wtorek, 13 października 2009

Babcia, czyli jak to się zaczęło

Odkąd pamiętam, babcia zawsze siedziała w fotelu z drutami w ręku.
Dziergać nauczyła się sama, z potrzeby - brak było pieniędzy na nowe ubrania. Dziergała śliczne swetry, sama uczyła się wzorów, miała niebywała fantazję. Gdy podpatrzyła jakiś wzór, próbowała go zrobić dotąd, aż jej się udało.
W dziergane sweterki ubierała swoje trzy córki, potem wnuczki - w tym mnie.
Nie lubiłam tych sweterków, choć podobały mi się. Były piękne, oryginalne, jedyne w swoim rodzaju, ale nie były bluzkami, jakie miały moje koleżanki. Dziś wiem, że one mi zazdrościły tych bluzek i sweterków równie mocno, jak ja im ubrań ze sklepów.

Gdy byłam w szkole podstawowej, babcia nauczyła mnie krzyżowego nakładania oczek, i różnych wzorów prawo-lewych. Robiłam namiętnie szaliki i opaski do włosów, raz wydziergałam kamizelkę, ale trudniejsze elementy zrobiła za mnie babcia. Nie nauczyłam się nabierania i gubienia oczek, wzorów ażurowych itp.

Babcia dziś dzierga sporadycznie. Wysłużone ręce i oczy nie są tak sprawne jak kiedyś. A ja za sprawą szefowej scholi, w której śpiewam, postanowiłam wrócić do dziergania:)
Justyna sama dzierga cudeńka, co chwila widzę ją w innych rzeczach. Już nie są dla mnie synonimem biedy socjalizmu.
Dziś w sklepach trudno o fajną oryginalną rzecz. Pora więc przestać narzekać i postawić na kreatywność:)
Tu będę więc opisywać moje postępy w dzierganiu:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz