza tym wykorzystuje każdą wolna chwilę na coś - czytam w wannie i autobusie, druty zabieram w podróż autem, aparat fotograficzny wszędzie, gdzie się da.
A wszystko przeważnie odbywa się kosztem snu (dziś 4,5 godziny).
Bo nie chcę z niczego rezygnować:)
Teraz jestem po 3 dniach intensywnej jazdy na nartach, boli mnie każda kosteczka i mięsień, ale fruwam na endorfinach, :) dziś na pewno podgonię z kolejną robótką, zrobię na obiad ulubione naleśniki synka, w środę może lodowisko... a kotów na podłodze... udaję, że nie widzę:)
I tak o.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


