wtorek, 25 marca 2014

Za ciosem

Postanowiłam iść za ciosem i nie robić przerw w pisaniu.
Może się wyrwę z tego marazmu i  kiepskiego nastroju.
Bardzo miło mi się zrobiło po Waszych komentarzach, nie sądziłam, że ktoś na mnie tu może czekać i zaglądać. :))) W końcu przerwa była całkiem spora.

Dziś coś z mojej ulubionej włóczki - Arroyo malabrigo.
Coś - bo ni to chusta, ni to szalik, ale fajnie się toto mota na szyi, jest miłe i ciepłe i robi się "samo".
Niby nudne prawe oczka, ale jednak forma ciekawa:)

Mój coś" ma nazwę "Julia", bo w prezencie dla Julki:)




  
 

Kolor włóczki jest przepiękny, aż żałowałam, że nie jestem powabną blondynką o niebieskich oczach.
Za to dla siebie - brązowowłosej i brązowookiej zrobiłam wersję fioletową. Nie mam zdjęć, bo od razu z drutów Coś" poszło na szyję, nawet bez prania...ale spokojnie, pokażę... kiedyś:)

Włóczka: malabrigo Arroyo
Zużycie - 1 motek, calusieńki
Druty: 3,5mm
Wzór: Hitchhiker


poniedziałek, 24 marca 2014

Przerwy w pisaniu

staną się chyba normą.
Jak to zwykle bywa, obiecuję sobie, że będę pisać regularnie i nic z tego nie wychodzi.
Życie.
Codzienność.
Kłopoty i zmartwienia.
Brak czasu.
Często po prostu wolę poświęcić czas na cos innego, niż spędzać czas przy komputerze a często po prostu nie mam weny.
Ale wiosna idzie - może będzie lepiej?

Na razie tkwię w zimowych robótkach - męczę sweter dla Młodego, idzie jak po grudzie, ale teraz chyba coś drgnęło... do zrobienia mam półtora rękawa i stójkę, może dam radę:)
Bo przyszła wiosna i chciałabym chodzić w ponczku, które mam zamiar sobie zrobić już od jesieni...
A na razie czapka, jeszcze w zimowych klimatach.
Prezent gwiazdkowy dla przyszłej Szwagierki, wzór bardzo fajny, polecam.




Wzór: Snowtracks cap
Włóczka: Babyalpaca silk Dropsa
Zużycie: Naprawdę nie mam pojęcia... robiłam z kilku resztkowych kłębków...
Druty: 3,75 i 5 mm

Uwaga - włóczka się rozciąga, więc albo trzeba wrobić elastyczną nitkę, albo zrobić mniejszy obwód...

czwartek, 23 stycznia 2014

Wracam

Tak wiem, nie było mnie.
Nie było mnie, albowiem - ŻYŁAM. W tym nienormalnym, prawdziwym świecie.
Pomimo odpuszczenia siłowni na nic nie mam czasu. Fajny czas przeżyłam w Święta - długi, długi czas z rodzicami i rodzinką. Nacieszyłam się nimi w końcu, mimo wizji choroby ojca... lubię tam wracać i czuć, że to nadal jest mój dom.Wykończyła mnie tylko choroba, Święta i Nowy Rok miałam załatwione na amen, jeszcze do końca się nie doleczyłam. Aż jestem zdziwiona, że mimo takiego trybu życia i zdrowej diety złapało mnie choróbsko tak mocno, że antybiotyk nic nie zdziałał.
Dietowo się nadal trzymam, zdrowe życie mi służy. Spędzam godziny w kuchni, bo jednak przygotowanie osobnych posiłków zabiera czas. Po odkryciu kaszy jaglanej teraz mam nowe odkrycia - pieczone warzywa a-la frytki i smoothie. Nie sądziłam, że pieczona pietruszka może być tak smaczna:) No i to o wiele zdrowsze niż zwykłe frytki.
Przepis: ziemniak, batat, seler, marchewka, pietruszka, burak - pokroić w grube słupki i wrzucić na 3 minuty do wrzątku, odcedzić i osuszyć na papierowym ręczniku. W garnku rozpuścić dwie łyżki oleju kokosowego (bakteriobójczy, odchudzający, dobrze znosi wysokie temperatury), wsypać 2 łyżki (ja lubię dużo) ziół prowansalskich, lub innych ulubionych, dołożyć warzywa i dokładnie wymieszać, można ciut posolić (ja nie solę). Wysypać na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia i piec 30 minut w rozgrzanym do 175 stopni piekarniku. Nie przypalić (by nie truć się szkodliwym akrylamidem - choć i tak wg badań jego ilość jest znikoma w porównaniu do produktów spożywczych produkowanych przemysłowo).

O smoothie czyli koktajlach przeczytałam na którymś z kulinarnych blogów. Wyciskarka ma się świetnie, ale ileż można pić sok marchewkowy z dodatkami, z owocowymi też przesadzać nie wolno ze względu na cukier.
W koktajlach za to da się przemycić więcej zdrowia, robi się je błyskawicznie i są pożywne - w sam raz na drugie śniadanie do pracy:) W domu mam zawsze jakąś świeżą zieleninę - szpinak, jarmuż, sałatę, pietruszkę, seler naciowy. Do tego obowiązkowo banan, jakiś cytrus, jabłko, trochę miodu, soku z aloesu, woda, minuta miksowania w starym mikserze z niewielkim blenderem kielichowym i już:) Porcja zdrowia do wypicia:)

Na drutach też się dzieje, z najdawniejszych zaległości dziś pokażę chustę:)







Aeolian poleciał do uroczej pani, która również zajmuje się dziewiarstwem (trzymam kciuki za kolejne sukcesy)
Druty - 3,75 mm, włóczka -  Babyalpaca BC Garn - jedna z najulubieńszych tu w pięknym odcieniu czerwieni. Zużycie - niecały moteczek W ramach prezentu urodzinowego zaszalałam i kupiłam spory zapas tej włóczki w fioletach i granatach... No co, nie bijcie, akurat była wyprzedaż... a strasznie miło się z niej robi:) ;)
Tylko nie wiem jeszcze kiedy i co z nich zrobię.:)
Planów mam dużo, ale tempo robótkowania mi spadło znacząco. 
W ogóle mam wrażenie, że jestem na jakimś zakręcie, poukładany świat jakoś się dziwnie rozchwiał i nic nie jest na swoim miejscu...
Na razie chce tylko przetrwać ten kryzys i czekam na ferie i wyjazd na narty w zupełnie nowe miejsce:)

czwartek, 19 grudnia 2013

Kasza jaglana

W mojej diecie odkryłam kasze jaglana i ejst dla mnie cudem kuchni:)
Jest zdrowa, lekkostrawna, bezglutenowa, zasadotwórcza, wysuszająca i antybakteryjna. Do tego jest smaczna, sycąca, szybko się gotuje:)
Avrea prosiła o przepisy, więc się dzielę tym, co znalazłam w sieci. Niektóre z tych przepisów już wypróbowałam i jestem nimi zachwycona, inne dopiero wypróbuję:)

1. Pralinki z kaszy jaglanej - właśnie znalazłam i dziś mam zamiast zrobić:)
2. Sałatka
3. I kolejna sałatka - moja ulubiona, zabieram ją jako obiad do pracy:)
4. Zupa cebulowa z kaszą jaglaną - zrobiłam jej tyle, że jadłam przez 3 dni - ze smakiem:)
5. Kotlety z kaszy jaglanej i migdałów - jeszcze nie robiłam
6. Jaglanka śniadaniowa - też do przetestowania.
7. Kolejne kotlety - z pietruszką:)
8. I kolejna śniadaniowa:)
9. Tabbouleh - zrobię, gdy będzie świeża mięta:)
10. Deser jaglany
11. Kokosowa szarlotka z kaszą jaglaną.
12. Kotlety z ciecierzycy i kaszy jaglanej
13. Jaglanka z pomarańczami
14. Curry z kasza jaglana i soczewicą - jeden z ulubionych przepisów.
15. Kotlety z kaszy jaglanej i selera - moje najukochańsze
16. Ciasteczka z kaszą jaglaną i czekoladą.
17. Ciasto z kaszy jaglanej i dyni - jak tylko dziś gdzieś znajdę dynię:)
18. Ciasto z kaszy jaglanej i jabłek - a jak nie znajdę, to to wypróbuję:)
19. Babeczki z kaszy jaglanej z gruszkami.

Przepisów jest cała masa, wystarczy pogrzebac w sieci.
Niektórzy narzekają na goryczkowaty smak kaszy jaglanej. Ja zazwyczaj mam zawsze ugotowaną kaszę jaglaną w lodówce, bo dodaję ją sobie do mojego autorskiego musli. By pozbyć się goryczki najpierw prażę kaszę na suchej patelni, potem na sitku przelewam ją spora ilością wrzątku a potem już chłodną wodą. Potem zagotowuję w garnku (pół szklanki kaszy i szklanka wody) a po zagotowaniu zdejmuję z ognia i zostawiam pod przykryciem aż wchłonie wodę. Solę po ugotowaniu. Taka kaszę można przechowywać w pojemniku w lodówce 3-4 dni.

środa, 18 grudnia 2013

Misz-masz

Minął miesiąc na diecie wege z dodatkowymi ograniczeniami w postaci odstawienia glutenu i tłuszczy innych niż olej lniany i kokosowy. Dodatkowo czasem jem ryby. Nie jem cukru, białego ryżu, mleka, jajka sporadycznie.
Za to dużo kasz - zwłaszcza jaglaną pokochałam. Lubię też gryczaną, quinoa i amarantus. Odkryciem roku jest dla mnie dynia. Robię sama mleko kokosowe i mąkę kokosową, piję dużo soków. Codziennie zaczynam dzień szklanką soku z kiszonej kapusty ze zmielonym siemieniem lnianym i porcją "musli" (kasza jaglana, posiekane różne orzechy i suszone owoce bez siarki) z pasta dr Budwig.
Inspiracje kulinarne czerpię z blogów wegańskich, wegetariańskich i o zdrowym odżywianiu. Okazuje się, ze jest tego całkiem sporo. Niedaleko domu odkryłam świetnie zaopatrzoną zielarnię:)
Co zyskałam?
Przede wszystkim zmniejszyły się znacznie moje dolegliwości układu trawiennego. Jeszcze nie wszystko jest ok, ale czuję się dużo lepiej. Mam więcej energii, chce mi się żyć. Przestałam marznąć, w końcu temperatura w mieszkaniu może być niższa niż 24 stopnie i nie zakładam polaru:) Przestały mi wypadać włosy - choć sądziłam, że przez problemy z insuliną jestem na to skazana  "na zawsze". Włosów wypada mniej niż kiedykolwiek a na pewno więcej niż o połowę mniej niż do tej pory.Nie mam napadów głodu i ochoty na słodycze. Odkrywam nowe kulinarne przestrzenie, poznaję nowe produkty, rozwijam się, poszerzam wiedzę na temat wpływu pokarmów na zdrowie. No i waga powolutku ruszyła w dół, choć tu nie to jest moim celem.
Co straciłam?
Na pewno portfel jest chudszy, bo takie odżywianie trochę więcej kosztuje. Codziennie muszę też poświęcić czas na przygotowanie pasty i oddzielnych posiłków dla siebie, które mogłabym zabrać do pracy. Sporo czasu spędzam też na wyciskaniu soków i poszukiwaniu nowych przepisów. Kurczy się więc czas na sen i na druty. Odpada też wszelkie jedzenie na mieście, choć przy drobnych kompromisach i tu się udaje coś znaleźć, np. w jednej z naleśnikarni robią naleśniki na cieście ziemniaczanym i jest spory wybór nadzień wegetariańskich. 
Nie zrezygnowałam jeszcze z moich stałych leków, bo w moim organizmie jest dużo do naprawienia (choć ostatnia gastroskopia pokazała, że i leki z apteki pomagają w znikomym stopniu).
Uważam, ze bilans jest na plus, a dieta nie jest dietą, tylko po prostu innym życiem - które bardzo mi się podoba, bo czuję się coraz lepiej sama ze sobą. Żałuję, że dopiero teraz się na takie zmiany zdecydowałam i ciesze się, że w ogóle.
Drutowo się też dzieje, choć z mozołem. Właśnie skończyłam chustę (zdjęcia jeszcze w aparacie) i zaczęłam czapkę a dziś, żeby Wam wynagrodzić długa nieobecność na blogu pokażę i sweter i zimowy komplet.
najpierw sweterek:)
Kffiatkowego już znacie, ale wrzucę zdjęcie, bo zupełnie inaczej wygląda on na szczupłej osobie. Kasia to moja przyszła szwagierka i sweter dostała w prezencie. Wyzwaniem były dla mnie rękawy tak długie, że myślałam, że nigdy się nie skończą. Można tez zobaczyć jak babyalpaca silk Dropsa się popisowo gniecie w bagażu:)





Druty, tak jak poprzednio 3,5mm, zużyłam 8 motków i znacząco wydłużyłam dolną część - na życzenie Kasi.

Zachciało mi się też popularnego tej jesieni otulacza Cabled Glamour. na zdjęciach niewiele go widać, ale swoją rolę spełnia:) Mimo lekkiego podgryzania bardzo go lubię. Włoczka jest piekielnie droga, gdyby była milsza w dotyku, to jeszcze bym uznała, że jest warta swojej ceny. Jednak na jeden taki wybryk mogłam sobie pozwolić.
Do kompletu zachciało mi się jeszcze czapki z tym samym wzorem:) Żeby nie gryzła w czoło, to dolną część zrobiłam z 2 warstw, spodnia jest z milutkiej wełny Holst Coast, po ściągaczu robiłam z podwójnej nitki - Holst i Rowan razem. Dół czapki robiłam na drutach 2,5mm a górę na 5mm.
Niestety na górę czapki zabrakło mi cekinowej włóczki... musiałam więc kombinować, dołożyłam moherku w gołębim kolorze, więc czubek czapki jest jaśniejszy. :) Sami zobaczcie:)





I na koniec, ponieważ pewnie nie znajdę czasu, żeby się tu pokazać do Nowego Roku ( już w sobotę wyjeżdżamy do mojej mamy) chciałabym Wam wszystkim życzyć wspaniałych, pełnych miłości i ciepła Świąt Bożego Narodzenia. Niech Dzieciątko Jezus wleje w Wasze serca ufność i nadzieję.:)
No i szczęśliwego Nowego Roku!

czwartek, 21 listopada 2013

Budwig i Snow White

Przeszłam mały kryzys nerwowy. Ale już dobrze.
Mimo, że to już 8 lat po chorobie Męża Osobistego, to wciąż żywe są we mnie wspomnienia leczenia, bólu i strachu...
A ojciec dopiero 5 lat temu pogonił nowotwór nerki. Sam mówi, że ma wyjątkowego pecha, nowotwór płuc, który ma, jest zupełnie nowym, niezależnym od tamtego nerkowego...
Już teraz, gdy znany jest profil leczenia, jestem spokojniejsza. Będzie chemia, będzie operacja, więc jest nadzieja.
Nakłoniłam ojca do diety antynowotworowej dr Budwig. Solidaryzując się z nim, sama przeszłam na tę dietę. Od niedzielnego wieczoru więc pasta z olejem lnianym, mielony len, zero prostych węglowodanów, zero innego tłuszczu poza olejem lnianym, masa warzyw i owoców. I tak to zostałam wegetarianką.
Na razie jestem w ciemnym lesie, nie mam pomysłów na posiłki, zwłaszcza na obiady. Niewiele umiem zrobić bez tłuszczu, bez smażenia, bez jajek i bez mięsa, bez białej mąki... Za wszelkie podpowiedzi będę bardzo wdzięczna.:)
No i ciekawa jestem, jak na to moja insulina, bo owoce mają dużo cukru, do tego jem sporo miodu... to jedyny słodzik, jakiego używam:)
Uczę się gotowania na nowo. Pochłania to masę czasu, bo rodzinka je normalne posiłki. Osobisty Mąż na szczęście mnie wspiera, podarował mi nawet wyciskarkę do soków, żebym miała świeżo, zdrowo i smacznie:)

Czas na druty mocno się więc skurczył, ale mam do pokazania to i owo:)
Teraz znów powtórka, z Kiddys Mohairu Ispe, najbielsza biel, druty nr 4, niecałe 3 motki, bo końcówka wystarczyła na niedużą broszkę:)












Mój manekin biustu nie posiada, bo to facet, więc jakoś mało wyględnie wygląda w sukience... ale z braku laku...;)
Teraz na drutach czerwono, ale mam jeszcze do pokazania granatowe i szare cekinkowe.
Czasem tylko po prostu zamiast zrzucać zdjęcia, czy je robić, wolę chwilkę odsapnąć z drutami w ręku...
Czy też uważacie, że czas powinien być dodawany w bonusie przy zakupie każdego motka włóczki? :)

piątek, 8 listopada 2013

Krótko

Miało być o olejowaniu włosów.
Moje same ostatnio zaniedbałam i gdy położyłam olej na kilka godzin a potem umyłam, to aż jęknęłam z zachwytu... jak mogłam to zaniedbać! Efekt powala - włosy błyszczą aż po końce, są miękkie, nie puszą się, ładnie falują...
Nie napiszę, o włosowa koleżanka napisała za mnie:
Wskazówki do olejowania: TU
I bardzo ciekawie o olejach i włosach napisała Wiedźma TU.
Ja kładę olej na suche włosy i to w dużej ilości, bardzo dużej... moje włosy to lubią, ale wiem, ze dziewczynom wystarcza jedna lub dwie łyżki na całe długie włosy. Potem myję i jeszcze nakładam maskę lub nawilżająca odżywkę a potem jeszcze odżywkę bez spłukiwania. I moje włosy o dziwo nie są przeciążone. Ale to samemu trzeba na sobie wypróbować.

Nie mam weny do pisania. Dostałam hiobowe wieści, mój ojciec bardzo ciężko choruje... trudno mi się z tą myślą oswoić, nie ma we mnie zgody na to...

Drutuje jak szalona, skończyłam kffiatkowy sweterek, popularny otulacz na szyję, czapkę, opakowadełko na nawigację a teraz na drutach mam mój ulubiony szal...
Czekam na pogodę, by jakieś sensowne zdjęcia zrobić.

środa, 16 października 2013

Fioletowy

No bo jakiż inny mógł być mój ulubiony sweter?
Postanowiłam sięgnąć do zapasów włóczek, tych najstarszych, kupionych jeszcze w 2009 roku, kiedy dopiero zaczęłam się uczyć robić na drutach.
Shetland Yarn Art urzekł mnie kolorem. Fiolet nie jest jednowymiarowy, ma jakieś zielonkawe i niebieskawe kłaczki wplecione w całość. Do tego włóczka ma piękny połysk, domyślam się, że to za sprawą akrylu...Aż żal, że to nie 100% wełna, że grzeje tak słabo, że w dotyku nie fajniejsza...
Ale i tak jak na mieszanki z akrylem to zupełnie przyzwoita.

Dość o włóczce, teraz o sweterku.
Powstał z palącej potrzeby posiadania czegoś do pracy. Ile można w marynarkach, zwłaszcza że nie mam ich powalającej ilości. Ciężko mi w sklepie wybrać odpowiednią dla siebie, zawsze myślę też - przecież zrobię sobie cardiganik w tym kolorze... I na tym się kończy.
Potrzeba była silna, włóczka dość gruba, druty też, więc pomyślałam, że będzie szybko.

Metoda - bezszwowa od dołu, wzór - z głowy, najzwyklejszy gładki cardigan. Gdy chyba piąty raz nabrałam oczka i zrobiłam kawałek ściągacza, i za każdym razem okazywało się, że oczek za dużo lub za mało, postanowiłam zmodyfikować formę. Cardigan miał być z szeroką kołnierzową plisą z przodu. Jej szerokość zależeć miała od tego, ile oczek za mało nabiorę na obwód sweterka.

Oczka nabrałam z szydełkowego łańcuszka - na wszelki wypadek. Postanowiłam robić do dołu i dodawać oczka po bokach, bo ich mi się nabrało cokolwiek mało. Potem stwierdziłam, że źle rozdzieliłam oczka na przód i tył, więc postanowiłam robić do góry... zrobiłam kawałek i coś mi się rozjeżdżało u dołu, więc sprułam i zrobiłam jeszcze raz. W tej części od pasa w górę znów coś nie pasowało, więc znów prułam...
I tak chyba z 6 razy, aż byłam zadowolona.
Przy okazji kupiłam sobie wzorek na ten cardigan: RIVEL
Troszkę się nim posiłkowałam, oczywiście nie robiąc warkoczy, nie przeliczając wielkości... Z tego wzoru wykorzystałam  w zasadzie tylko podkrój pachy (ale też zmodyfikowany) i formowanie spadku ramienia skróconymi rzędami. Oczywicie zrobiłam to za wcześnie, nie na szczycie ramion, ale pruć mi się już nie chciało. Dalej dorobiłam gładko i też wyszło:) Troszkę to widać na zdjęciu tyłu swetra.
Przy robieniu rękawa wykorzystałam również metodę skróconych rzędów świetnie opisaną TU. Jest absolutnie genialna!
Prułam już tylko raz, bo ślepa byłam i nabrałam za dużo oczek. A potem już tylko przednia plisa:)
Zszywanie tylko raz było konieczne - na szczycie ramion, ale niewidocznym ściegiem, który coraz lepiej mi wychodzi:)

Sweterek uprany i rozłożony bez blokowania. I to był chyba błąd, bo z przodu nie wygładził się zupełnie, tylko troszkę ta listwa z przodu go ściąga. A może to wina włóczki i zbyt dużej ilości akrylu...
W każdym razie sweter jest moim ulubieńcem. Noszę go ciągle, co zresztą widać po zagnieceniach w zgięciach łokci. Zamierzam zrobić drugą wersję, może po Nowym Roku, tym razem z warkoczami... o ile dostanę gdzieś jeden moteczek antracytowego Shetlandu, bo chyba tych niecałe 6 motków mi nie wystarczy. Warkocze są przecież włóczkożerne....









Dane techniczne:
Włoczka: Shetland Yarn Art
Druty: 4,5mm
Zużycie: 5 motków i kilkanaście metrów szóstego.
Rozmiar: XXL


A o włosach - nastepną razą:) Mam ochotę napisać Wam o różnych olejach i sposobach olejowania włosów:)

piątek, 27 września 2013

Piąteczek:)

Dzis piąteczek - podobno nie najlepszy dzień na pisanie notek na blogu, bo wszyscy już żyją weekendem.
Ja też, ale może zdążę, bo zbieram się do tej notki od dawna i powstać nie może:)
Wpadłam w tryby robótkowania, kryzys wakacyjny minął:)
Skończyłam więc cardigan:))) Fotki na dniach, chyba manekinowe, bo rąk do pstrykania brak - w najbliższych dniach ukończymy prace remontowe:) Nareszcie mieszkanie wróci do normalności po wymianie okien dachowych:)
Teraz wyciągnęłam ufoka, czyli zalegający od wiosny początek sweterka Dhalia - ten sam kolor i włóczka, co u mnie, przyszła szwagierka chciała mieć dokładną kopię tego sweterka.

A ja obiecałam kolejny post włosowy.
Tym razem dla dziewcząt, które mają włosy kręcone, falowane, proste, albo jakieś "krzywe", bo niby proste, ale z wywijającymi się końcówkami.
Włosy takie sprawiają sporo problemów, puszą się, szybko niszczą....
Ale może od początku:)

Jak sprawdzić, czy Twoje włosy są falowane?

  • zawsze sądziłaś, że Twoje włosy są proste ale "krzywe"
  • mają lekko wywijające się końcówki
  • przez jakiś okres w twoim życiu miałaś falki a nawet loczki: w dzieciństwie, okresie dojrzewania
  • włosom zdarzało się poskręcać np po prysznicu, na plaży
  • łapią lekki puch w wilgotne dni (dotyczy typu Wavy)
  • włosy mają tendencję do wyglądania nieporządnie
  • walczysz z wysuszonymi końcówkami
  • po wyschnięciu są krótsze niż na mokro nawet o dobre parę centymetrów
  • lepiej wyglądają wycieniowane
  • nie tak łatwo było Ci znaleźć fryzjera, który potrafi dobrze obciąć Twoje włosy
Jeśli odpowiedź na większość pytań brzmi "tak" - gratulacje, masz fale!
/pobrane z: http://wizaz.pl/forum/blog.php?b=10362/

No dobrze, masz falowane lub kręcone włosy. I co dalej?
Pielęgnacja włosów kręconych i falowanych wymaga więcej wysiłku niż włosów prostych. Każdy włos składa się z łusek, nałożonych na siebie. Łuski te przy prostych włosach ściśle przylegają do siebie chroniąc wnętrze włosa przed utratą wilgoci. Włosy jednak trą o sobie, o ubranie, i struktura łusek zostaje uszkodzona, traktowane silnymi detergentami łuski rozchylają się, co prowadzi do ucieczki wody z wnętrza włosa. Jesli jednak dbamy o wlosy, pozostają one mocne, błyszczące i piękne.
Włos falowany ma trudniej, gdyż "na zakrętach" łuski są zawsze trochę odchylone, nawet u najzdrowszych włosów. Mają więc większą tendencję do wysychania i niszczenia. Trzeba więc o nie dbać bardziej.

Szczegółowe zasady dbania o włosy kręcone zostały opisane w książce Lorriane Massey "Curly Girl".
Temat został szczegółowo opisany na forum Wizażu i wielu blogach, więc tu napiszę tylko pokrótce o co chodzi:

1. By przygotować włosy do nowej pielęgnacji, trzeba je oczyścić, a więc umyć szamponem z siarczanami (silne detergenty), by oczyścić włosy z silikonów, które często nie są zmywalne wodą.

2. Regularnie podcinamy końcówki - by nie dopuścić do ich zniszczenia, zapobiec rozdwajaniu, trzeba do tego używać bardzo ostrych nożyczek. Te tępe zmiażdżą włos doprowadzając do szybszego rozdwojenia, a rozdwojone włosy bardziej się plączą - co bywa zmora nie tylko kręconowłosych.

3. Kręcone i falowane włosy nie powinny być czesane na sucho. I nigdy szczotką. Najlepiej kupić grzebień z szeroko rozstawionymi zębami i czesac włosy po umyciu, po nałożeniu na nie odzywki bez spłukiwania.
Czesanie suchych włosów powoduje puch, szopę i afro. Im bardziej kręcone włosy, tym większe.
Czesanie włosów szczotką powoduje uszkodzenia włosów i ich przesuszanie.
Przez bardzo długi czas nie miałam odpowiedniego grzebienia, więc rozczesywałam mokre włosy palcami - to naprawdę wystarczało. Obecnie używam drewnianego grzebienia kupionego w The Body Shop - jest to mój hit:)

4. Nie myj włosów szamponem. Tu wkleję post z Wizażu:

 Większość szamponów zawiera drażniące i wysuszające siarczany (ammonium laureth sulfate, ammonium lauryl sulfate, sodium laureth sulfate, sodium lauryl sulfate, itp.), które są niebezpieczne dla kręconych włosów. Te pospolite detergenty sprawiają, że włosy stają się niepokorne i skutecznie się puszą. Zamiast szamponu możesz używać odżywki albo delikatnych szamponów zawierających delikatne substancje myjące, np. cocamidopropyl betaine lub coco betaine (choć i one mogą powodować podrażnienia). Dobór zależy od rodzaju Twoich włosów.
Osoby o włosach przetłuszczających się lub preferujące szampon mogą spróbować także tzw. metody OMO - odżywkowanie/mycie/odżywkowanie.
„Nigdy nie wyprałabyś ulubionego swetra w nieodpowiednim środku z detergentem, prawda? Obecnie większość szamponów zawiera drażniące detergenty (sodium lauryl sulfate lub laureth sulfate), które wchodzą w skład płynów do mycia naczyń. Są świetne do talerzy i garnków, ponieważ doskonale usuwają tłuszcz, jednak włosy w przeciwieństwie do naczyń potrzebują swoich naturalnych olejów, które chronią i skórę i włosy. Odzierając je z własnego tłuszczu, pozbawiamy włosy naturalnego nawilżenia i aminokwasów, fundując im nieciekawy wygląd i wysuszenie.” - Lorraine Massey


5. Myj skórę głowy odżywką. Odzywka nie może zawierać silikonów. Pisałam już o tym w poprzednich postach, moje hity to balsam aloesowy Mrs. Potters i Balsam do kąpieli dla kobiet w ciąży Babydream dostępny w Rossmanie. 

6. Rozprowadzaj odżywkę na całej długości włosów jednocześnie je rozczesując palcami lub grzebieniem z szeroko rozstawionymi zębami. 

7. Spłukuj włosy chłodną wodą - pozwoli to domknąć łuski włosa, staną się bardziej błyszczące i będą mniej napuszone. 

8. Nakładaj produkty do stylizacji - pozwoli to ujarzmić i podkreślić skręt włosów, zniweluje puszenie. Osoby o kręconych włosach powinny nakładać produkty do stylizacji na mokre włosy. Moim hitem jest tu żel z siemienia lnianego. Na forum Wizażu piszą: Jeśli masz ścisły skręt, nakładaj kosmetyki do stylizacji, gdy włosy są mokre. Jeśli masz fale i luźniejszy skręt, odczekaj chwilę, zanim nałożysz jakiś produkt. Nałóż porcję kosmetyku na rękę i rozetrzyj, by stał się bardziej plastyczny. Rozprowadź gładko na włosach lub też delikatnie, pasmo po paśmie. Najczęściej stosowaną metodą jest nałożenie najpierw kosmetyku przeciwdziałającego puszeniu, a potem żelu, który podkreśli skręt. Można użyć także zwykłej odżywki jako produktu do stylizacji, najważniejsze jednak, by stosować taki kosmetyk, który odpowiada włosom i ich właścicielce. Następnie ugniataj włosy palcami (złap końcówkę pasma włosów w dłoń i ugnieć w kierunku głowy) lub owijaj pojedyncze kosmyki wokół palca. 

9. Do osuszania włosów nie należy używać ręcznika frotte, tylko bawełnianej koszulki lub ręcznika z mikrofibry.  Pomoże to uniknąć puszenia się włosów.

10. Umiejętnie susz włosy - najlepiej pozwól im wyschnąć naturalnie unikając ich dotykania, potrząsania głową itp. Można również skorzystać z suszarki, stosując chłodny nawiew i niewielką siłę nadmuchu. Przydatny też może być dyfuzor. 

11. Podcinaj włosy co 3-4 miesiące, ostrymi nożyczkami, najlepiej u fryzjera, który umie ciąć włosy kręcone i nie będzie przed tym ich rozprostowywał. Dobry fryzjer kręcone włosy obcina na sucho. Nie pozwalaj na użycie brzytwy i degażówek - bardzo niszczą włosy i powodują ich szybsze rozdwajanie. Przynieś własne produkty, te w salonach fryzjerskich, to prawdziwe bomby silikonowe (włosy przecież muszą pięknie wyglądać, niezależnie od ich stanu). 

12. Daj sobie czas. Włosy muszą przyzwyczaić się do nowej pielęgnacji. Na początku mogą nawet wyglądać gorzej (odarcie ich z silikonów pokazuje bolesną prawdę o ich stanie).

Co nam daje pielęgnacja CG? Piękne, zdrowe odżywione włosy, bez puchu i z podkreślonym skrętem. Wiele osób, które zmieniły pielęgnacje na CG ze zdziwieniem odkrywa, że proste dotąd włosy zaczynają się pięknie skręcać.  Kręcona szopa prostowana dotąd prostownicą zamienia się w piękne loki i zaczynają kochać swoje włosy:)

Od siebie jeszcze tylko dodam, że włosy należy odżywiać intensywnie - maski i odżywki nawilżające mile widziane, no i nie należy nie doceniać olejowania. Oleje dociążą włosy, nabłyszcza, odżywią, pozwolą zatrzymać we włosie wilgoć.

 Nie należy również demonizować silikonów - zwłaszcza zimą, gdy włosy trą o szaliki i kurtki. Silikon użyty od czasu do czasu pozwoli ochronić włosy.
Sa równiez przydatne do zabezpieczenia końcówek włosów przed rozdwajaniem.

Osobiście stosuję się prawie do wszystkich zaleceń.
Metodę OMO stosuję raz w tygodniu, moim pierwszym "O" jest olej nakładany na włosy przed myciem na kilka godzin. W pozostałe dni tygodnia stosuję łagodny detergent i odżywkę. Raz w tygodniu nakładam też silniejsze maski na dłużej. Nie stosuję stylizatorów. Moje włosy są tylko falowane i nie zależy mi aż tak bardzo na skręcie. Nie chcę oblepiać włosów polimerami z żeli. Stosuję odżywkę bez spłukiwania i czasami żel lniany, który jest naturalnym kosmetykiem i dodatkowo pielęgnuje włosy.

Uf... udało się:)
Napiszcie, proszę, czy ciągnąć dalej tematykę włosową, czy interesują Was te tematy... bo do opisania jest jeszcze cała masa spraw:) 

poniedziałek, 2 września 2013

Szal, szal, szal...


Po kolejnym pruciu bawełny i zrobieniu kolejnego, bardzo dużego kawałka, który okazał się za wąski o kilkanascie oczek, dałam sobie z nią spokój.
Schowałam nie tak głęboko wcale, więc jak tylko przyjdzie wiosna, to po nią sięgnę.
Wytargałam za to z szafy starą wełnę, kupioną na początku włóczkomaniactwa - shetland Yarn Art.
Narzuciłam ileśtam oczek i zrobiłam prostokąt.  Okazał się za duży na plecy swetra a za mały na obwód... ale nie prułam, zaczęłam kombinować i pewnie wkrótce zobaczycie, co z tych kombinacji wyniknie.

A na razie szal.
Jeden z wielu, które juz były, kolejny z cieniutkiego moherku Dropsa, druty 4mm.
Robiłam go rekordowo długo, bo od kwietnia, a skończyłam tydzień temu.
Mam już chyba dosyć tego wzoru, podczas robienia po raz n-ty tego szala czułam się jak fabryka.
Kiedys pewnie zrobię powtórkę, bo nie mam tego szala w wersji dla siebie... ale na pewno nie będzie to szybko.
I fotki:




A to moje dziecię u progu 5 klasy:)


Rośnie tak szybko... w mojej głowie to wciąż chłopczyk a nie chłopiec... Ale chyba wszystkie mamy tak mają, prawda?